23 lutego 2017

Kurczak curry

  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • koncentrat pomidorowy
  • 2 piersi z kurczaka
  • jogurt naturalny
  • pieprz / sól
  • przyprawa curry
  • olej / oliwa



Podsmażamy cebulę pokrojoną w piórka i rozgnieciony czosnek na 2 łyżkach oleju / oliwy. Dodajemy łyżkę koncentratu pomidorowego i dusimy. Po około 10 minutach ściągamy z ognia, czekamy chwilę i dodajemy 3 duże łyżki jogurtu naturalnego. Kroimy kurczaka w kostkę, przyprawiamy go do smaku i dodajemy do naszej cebuli z jogurtem. Dodajemy przyprawę curry i dusimy, aż kurczak będzie gotowy do jedzenia.




Ja daję dużo kurczaka, dzięki czemu nie muszę brać ryżu i jeszcze zostaje mi na kolację ;)

5 lutego 2017

Ryba duszona w pomidorach

  • ryba (na przykład morszczuk)
  • pomidory (świeże / z puszki / domowej roboty)
  • czosnek
  • pieprz / sól
  • zioła
  • oliwa / olej 



Dajemy 2 łyżki oliwy / oleju do garnka / na patelnię, a po chwili dorzucamy posiekany czosnek. Gdy czosnek jest zarumieniony, dodajemy pomidory. Przyprawiamy ziołami i dusimy przez około 10 minut. Gdy pomidory są miękkie, dodajemy rybę (można ją przed wszystkim zamarynować, albo pokropić cytryną, ale ja daje taką zwykłą) i dusimy, aż rybka będzie uduszona.

Smacznego!





Na zdjęciu wersja z dodanymi pieczarkami.
Można dodać 4 duże pieczarki przed dodaniem ryby.

1 stycznia 2017

Drugie urodziny bloga

Kolejny rok blogowania za nami, a ja piszę coraz mniej i przez to wkurzam się na siebie.
Ale (!), skoro mamy nowy rok, zamierzam wziąć się za swoje życie oraz za bloga!
Ten rok przedstawia się następująco:
- recenzje: 5
- tagi: 1
- przeczytane książki: 14
- wejścia na bloga od powstania: 4000

Aż mi wstyd to pisać, jednak w moim życiu wiele się działo, jak weekendowy Falkon, po którym chorowałam długi czas, czy też koniec studiów oraz przygotowanie do obrony, które dalej się ciągnie i zabiera mi mnóstwo czasu. Plusem jest to, że nie zaniedbałam całkowicie bloga i pojawiło się chociaż te pięć recenzji! No jestem z siebie dumna!

Do tego do współpracy zaprosiłam moje dwie przyjaciółki. Jedną z nich, Callę, już mogliście „poznać” w jej pierwszej recenzji. „Syreny” Kiery Cass. Mam nadzieję, że druga, Angie, pojawi się już niedługo.

W tym roku chciałabym wznowić też instagram, który jest o tematyce nie tylko książkowej (co z tego, że tam są zdjęcia tylko książek. To się zmieni!).
KLIK

Mam nadzieję, że nie uciekliście jeszcze stąd, oraz że pojawi się wiele nowych osób!

Ściskam
Aga

30 listopada 2016

"Nikt nie zna wszystkich jej imion. Opowieść o królowej Hatszepsut" Hanna Goworowska-Adamska

Tytuł: Nikt nie zna wszystkich jej imion. Opowieść o królowej Hatszepsut
Autor: Hanna Goworowska-Adamska
Wydawnictwo: Maszoperia Literacka
Liczba stron: 212
Gatunek: Literatura piękna
Rok wydania: 2010

Hej Nat!
      Promocje w księgarniach radują moje serce, lecz godzą w mój portfel. Kupuję książki, które normalnie bym nigdy nie kupiła. Czasami trafiam na coś okropnego, lecz czasami spotykam perełki. I właśnie tak było tym razem.

      Od gimnazjum interesowałam się mitologią grecką, czasami rzymską, lecz jakiś czas temu przyciągnął mnie panteon egipski. Niestety, ale wiele legend i mitów przeczy sobie, nie wiadomo kto był dzieckiem kogo, czyj był ojciec i tak dalej, jednak to nie przeszkodziło mi w zagłębieniu się w szczegóły. Trafiając na półce na tę książkę nie mogłam przejść obojętnie. Śmiesznie niska cena i dziwna, niezbyt przyciągająca okładka? No biorę! I właśnie tak trafiłam na coś, dzięki czemu podróże pociągiem minęły mi przyjemnie.

      Poznajemy Hatszepsut jako młodą dziewczynkę, która przygląda się panowaniu ojca, a już kilka stron dalej zostają ogłoszone zaręczyny bohaterki i Totmesa. Od tej pory Hatszepsut uczy się jak być dobrą królową oraz żoną.

      Miło było czytać o tym, jak mała dziewczynka dorasta i staje się wspaniałą królową. Może i nie wczułam się w skórę Hatszepsut, lecz niejednokrotnie płakałam przez nią i dzięki niej. Jej historia mnie po prostu wzruszała, doprowadzała do śmiechu, jak i wściekłości. Chciałam, by wiodło się jak najlepiej i cieszyłam się z jej szczęścia. Przeszkadzały mi jedynie imiona bohaterów, lecz wiem, że takie nosili naprawdę, więc po prostu tolerowałam to. No bo przecież imiona takie jak Dżehuteju, Weser-Amon czy Hapuseneb nie są łatwe do zapamiętania, a właśnie w takim stylu są wszystkie imiona. Ale dałam radę i nawet to nie przeszkodziło mi w rozkoszowaniu się książką.

      Historia sama w sobie została napisana dobrze, fajnie przedstawiono życie królowej, to, z czego musi zrezygnować oraz z czym musi się godzić. Mogę przyczepić się do tego, że niezbyt wiele się tam wiele, nie ma zwrotów akcji, o ile jakaś akcja istnieje. Zwykła opowieść o życiu. Ale właśnie takiej nudnej, a zarazem ciekawej książki potrzebowałam, dlatego mi się spodobała. Z perspektywy czasu widzę, jak główna bohaterka została wykreowana. Idealna, bez wad i skaz, wręcz nierzeczywista, co jest wkurzające, ale szczerze? Podczas czytania mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, podobało mi się, że przynajmniej w książce wszystko się dobrze skończy. Jednak co do scen seksu, to wszystko było takie poetyczne, może nawet aż za bardzo. Wszędzie być żar i ogień, przez jakiś czas myślałam, że autorka była zbyt nieśmiała, żeby wprost pisać o tych sprawach. No i jeszcze jedna rzecz. Ja rozumiem, że ona była uważana za córkę boga, ale wszystkie krzywdy i wszystko co złe przyjmowała z godnością królowej. Nie człowieka, lecz królowej. Była bardziej królową niż człowiekiem, przez co niezbyt mogłam się z nią utożsamić.

      Na początku nie mogłam wgryźć się w książkę. Napisana została w specyficznym stylu, a do tego liczne przeskoki czasowe nie ułatwiają. Gdy już się przyzwyczaiłam, było zdecydowanie lepiej. No ale właśnie te przeskoki... Niejednokrotnie nie wiedziałam ile minęło między jednym wydarzeniem a drugim, kilka dni, tygodni, miesięcy, a może lat. No po prostu nie wiedziałam i to mnie rozpraszało oraz irytowało.

      Mówiąc ogólnie,  jeśli lubisz starożytny Egipt, ta książka będzie dla Ciebie naprawdę ciekawa, lecz jeśli nie, to niezbyt się ną zachwycisz. Wszystkie święta czy obrzędy zostały ciekawie opisane, dzięki czemu spodoba się fanom Egiptu.

Ściskam
Aga

8 listopada 2016

Stosik Urodziny + Falkon

Miałam robić regularne stosiki, ale ja to ja i nie dziwię się, że nie robiłam. Przybyło mi wiele książek, ale pokażę wam te, które dostałam/kupiłam w ciągu ostatnich 2 tygodni. Na pierwszy rzut idzie mały stosik urodzinowy.
Pierwszą książkę, czyli "Mag" Michaela Scottego (jak się to odmienia?) dostałam od mojej przyjaciółki, Edyty. Jest to druga część cyklu "Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela" i chociaż nie przeczytałam pierwszej, to się za nią zabiorę. Okładka jest przecudowna i mam spore wymagania co do tej pozycji.
Kolejne 3 książki, czyli "Księga Sandry" Tamory Pierce, "Piratika. Kierunek: Papuzia wyspa" Tanith Lee oraz "Żelazny cierń" Caitlin Kittredge, to prezent od przyjaciela, Adriana. "Księgę Sandry" nigdy nie czytałam, nawet nie znam autorki. Tak samo jest w "Żelaznym cierniem", więc nie wiem czego oczekiwań. Jednak co do "Piratiki", to pierwsza część od jakiegoś czasu jest u mnie i czeka na przeczytanie. Jestem ciekawa, ponieważ podobno jest w niej coś o piratach, a nigdy o nich nie czytałam.
Następna książka to "Dziedzictwo" Melissy de la Cruz, czyli prezent od najwspanialszego chłopaka. Około rok temu przeczytałam całą serię i się w niej zakochałam! Powoli kompletuję wszystkie części (a tą już mam 3!) i kiedyś będę mogła się pochwalić całą serią!
Ostatnie dwie książki to mój zakup dla samej siebie. "Błękitna godzina" oraz "W cieniu klątwy" Alyson Noël to drugi i trzeci tom serii "Nieśmiertelni",której pierwszą część mam od kilku miesięcy. Czytałam tylko "Ever", lecz tak mi się spodobało, że mam ochotę na ciąg dalszy przygód Ever Bloom.
Kolejny mały stosik to moje zdobycze z festiwalu fantastyki Falkon, który odbył się w miniony weekend (4-6.11.2016) w Lublinie. Powiem szczerze, że największym ograniczeniem były pieniądze i czas. Tak wiele stoisk z książkami kusiło, jednak wybrałam 3 książki Patricii Briggs, pierwszą część serii "Alfa i Omega" czyli "Wilczy trop" oraz piątą i szóstą część serii o Mercedes Thompson. Ja naprawdę nie wiem dlaczego zaczynam kupowanie serii od środkowych książek, a nie od pierwszych. Niestety, tak właśnie kompletuję wszystkie serie i cykle, które chcę mieć.
Na dodatek mam komiks autorstwa Andrzeja i Katarzyny Pilipiuk oraz Zbigniewa Larwy. Na dodatek mam autograf Andrzeja Pilipiuka!
Cieszę się strasznie, ponieważ jest to mój pierwszy (!!!) autograf jakiegokolwiek autora, lecz mam nadzieję, że nie ostatni. Wiem, że była też Katarzyna Berenika-Miszczuk, lecz jej nie spotkałam, ale widziałam Jacka Komude! Tylko nie miałam jego żadnych książek, a wtedy już pieniędzy brak...
Na sam koniec kilka zdjęć, naprawdę kilka! Jako, iż byłam wolontariuszką, to niektóre są typowo z życia wolontariusza. Żałuję, że nie zrobiłam więcej.





Kolejka do kas była przeogromna. Podejrzewam, że ludzie czekali ponad godzinę, jak nie więcej.
Jako wolontariusze mieliśmy własne miejsce do spania. Jednak to miejsce, to zwykły kawałek podłogi. Strasznie niewygodny!
Swoje dyżury miałam w godzinach 5:30-9:30 i 17:30-21:30. Normalnym śniadaniem dla mnie była zupka chińska, ciepła i szybko się ją robiło. Jednak i tak przeważyło to, że była ciepła. Niejednokrotnie na dyżur szłam owinięta w koc!
Alpaki są wszędzie. Kocham alpaki i ubolewam nad tym, że nie kupiłam sobie żadnej. Me serce płacze, ale kiedyś ona będzie moja!
Miły gadżet do robienia zdjęć. No bo kto tego nie kojarzy? Nie oglądałam wprawdzie serialu, ale mam go w planach i coraz bardziej on kusi!
Opaska to najważniejsza rzecz na Falkonie. Bez niej nie było wstępu. Bałam się, że szybko odpadnie, ale jak powiedział jeden facet, była "idiotoodporna" co się sprawdziło. Chodzenie w niej przez 3 dni, prysznic i bawienie się nią nie zniszczyło jej, a jedynie pogięło. Ale przynajmniej miałam szybsze wejście niż normalny uczestnik. Ach te plusy bycia helperem.