3 maja 2018

Alexa & Katie sezon 1


Nazwa: Alexa i Katie
Tytuł oryginalny: Alexa & Katie
Rok produkcji: 2018
Gatunek: komedia, sitcom
Odcinki: 13x30 min
Twórca programu: Heather Wordham
Producenci wykonawczy: Heather Wordham, Matthew Carlson

Dość często czuję się masochistką, ponieważ biorę się za oglądanie seriali młodzieżowych, których bohaterowie to w 90% głupiutkie dziewczynki. Tak właśnie myślałam, gdy włączałam pierwszy odcinek Alexy i Katie na Netflixie. Chciałam się zrelaksować, odmóżdżyć, a że "plakat" był naprawdę ładny i jasny, to kliknęłam.

Katie i Alexa to przyjaciółki-sąsiadki, które znają się od dzieciństwa, dzięki czemu są jak siostry. Obydwie mają braci, Alexa starszego Lucasa, a Katie młodszego Jacka. Dziewczyny przez ostatnie kilka lat marzyły o pierwszym dniu w nowym liceum. Nie zdawały sobie sprawy, że ten dzień może nie być taki idealny, ponieważ... Alexa zmaga się z białaczką. Ze szpitala wychodzi zaledwie kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego, jednak jej dobry humor znika, kiedy zauważa, że zaczynają jej wypadać włosy. Pod wpływem impulsu ona i Katie golą sobie głowy na łyso. Trzeba jeszcze dodać fakt, że Alexa nie chce być w szkole "tą chorą dziewczyną", a jedynie normalną nastolatką, co nie do końca im się udaje.


Jak na sitom przystało, ich rodziny to jeden wielki chaos. Rodzice Alexy to nadopiekuńcza matka Lori oraz wiecznie zabiegany ojciec, który kocha swoją pracę, Dave. Katie też nie ma lekko, ponieważ mieszka jedynie z mamą, która szuka oszczędności gdzie tylko się da. Do tego wspomniani bracia. Lucas jest swego rodzaju Narcyzem, który kocha swój wygląd, a Jack... Cóż... Dość często to on powoduje problemy w domu.
Na pierwszy rzut oka to typowa młodzieżówka, gdzie losy bohaterek ograniczają się do życia szkolnego i domowego. Poniekąd to racje, ale jest jeden kluczowy szczegół. Choroba Alexy. Jak dla mnie, to właśnie ona napędza ten serial. Wiele sytuacji stworzonych jest przez nią, to właśnie oka komplikuje na pozór spokojne życie rodziny i to właśnie ona sprawia, że życie układa się na nowo. Co najfajniejsze, białaczka nie jest tutaj pokazana powierzchownie, to znaczy "ojej, ona jest chora, zapomnijmy o tym na prawie cały serial, wykorzystując chorobę tylko w niektórych momentach", lecz jest pokazana prawda. Przez cały czas każdy powtarzał Alexie, że nie może się przemęczać, że musi na siebie uważać i to nie było czcze mówienie, ale wręcz przymuszanie jej do odpoczynku. Kolejnym plusem była przewrażliwiona matka. Dlaczego? Ponieważ która kobieta nie jest przewrażliwiona, kiedy jej dziecko może umrzeć? Chyba żadna. I właśnie mając taką postawę genialnie wykorzystali tą matczyną miłość. Był epizod, gdzie Alexa sprawdzała na jak wiele może może sobie pozwolić, a reakcja i wytłumaczenie Lori były tak rzeczywiste, że aż chwyciły mnie za serce. Naprawdę.


Jeśli chodzi o główne bohaterki, to jestem nimi oczarowana. Znaczy się, owszem, są głupiutkie, nieodpowiedzialne i robią rzeczy, które normalni ludzie by nie zrobili, ale z drugiej strony mają swoją osobowość, mają charakter, nie są płaskie. Alexa jest typem sportowca, który koc ha koszykówkę i chciałby się załapać do drużyny szkolnej, a Katie to raczej mózg tej paczki. Te przeciwieństwa sprawiają, że na problemy patrzy się z dwóch różnych perspektyw, nie mamy przedstawionego tylko jednego toku myślenia. Tak samo więź między dziewczynami jest pokazana prawdziwie. Nie zawsze się ze sobą zgadzają, czasami robią coś wbrew drugiej, mając na celu jej dobro, ale koniec końców i tak się rozumieją, wiedzą, dlaczego postąpiły tak, a nie inaczej. I to jest piękne.


Sam serial jest dla mnie jak najbardziej na plus i warto go obejrzeć. Czasami był aż za bardzo przerysowany, ale dało się to znieść. Wynagradzało mi to przedstawienie choroby, o czym wspomniałam wyżej. Szczerze? Jak najwięcej młodych osób powinno obejrzeć ten serial by mieli minimalne pojęcie o białaczce, ponieważ wiele ludzi nic o niej nie wie, nie wie jak się zachować wobec takiej osoby, nie wie na co chora może sobie pozwolić i na co uważać. A skoro jest to w luźny sposób przedstawione, to może młodzi by się czegoś nauczyli? Chciałabym. Mówiąc szczerze, mam te ćwierć wieku i do teraz czułam się nieswojo w myślą o jakiejkolwiek odmianie raka. Nie lubię naukowego bełkotu (zignorujmy, że przez 5 lat uczyłam się tylko naukowego bełkotu, to była matma, a nie biologia czy medycyna!), dlatego ten serial był dla mnie szokującym odkryciem, który pokochałam. Tak sobie myślę, że współczesne seriale dla nastolatek są dość płytkie, ich przesłania skupiają się głównie na "Uwierz w siebie/marzenia! Dojdziesz daleko!", "Prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko" czy też "Nie poddawaj się!" co można podpiąć pod każdy serial, nawet najdurniejszy, a tutaj trafiłam na coś głębokiego, a zarazem przyjemnie podanego. Jak już usiadłam do oglądania, to cały sezon podszedł w jeden dzień. Dzięki Ci tato za Netflixa! Nie wynudziłam się ani chwili, wręcz przeciwnie! Spędziłam naprawę bardzo, ale to bardzo miły czas. I co najważniejsze, nie robiłam nic innego, tylko oglądałam. To ważne, ponieważ seriale zazwyczaj oglądam przy pracach domowych jak sprzątanie, prasowanie czy obieranie ziemniaków. Tak więc serial zdecydowanie warto obejrzeć.

0 komentarze:

Prześlij komentarz