Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

30 listopada 2016

"Nikt nie zna wszystkich jej imion. Opowieść o królowej Hatszepsut" Hanna Goworowska-Adamska

Tytuł: Nikt nie zna wszystkich jej imion. Opowieść o królowej Hatszepsut
Autor: Hanna Goworowska-Adamska
Wydawnictwo: Maszoperia Literacka
Liczba stron: 212
Gatunek: Literatura piękna
Rok wydania: 2010

Hej Nat!
      Promocje w księgarniach radują moje serce, lecz godzą w mój portfel. Kupuję książki, które normalnie bym nigdy nie kupiła. Czasami trafiam na coś okropnego, lecz czasami spotykam perełki. I właśnie tak było tym razem.

      Od gimnazjum interesowałam się mitologią grecką, czasami rzymską, lecz jakiś czas temu przyciągnął mnie panteon egipski. Niestety, ale wiele legend i mitów przeczy sobie, nie wiadomo kto był dzieckiem kogo, czyj był ojciec i tak dalej, jednak to nie przeszkodziło mi w zagłębieniu się w szczegóły. Trafiając na półce na tę książkę nie mogłam przejść obojętnie. Śmiesznie niska cena i dziwna, niezbyt przyciągająca okładka? No biorę! I właśnie tak trafiłam na coś, dzięki czemu podróże pociągiem minęły mi przyjemnie.

      Poznajemy Hatszepsut jako młodą dziewczynkę, która przygląda się panowaniu ojca, a już kilka stron dalej zostają ogłoszone zaręczyny bohaterki i Totmesa. Od tej pory Hatszepsut uczy się jak być dobrą królową oraz żoną.

      Miło było czytać o tym, jak mała dziewczynka dorasta i staje się wspaniałą królową. Może i nie wczułam się w skórę Hatszepsut, lecz niejednokrotnie płakałam przez nią i dzięki niej. Jej historia mnie po prostu wzruszała, doprowadzała do śmiechu, jak i wściekłości. Chciałam, by wiodło się jak najlepiej i cieszyłam się z jej szczęścia. Przeszkadzały mi jedynie imiona bohaterów, lecz wiem, że takie nosili naprawdę, więc po prostu tolerowałam to. No bo przecież imiona takie jak Dżehuteju, Weser-Amon czy Hapuseneb nie są łatwe do zapamiętania, a właśnie w takim stylu są wszystkie imiona. Ale dałam radę i nawet to nie przeszkodziło mi w rozkoszowaniu się książką.

      Historia sama w sobie została napisana dobrze, fajnie przedstawiono życie królowej, to, z czego musi zrezygnować oraz z czym musi się godzić. Mogę przyczepić się do tego, że niezbyt wiele się tam wiele, nie ma zwrotów akcji, o ile jakaś akcja istnieje. Zwykła opowieść o życiu. Ale właśnie takiej nudnej, a zarazem ciekawej książki potrzebowałam, dlatego mi się spodobała. Z perspektywy czasu widzę, jak główna bohaterka została wykreowana. Idealna, bez wad i skaz, wręcz nierzeczywista, co jest wkurzające, ale szczerze? Podczas czytania mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, podobało mi się, że przynajmniej w książce wszystko się dobrze skończy. Jednak co do scen seksu, to wszystko było takie poetyczne, może nawet aż za bardzo. Wszędzie być żar i ogień, przez jakiś czas myślałam, że autorka była zbyt nieśmiała, żeby wprost pisać o tych sprawach. No i jeszcze jedna rzecz. Ja rozumiem, że ona była uważana za córkę boga, ale wszystkie krzywdy i wszystko co złe przyjmowała z godnością królowej. Nie człowieka, lecz królowej. Była bardziej królową niż człowiekiem, przez co niezbyt mogłam się z nią utożsamić.

      Na początku nie mogłam wgryźć się w książkę. Napisana została w specyficznym stylu, a do tego liczne przeskoki czasowe nie ułatwiają. Gdy już się przyzwyczaiłam, było zdecydowanie lepiej. No ale właśnie te przeskoki... Niejednokrotnie nie wiedziałam ile minęło między jednym wydarzeniem a drugim, kilka dni, tygodni, miesięcy, a może lat. No po prostu nie wiedziałam i to mnie rozpraszało oraz irytowało.

      Mówiąc ogólnie,  jeśli lubisz starożytny Egipt, ta książka będzie dla Ciebie naprawdę ciekawa, lecz jeśli nie, to niezbyt się ną zachwycisz. Wszystkie święta czy obrzędy zostały ciekawie opisane, dzięki czemu spodoba się fanom Egiptu.

Ściskam
Aga

22 kwietnia 2015

"Honor Kobiety" Touria Tiouli

Tytuł: Honor kobiety
Autor: Touria Tiouli
Tłumaczenie: Maria Kowalska
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 122
Gatunek: literatura piękna
Rok wydania: 2007

Hej Nat!
      Czy czytając jakąś książkę miałaś kiedyś wrażenie, że część tekstu jest tam włożona na siłę, aby tylko zapchała strony? Doświadczyłam tego ostatnio. I mam dla siebie samej przesłanie. Nigdy więcej! Owszem, mogłam ją odłożyć, ale miałam nadzieję, że jednak coś się zmieni. I właśnie dlatego piszę do Ciebie. Chcę Ci opowiedzieć o pewnej małej, niepozornej książce.

      Honor Kobiety autorstwa Tourii Tiouli to spisana przez nią samą jej własna historia. Z opisu wynikało, że dostanę ciekawą powieść, która będzie trzymała mnie w napięciu, ale... Jak ja się myliłam! Gdybym sama miała to kupować, nie wydałabym ani grosza. Ale skoro to był prezent, to jednak się skusiłam. Najgorszy tydzień w moim życiu!

      Jak już wspomniałam, Touria opisuję historię, którą sama przeżyła.Ą teraz wyobraź sobie... Naiwna i bardzo ufna kobieta wychodzi do klubu. Tam spotyka mężczyzn, którzy ją zaczepiają. Gdy tylko dowiadują się, że owa kobieta pracuje w ambasadzie, przestają ją dręczyć. Kobieta wychodzi z klubu i widzi owych mężczyzn, którzy proponują, że podwiozą ją do domu. Nasza naiwna bohaterka zgadza się, a po chwili orientuje się, że została porwana. Nieznajomi wywożą ją i gwałcą, a właściciel domu, przy którym to się działo, kompletnie ją olał. Sprawę zgłosiła na policję i postawiono jej zarzut seksu pozamałżeńskiego. W tej chwili zamiast ofiarą stała się oskarżoną. Dodam jeszcze, że sprawcy tego czynu byli bogaci oraz z tak zwanej bogatszej części miasta.

      Historia sama w sobie straszna, bo przecież jak kobieta, dopiero co zgwałcona, może się nie załamać, gdy wisi nad nią wizja aresztu, albo czegoś gorszego, a do tego nie może opuścić kraju, ponieważ nie posiada własnych dokumentów, a za granicą czeka na nią rodzina, w tym małe dziecko. Do tego w krajach arabskich kobiety mają zdecydowanie mniejsze prawa niż mężczyźni, o ile w ogóle mają. Wszyscy starali się "pomóc" bohaterce, w wyniku czego kompletnie nie wiedziała co robić. Próbowała skontaktować się z byłym pracodawcą, czyli konsulatem, ale nagle, jakimś cudem, okazało się, że konsulat nie chce mieć z nią nic do czynienia, nawet w wielu swoich wypowiedziach informował, ze Touria u nich nie pracowała. Co najlepsze, wiele organizacji oraz osób, które kompletnie nie pomogły autorce, na sam koniec chwaliło się jak to oni się napracowali, by jej pomóc. No po prostu śmiać mi się chciało. Niby kraj rozwinięty, ale mentalność to z dalekich czasów, gdzie mężczyzna niczym jaskiniowiec miał jedyny głos w domu, a kobieta była tylko dodatkiem, by mu usługiwać.

      Niestety, to tylko połowa książki. Druga połowa to historia Emiratów Arabskich. Ja rozumiem, trzeba zapoznać czytelnika z kulturą, obyczajami i prawem w tym regionie, ponieważ są one specyficzne, ale pisanie całej historii? To było tak bardzo nudne, że prawie przy tym zasypiałam. Nie raz miałam ochotę wywalić tą książkę przez okno i czekać, aż jakiś pies ją dorwie i zrobi sobie z niej zabawkę. Na nieszczęście te dwie części były przeplatane między sobą, więc nie mogłam przekartkować historii państwa, by dostać się do głównego wątku. A szkoda, bo mi się naprawdę spodobał. Miałam wrażenie, że ta część informacyjna jest tylko po to, by książka nie była za cienka. Ma zaledwie 122 strony, ale, jak już wspomniałam, połowa z nich to informacje, w których około połowa jest niepotrzebna.

      Co do głównej bohaterki, to miałam mieszane uczucia. Z jednej strony jej współczułam, a z drugiej sądziłam, że była sama sobie winna. Opisywała siebie jako ufną i naiwną, co niestety się sprawdziło. Jak można wsiąść do samochodu dopiero co poznanych facetów, gdzie to właśnie oni jeszcze jakiś czas temu nas obrażali? No jak?! Dla mnie to po prostu nie do pomyślenia. Miała swoje chwile słabości, ale chyba każdy by miał, jakby był na jej miejscu. Jednak miałam ochotę potrząsnąć nią i krzyknąć, żeby wzięła się w garść. Rozumiem, że niewiele mogła zrobić, ale jednak czasami przesadzała. I nie chodzi tu o to, że nie potrafię się wczuć w jej osobę, bo nie potrafię. Nie zdarzyło mi się takie coś i nie wiem jak bym reagowała, jednak... To nie jest moja pierwsza książka tego typu, lecz pierwsza, jeśli chodzi o bohaterkę, która mnie denerwowała.

      Jeśli chcesz poczytać historię Emiratów Arabskich, to śmiało bierz to w łapki. Jeśli jednak chcesz zapoznać się z tragiczną historią kobiety, która z ofiary stała się oskarżoną, to niestety musisz być nastawiona specyficznie. Nie jest to łatwa książka, z trudem przez nią przebrnęłam i wiem, że nigdy do niej nie wrócę. Mam nadzieję, że kolejne takie książki będą lepsze.
Ściskam
Aga

2 kwietnia 2015

"Tajemnice starego dworu" Margit Sandemo

Tytuł: Tajemnice starego dworu
Autor: Margit Sandemo
Tłumaczenie: Lucyna Chomicz-Dąbrowska
Wydawnictwo: Pol-Nordica
Liczba stron: 150
Gatunek: literatura piękna; romans
Rok wydania: 2013

Hej Nat!
      Nigdy nie wiem jak zacząć do Ciebie pisać. Cholera, jednak listy to naprawdę trudna rzecz. Ale(!) nie piszę go bez powodu! Mam zamiar pomęczyć Cię dzisiaj z kolejną książką!

      Jest to "Tajemnice starego dworu" Margit Sandemo. Margit to norweska pisarka, z której twórczością pierwszy raz spotkałam się przy czytaniu "Sagi o Ludziach Lodu". Oprócz tego zapoznałam się z niektórymi pozycjami, wchodzącymi w skład "Opowieści Margit Sandemo". I właśnie "Tajemnice..." to jedna z tych pozycji!

      Jest to historia Cathariny, która już od dziecka była zaręczona z Malcolmem Jarncroną, dziedzicem Markanas. Jednak szkopuł w tym, że zna go jedynie z listów, które do niej wysyłał. Mężczyzna wielokrotnie przekładał swoje wizyty, aż wreszcie wysłał do swojej narzeczonej list, w którym zwalniał ją z danego słowa. Załamana kobieta przed nikim nie przyznała się do tego, ukryła list i wyruszyła do swojej ciotki, by następnie udać się do posiadłości Markanas i dowiedzieć się, dlaczego zaistniała taka, a nie inna sytuacja. Powodem tej wyprawy jest nie tylko ciekawość, ale również sympatia, którą bohaterka zaczęła czuć do Malcolma, oraz fakt, że jest najstarszą córką swoich rodziców i dopóki ona nie wyjdzie za mąż, nie mogą zrobić tego też jej młodsze siostry.

      Chciałabym Ci opowiedzieć o bohaterach, więc zacznę od Cathariny. Jest to córka właściciela kopalni. Z wyglądu różni się od swoich pięknych i pełnych temperamentu sióstr. Jest ciekawska i uparta. Kocha swoją rodzinę i nie chce jej martwić zerwaniem zaręczyn, więc wymyśla plan, by jednak mieć narzeczonego. Spodobała mi się tym, że postanowiła walczyć. Pojechała w nieznane, by odzyskać faceta, którego nawet nie widziała na własne oczy. To trochę dziwne, ale romantyczne. Wkurzające było to, że zakochała się w swoim byłym narzeczonym jak tylko go spotkała. Ja rozumiem, znała go z listów, ale to chyba nie wystarczy do prawdziwej miłości! A do tego pojechała tam pod innym nazwiskiem i praktycznie od razu wygadała mu się kim jest! Czy ona nie mogła poczekać? Ja rozumiem, to krótka książka, praktycznie harlekin, ale żeby być aż tak niecierpliwym?

      No i jeszcze nasz bohater. Malcolm to dziedzic Markanas. Dobrze wychowany, dba o swoich ludzi, troszczy się o nich. Do tego przystojny i wyrozumiały. Zerwał z Cathariną, by uchronić ją przez klątwą, która rzekomo została rzucona na jego posiadłość oraz rodzinę. W skrócie mogę opisać go jako ideał faceta, za którym poszłaby prawie każda kobieta.Chociaż mogę powiedzieć, że wydawał mi się zbyt idealny. Przechowywał wszelkie listy od swojej byłej narzeczonej w osobnym pokoju, ponieważ były dla niego niczym skarb. Romantyczne i tak bardzo nie w stylu dzisiejszych mężczyzn. Ale cóż się dziwić, przecież historia rozgrywa się w dawnych czasach, gdzie kobiety były tymi bezbronnymi osóbkami, które trzeba było bronić.

      Co do samej książki, jak na harlekina przystało, była krótka. Bardzo krótka. Skończyłam czytać w godzinę. Ale czego ja się spodziewałam, przecież widziałam jak "duża" jest ta książka. Jednak ta godzina była całkiem przyjemna. Nie nudziłam się czytając, a nawet mnie to wszystko zaciekawiło! Nie mogę jednak powiedzieć, że ekscytowałam się tak bardzo, jak przy moich ukochanych książkach. Po prostu... Przyjemnie się czytało i w sumie to tyle.Więc jeśli chcesz na chwilę oderwać myśli od problemów, to śmiało możesz sięgać po tą pozycję!
Ściskam
Aga

12 lutego 2015

"Koniec i Początek" Nora Roberts

Tytuł: Koniec i początek
Autor: Nora Roberts
Tłumaczenie: Maria Głowacka
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 192
Gatunek: literatura piękna; romans
Rok wydania: 1998

Hej Nat!
      Koniec sesji to najszczęśliwszy dzień w roku akademickim! Sama wiesz o tym doskonale. Wreszcie mogłam zabrać się za czytanie. W moje łapki wpadła książka Nory Roberts "Koniec i Początek", czyli romans. Tak, wiem, nie lubisz tego gatunku, ale ja go uwielbiam! I dość często będę o nim pisała. Zdecydowałam się na tą pozycję, bo nie jest to długa książka, ma zaledwie 192 strony, a potrzebowałam czegoś na zrelaksowanie się bez konieczności myślenia.

      Z tego, co się orientuję, Nora Roberts jest jedną z lepszych pisarek romantycznych. Jakby nie patrzeć, napisała ponad 230 książek w tej tematyce! Miałam już okazję spotkać się z jej twórczością, więc nie wahałam się nad tą właśnie książką.

      Jest to historia Olivii Carmichael, która ma za sobą ciężkie życie. Nieudane małżeństwo i śmierć synka znacząco wpłynęły na jej zachowanie i traktowanie innych ludzi. Przez mężczyznę, którego kiedyś kochała, a który wielokrotnie ją zdradzał, dzieli mężczyzn na tych bezpiecznych, którzy na pewno jej nie zranią, i niebezpiecznych, którzy mogą sprawić, że będzie cierpiała z powodu złamanego serca. W telewizji krajowej (ma siedzibę w tym samym budynku co telewizja naszej bohaterki) pracuje T.C. Thorpe, mężczyzna zakochany w Liv odkąd tylko ją zobaczył. Na kartach tej książki obserwujemy zmianę jaka zachodzi w Olivii, jak zmienia swoje podejście do mężczyzn, jak otwiera się na świat. Przełamuje się do końca w momencie, gdy Thorpe'owi zagraża śmierć. I w sumie tyle mogę powiedzieć o fabule.

      Autorka nie opisuje scen erotycznych w sposób sztampowy czy tani. Przedstawia je jako wyjątkowo głębokie, emocjonalne doświadczenia bohaterów. Język książki jest prosty, nawet fabuła niezbyt skomplikowana. Może to dlatego, że Nora napisała to na początku swojej kariery (książka napisana została w 1984 roku). Jednak powiem, że nie mogłam się od niej oderwać. Wciągnęła mnie całkowicie i z zapartym tchem czytałam kolejne strony. Nat, żebyś Ty widziała jak się ekscytowałam! Wielokrotnie miałam w głowie myśl, że, tak jak Liv, stoję gdzieś w pracy i podchodzi do mnie ON, facet, przy którym miękną mi nogi, i całuje mnie namiętnie. Chyba mam zbyt wybujałą wyobraźnię... Ale wracając do historii, to muszę przyznać, że zaczynam podziwiać autorkę. Niby tylko romans, niby żadnej akcji ani tajemnicy, niby nic ciekawego, ale naprawdę wciąga!

      Byłabym zapomniała. Muszę Ci opowiedzieć o bohaterach! Są po prostu niesamowici!
Olivia Carmichael, w skrócie Liv, córka sławnego właściciela ziemskiego, to komentatorka lokalnej telewizji. Jej widzowie mogą poznać ją jako perfekcjonistkę. Na antenie nigdy nie ulega emocjom, wszelkie informacje przekazuje z kamienną twarzą i w całości poświęca się pracy, co możemy zauważyć w książce - wielokrotne wyjazdy i długotrwałe wyczekiwanie pod różnymi siedzibami / budynkami tylko po to, by uzyskać kilka zdań komentarza do dziejących się wydarzeń.  Wydarzenia, o których wspominałam Ci wcześniej, pozostawiły po sobie trwały ślad, dlatego Olivia postanowiła, że nigdy ponownie nie wyjdzie za mąż. Jest uparta, nie poddaje się w dążeniu do celu i pilnie strzeże swojej prywatności. Spodobała mi się kobieta, bo, mimo swoich uprzedzeń do facetów, nie zamknęła się całkowicie na uczucia. Opowiadając swoją historię nawet zrobiło mi się jej żal. W wieku zaledwie 28 lat doświadczyła rozwodu i śmierci dziecka. To naprawdę wiele jak na tak młodą kobietę. Jednak! nie poddała się i twardo żyła dalej.

      No i jest jeszcze T.C. Facet, który jednocześnie mnie wkurzał, i którego uwielbiałam. W pracy poważny, wręcz sztywny, perfekcyjny do bólu, w życiu prywatnym romantyczny i wesoły. Jego postawa wobec Liv była momentami wręcz komiczna. Ta pewność siebie wręcz krzyczała "Za pół roku będziesz moją żoną!" albo "Nie chcesz mnie? Wiem, że jest zupełnie odwrotnie. Pocałuję Cię i zobaczysz, że mi się nie oprzesz". Wielokrotnie zdarzało mu się całować ją bez uprzedzenia, bo taką miał akurat potrzebę, a nawet tylko dlatego, że po prostu chciał. Ale uwielbiam go za to. To nie było tak, że on nic nie robił. Facet walczył o nią, ale miał na to własną taktykę. Wiedział, że Liv mu ulegnie, tylko musiał nad tym popracować. T.C. jest przenikliwy, co nieraz udowadnia łącząc fakty i odkrywając drugie dno wypowiedzi innych ludzi. A jego odwaga... No leci koleś w centrum niebezpieczeństwa, bo jest reporterem, więc chce mieć dobry materiał. Głupota? Wcale, że nie, bo zdaje sobie sprawę z zagrożenia, ale mimo wszystko dalej chce być w środku zdarzeń! No i ta jego cierpliwość... Który facet czekałby tyle na kobietę? Który działałby tak wolno i mimo momentów "prawie-prawie" powstrzymałby się, bo to ona powiedziałaby nie? Rzadko który! A on to zrobił. To było takie słodkie...

      Powiem Ci, że polecam tą książkę na rozluźnienie. Krótka, wciągająca i można puścić wodzę fantazji. Tak więc jeśli będziesz chciała ją przeczytać, wiesz gdzie mnie szukać.
Ściskam
Aga

4 lutego 2015

"Odcień fioletu" Jeri Smith-Ready

Tytuł: Odcień fioletu
Seria (tom): Odcień fioletu (1)
Autor: Jeri Smith-Ready
Tłumaczenie: Ewa Ratajczak
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura piękna; fantastyka; romans paranormalny
Rok wydania: 2011

Hej Nat!
      Nawet nie wiesz jak bardzo brakowało mi czytania podczas ostatnich dni! Ciągle tylko nauka, nauka i nauka! Całe szczęście, że już niedługo koniec. Jednak (!) udało mi się wyskrobać trochę czasu (ach te kolejki) i wreszcie przeczytałam jakąś książkę. Tym razem był to "Odcień fioletu" autorki Jeri Smith-Ready. Dostałam ją od Ciebie już jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłam czas na nią. Muszę przyznać, że trafiłaś w mój gust. Romans, romans, trochę fantastyki i romans - właśnie tak mogę to podsumować. Ale od początku.

      Książka opowiada historię dziewczyny o imieniu Aura. Jej życie z pozoru nie jest zbyt szczególne, uczy się, ma dobre oceny, nie ma rodziców, a wychowuje ją ciotka. Już na początku książki dowiedziałam się też, że ma ona faceta. Genialnego, ukochanego, utalentowanego Logana, który ma nawet zespół muzyczny o nazwie Keeley Brothers! W urodziny tego chłopaka odbywa się ich koncert. Wszystko idzie jak po maśle, instrumenty działały bez zarzutu, facet nie stracił głowy, a przedstawicielom wytwórni się podobało. Niestety wszystko się komplikuje. Wiadomo, para, jak to para, po udanym dniu chce "wypocząć" w zaciszu swojego pokoju. Jednak nie udaje im się to, ponieważ... Logan umiera. I nie, to nie jest spoiler. Można to wyczytać z tyłu książki! Aby wszystko skomplikować przed koncertem KB do szkoły dochodzi nowy chłopak, który od razu interesuje się Aurą i stara się z nią spędzać jak najwięcej czasu, chociaż bohaterka wyraźnie się przed tym broni. Och, i najważniejsza rzecz. Aura widzi duchy. Jest Poprzemienną, osobą urodzoną w dniu zimowego przesilenia. Dniu, w którym niewyjaśnione zdarzenie zmieniło życie wielu. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie to, że te biedne duchy nie widzą siebie nawzajem i są rozżalone. Chcą każdemu, naprawdę każdemu, powiedzieć, jakie to straszne i niesprawiedliwe życie mieli.

      Co do samych bohaterów to Aura nie do końca mi się podobała. Byłą trochę niezdecydowana. Z jednej strony wiedziała, że lepiej będzie, jak Logan odejdzie, ale z drugiej naprawdę chciała mieć go obok. Trochę ją rozumiem, no bo dlaczego miałabym się dziwić? Kochali się, a tu nagle koniec. Naprawdę chciałabym Ci coś o niej napisać, ale... Dla mnie nie była aż tak wyrazista, żebym zapamiętała jej charakter aż tak dobrze. Wiem jedynie, że była bystra, inteligentna i nie denerwowała mnie aż tak.

      Mogę Ci jednak opowiedzieć coś o Loganie. To facet w stylu "Kocham cię i nawet śmierć nas nie rozdzieli. Umarłem? Co z tego! Dalej jesteś moja, bo widzisz mnie jako ducha. Spotykasz się z kolegą? Jestem zazdrosny, bo jesteś moją dziewczyną, chociaż umarłem". Trochę mnie wkurzał swoim zachowaniem i zazdrością. Wypytywał się o każde spotkanie z Zacharym, tak, jakby jeszcze żył i miał do tego prawo. Nie raz mówiłam do książki "Halo! Logan! Umarłeś! Nie żyjesz! Nie ogarniasz?". Szkoda, że mnie nie słyszał. Jednak mimo śmierci kochał Aurę i w tym momencie u mnie zapunktował.

      No i został nasz Zachary. Tajemniczy, intrygujący i uparty jak osioł. Ciągle zachowywał się jakby podrywał Aurę, ale powtarzał, że wie, że kocha Logana, że to dla niej za wcześnie, że on jej nie podrywa, że są tylko przyjaciółmi... Bla, bla, bla... Naprawdę niesamowicie ucieszyło mnie, kiedy postawił sprawę jasno i wyznał swoje uczucia. Mało mówił o sobie i swojej przeszłości. Zrozumiałam dlaczego dopiero w dalszej części. Jednak to było wkurzające! Chcesz się czegoś o nim dowiedzieć, ale nie! Nie powie Ci! No bo po co?

      Do tego poznałam kilka bohaterów drugoplanowych. Zapamiętałam jedynie przyjaciółkę Aury, Megan. Wspierała naszą bohaterkę, robiła wszystko, by tylko jej pomóc, chociaż sama miała problemy.

      Mogę to wszystko określić bardzo krótko: Aura ma dylemat, czy dalej napawać się miłością do Logana, bo przecież "żyje" teraz jako duch, czy może pozwolić mu odejść i być z żywym facetem. Przynajmniej dla mnie taki był główny wątek. I nie, nie marudzę. Lubię takie książki. Wciągnęłam się niesamowicie szybko, czytało mi się naprawdę przyjemnie. Nawet płakałam 3 razy, przy czym raz podczas śmierci Logana. To nie jest jakaś głęboka książka, ale autorka naprawdę potrafi pisać wzruszające momenty. Do tego swoim prostym językiem potrafi przekazać niesamowite rzeczy, a granie na emocjach czytelników prawdopodobnie ma opanowane na perfekt. Chociaż jest jeden malutki minus. Jeśli nie wczujesz się w postać Aury, to ta książka Cię wynudzi!

      A tak na marginesie... Ta książka dała mi do myślenia co do ślubów. "I, że cię nie opuszczę aż do śmierci". W tej książce to chyba tak nie do końca działa, skoro niektóre osoby widzą duchy. A chciałabym przeczytać takie "20 lat później" jakiegoś małżeństwa... Ale przede mną jeszcze drugi tom tej serii. Już niedługo w moich łapkach!
Ściskam
Aga