Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty

24 września 2022

Ta impulsywna siostra i jej seksowny demon, czyli "Mag w Czerni" Jaye Wells

Tytuł: Mag w czerni
Seria (tom): Sabina Kane (2)
Autor: Jaye Wells
Tłumaczenie: Mirosław P. Jabłoński
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 344
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2011

      Czy wreszcie wracam do zaczętych części? Być może. Czy uda mi się je dokończyć? Nie wiem. Czy wreszcie wracam do blogowania? O tak!
A więcpo tak długim czasie siegnęłam po książkę, którą mam na półce, która na mnie czekała, wołała, a ja uparcie ignorowałam. No ale jak już postanowiłam, że muszę przeczytać pozycje z regału wstydu, to dlaczego nie ciąg dalszy serii? Chociaż pewnie niedługo przesiądę się na jakieś nowości, bo planuję wykupić Legimi - łatwiejszy dostęp, gdy ma się małe dziecko, lepiej latać z telefonem niż książką.

      To już moje drugie spotkanie z Sabiną i... Jestem zadowolona z tej znajomości. Bałam się, że kolejne części będą gorsze, tak zwany syndrom drugiego tomu, ale na szczęście nie było aż tak źle. Tym razem spotykamy Sabinę, gdy wraz z Adamem jedzie na spotkanie ze swoją siostrą, Maise. Już od samego początku widać różnicę pomiędzy dziewczynami. Jak Sabina jest impulsywna i cięta, tak Maise jest miła i rozważna. Jednak całej rodzinnej sielance przeszkadza jedno, a raczej jedna osoba, która próbuje zabić nie tylko Sabinę, ale też i jej demona. Wiele osób oskarża Sabinę o ataki i łamanie prawa, chociaż ta się tylko broni. Niestety nikt nie chce jej wierzyć, przez co jest jeszcze więcej problemów. Na dodatek Adam dostał misję, więc musiał wyjechać, a na horyzoncie pojawił się były kochanek Sabiny.
Wojna wisi na włosku, a podobno tylko Sabina może uratować świat.

      Już od pierwszych stron Sabina ponownie podbiła moje serce. Była uparta, ciekawska i pewna siebie, czyli taka, jaką oczekujemy, że będzie. Jest po prostu sobą, a nawet lepszą sobą niż w pierwszej części. Dodatkowy plus zyskuje za ukazanie swojej wrażliwszej części, co powoduje dopełnienie całości charakteru. W tym tomie widzę Sabinę jako całość, a nie tylko rozrabiakę-zabijakę. Co jest równie dobre, autorka nie zaniedbała reszty bohaterów. Są świetnie napisani, zachwycają albo wkurzają, w zależności co mają zrobić, a do tego chce się do nich wrócić.

      Sama akcja to cudo. Nie dość, że dynamiczna, szybka, bez grama chaosu, który łatwo mógłby się wkraść, to jeszcze posypana humorem i zabawą. Nie ma chamskich wstawek z dowcipem na siłę, wszystko wydaje się naturalne, zgodne z tym co się dzieje jak i z charakterami bohaterów. No czyta się świetnie! Można pochłonąć w jeden dzień, co zrobiłabym, gdyby tylko moje dziecko dało mi więcej czasu.

      Co mnie najbardziej zaskoczyło? Rozwój bohaterów. Że wystarczy tak niewiele części, bo zaledwie dwie, żeby bohaterowie się rozwinęli, poszli naprzód, zmienili i to w naturalny sposób, jakby byli żywymi ludźmi/stworzeniami. Tego oczekuję po autorach, właśnie takiego potraktowania swoich dzieci! By żyły tym, co im pisarz dał, a nie jedynie odgrywali role w książce niczym aktor w filmie.

      Czy polecam? Jak najbardziej tak. Fantastyczna zabawa, dobry humor i wspaniali bohaterowie. A do tego fakt, że to wszystko dzieje się w innym świecie , gdzie wszystko może się wydarzyć… No proszę, tego nie można nie przeczytać! A, i pamietajcie! Jak spotkacie nagiego kota na ulicy, uważajcie. To może być demon!

7 lutego 2020

Niczym wattpadowe opowiadanie, czyli "Zbuntowana" Diany Palmer / 12 zdań

Tytuł: Zbuntowana
Autor: Diana Palmer
Tłumaczenie: Monika Krasucka
Wydawnictwo: HarperCollins
Liczba stron: 240
Gatunek: Romans
Rok wydania: 2011

Abby to młoda dziewczyna, której matka zginęła w wypadku samochodowym dwa dni przed swoim ślubem. W tym samym wypadku zginął ojciec Calhouna, narzeczony matki Abby. Od tej pory Abby mieszka z Calhounem i jego bratem, Justinem. Przez cały czas Calhoun traktuje ją jak małe dziecko, lecz jej to przeszkadza. Dziewczyna pragnie udowodnić, że jest już dorosła, a dodatek jest w nim od dawna zakochana.

Nie doszukiwałam się tu żadnej głębi, wiedziałam, że to romans do szybkiego przeczytania, lekki i niezbyt zawikłany. Jednak miałam nadzieję, że to będzie odrobinę lepsze, że będę mogła przeżywać uczucia z bohaterką, ale niestety, zawiodłam się. Na wattpadzie, gdzie ludzie publikują swoje opowiadania, pełno jest takich historii, bez głębszej fabuły, gdzie wszystko kręci się wokół uczuć głównej bohaterki, a nader często pojawia się właśnie wątek miłości do swojego opiekuna

Nie dość, że stylem to właśnie przypomina początkujące autorki, to jeszcze fabułą od nich nie odstaje, a przecież ta kobieta debiutowała w 1979 roku! Chociaż fakt, facet, w którym kocha się główna bohaterka, to ciacho, praktycznie chodzący ideał, czyli norma w takich książkach.

Ogólnie mówiąc, cała książka opowiada o "zakazanej" miłości nastolatki i idealnego faceta, mają przed sobą przeszkody rodem "tak nie wypada", a dodatkowo cała otoczka, tło zostało zmiecione do minimum. Jedyny plus - szybko się czyta i nie trzeba myśleć; minusy - cała reszta. Książka, podobnie jak "Zmierzch" Stephenie Meyer, idealna do czytania podczas sesji, gdzie trzeba po prostu wyłączyć mózg i nie myśleć.

17 grudnia 2017

"W pół drogi do grobu" Jeaniene Frost

Tytuł: W pół drogi do grobu
Seria (tom): Nocna łowczyni (1)
Autor: Jeaniene Frost
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 440
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2011

Hej Nat!
      Z Jeaniene Frost mam do czynienia już od dawna, czytałam chyba wszystkie części "Nocnej Łowczyni" oraz dodatki, tak samo jak cykl o innej postaci z serii. Tak więc czytając kolejny raz wiem, że spędzę przyjemny czas z tą książką.

      Cat to pół-wampir, który od dłuższego czasu zabija wampiry. Podczas jednej z misji natrafia na Bonesa, wampira, który proponuje jej układ, on pomagaj jej, a ona jemu. Z pewnymi wątpliwościami, ale jednak, bohaterka zgadza się, dzięki czemu ma większe szanse na odnalezienie swojego ojca i zabicie go. Dlaczego? Otóż zgwałcił on matkę Cat, w wyniku czego narodził się pierwszy pół-wampir. Jak to zwykle bywa w romansach paranormalnych, uczucie wszystko komplikuje.

      Sama fabuła jest prosta. Cat poluje, spotyka Bonesa, polują razem, pojawia się uczucie, wielkie konflikty, a na końcu zwrot akcji. Jednak powiem Ci, że to wszystko zgrabnie łączy się całość. Nie ma takiego odcinania części książki, wszystko tworzy całość, gdzie jedno wynika z drugiego. Wielkim plusem jest to, że w fabułę wciągnięte zostało otoczenie Cat, jej dziadkowie, sąsiad. Takie dodatkowe sceny, ale jednak miały w sobie tą nutkę czułości, którą wręcz uwielbiam. Ważne dla mnie było to, że bohaterowie mieli motywy do swoich działań. Cat i jej mama nienawidzą wampirów, ponieważ mają powód. Bones jest łowcą wampirów, ponieważ ma powód. Dziadkowie są ostrożni i marudzą, ponieważ mają powód. Tego wielokrotnie brakuje mi w książkach, motywu działań ludzi (i nie tylko ludzi). Co do zakończenia, byłam w szoku i jednocześnie mi się podobało. Szczerze, nie spodziewałam się tego i nigdy nie spotkałam się z takim zakończeniem. Ale właśnie ono otworzyło drogę na kolejne części, które musiałam od razu przeczytać.
      Książka jest przeznaczona dla młodzieży 16+, ponieważ zawiera sceny erotyczne. o do scen tego typu, jestem bardzo ostrożna, ponieważ z łatwością można je spieprzyć. Całe szczęście, że autorka ma pojęcie jak je stworzyć. Wszystkie sceny dla dorosłych opisane zostały z klasą, namiętnością i bez kiczowatości. I między innymi za to uwielbiam autorkę!

      Catherine Crawfield została stworzona naprawdę dobrze. Jest w połowie wampirem, a w połowie człowiekiem, więc posiada cechy i zachowania z jednej i drugiej rasy. Nie jest zupełnie ludzka i nie jest zupełnie wampirza, o czym pamięta i wykorzystuje to. Jedynym minusem, który zarazem jest plusem, jest to, że Cat, jak każda bohaterka, jest idealna. Silna, mądra, inteligentna, wyszczekana, wysportowana, a do tego przepiękna. Praktycznie w każdej książce jest taka kobieta, jednak tutaj można to podciągnąć pod geny wampira. Podoba mi się, że robiąc coś, nie kieruje się swoimi zachciankami, ale analizuje całą sytuację oraz ma na uwadze uczucia innych. To mi się naprawdę spodobało, że chciała zadowolić obie strony, a nie tylko jedną. Problematyczne w Cat była jej rodzinność. To, jak traktowała ją matka, nie do końca daje podstawy do bliskiej relacji, jednak nie mamy całego obrazu dzieciństwa, w którym matka mogła Cat po prosto uzależnić od siebie. To uczucie do rodziny sprawiało naprawdę wiele problemu bohaterce, ale jednocześnie dawało duże pole do popisu autorce, co się chwali.

      Bones to facet, którego pokocha chyba każda kobieta. Wampir, cholernie przystojny wampir. Do tego odważny, waleczny, lojalny i piekielnie inteligentny. Cud, miód i orzeszki. Owszem, takich facetów jest za dużo w literaturze, ale jak ich nie kochać? Ja pokochałam od razu. Trochę bezczelny, co mi się niesamowicie spodobało. Genialnym pomysłem było dodanie tajemniczości facetowi. Nie wiemy o nim wszystkiego od razu, ale stopniowo okrywamy jego osobę. To tak, jak w rzeczywistości poznajemy jakąś osobę, powoli dowiadujemy się o niej coraz więcej. Wielki plus za to! Bonesa wyróżnia przede wszystkim jedno, jego "sprzeczna" natura. W jednej chwili potrafi mordować z zimną krwią, a w drugiej jest tak bardzo opiekuńczy w stosunku do bliskich. Walczy o swoje, a to bardzo, ale to bardzo popchnęło do przodu fabułę i nadało jej fajny tor.

      Ogólnie mówiąc, zdecydowanie polecam tą serię. Nie wymaga zbyt myślenia, może i jest schematyczna i przewidywalna, ale ma w sobie coś, co przyciąga. Jest pełna akcji, pościgów, a dodatkowo nie jest mdła przez cne wyznania miłosne czy wyidealizowane sceny pocałunku. Brakowało mi trochę świeżego spojrzenia na świat wampirów, ale summa summarum podoba mi się ten świat, który pokazała Jeaniene. Chociaż język, którym pisze, nie jest jakoś wyszukany, to całość została napisana w sposób bardzo przyjemny. Żarty były na odpowiednim poziomie (no proszę Cię, nie raz i nie dwa widziałam w książkach żarty typowo gimbusiarskie, które był wręcz żałosne), podobały mi się, a aluzje seksualne nie były chamskie, tylko podniecające, namiętne, a jednocześnie stonowane i z klasą. To jest trudne, za co jeszcze bardziej pokochałam panią Frost. Książka jest idealna na wieczór po męczącym dniu albo dla miłośników romansów paranormalnych, w których coś się dzieje.
Ściskam
Aga

4 grudnia 2017

"Miecz ciemności" Sherrilyn Kenyon / 12 zdań

Tytuł: Miecz ciemności
Seria (tom): Władcy Avalonu (1)
Autor: Sherrilyn Kenyon
Tłumaczenie: Katarzyna Przybyś-Preiskorn
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 320
Gatunek: fantastyka, romans paranormalny
Rok wydania: 2011

      Tę książkę czytałam dwa razy i za każdym razem nie wiedziałam jak ją opisać, nie mogłam się niczego chwycić. Zakochałam się w bohaterach, demonicznym królu Karriganie, który pragnie zła, oraz chłopce Selenie, która w każdym widzi dobro. Fabuła skupia się na Selenie, która ma urodzić potężnego merlina, którego chce wychować Morrigan, by rządził światem jako zły pan i władca. Najbardziej podobał mi się humor, który znam z serii "Mroczny Łowca", a który wprost uwielbiam. Jedyną rzeczą, jaka mi przeszkadzała, byłą scena, kiedy stwory atakowały zamek, a bohaterowie poszli się kochać, zamiast walczyć, jak jakiś absurd... Owszem, książka nie jest wysokich lotów, nie jest zbyt wybitna, ale idealna do rozluźnienia się i nie myślenia. Małym minusem jest tu jednowątkowość, wszystko skupione jest na bohaterach, a w tle mało co się dzieje, jednak, jak wspomniałam, ta książka nadaje się na rozluźnienie, a nie na myślenie, więc mi nie przeszkadzało. Bohaterowie mogliby być bardziej charakterni, z pazurem, ale wydali mi się całkiem mili, za co ich polubiłam, ale niestety nie zżyłam się z nimi. Samą autorkę podziwiam za wciągające książki, nieważne co napisze, nieważne jak, ja i tak się wciągnę. Fajne jest to, że nie każdy bohater jest czysto zły, tylko ma w sobie odrobinę dobra, albo odpowiednią motywację w byciu złym. Książka idealnie nadaje się jako przykład romansu paranormalnego. Polecam na chwilę odpoczynku, najlepiej na relaks w wannie pełnej piany i z kieliszkiem wina w dłoni.

17 sierpnia 2015

"Anielski ogień" Courtney Allison Moulton

Tytuł: Anielski ogień
Seria (tom): Anielski ogień (1)
Autor: Courtney Allison Moulton
Tłumaczenie: Paweł Marek Kruk
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 453
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2011

Hej Nat!
      Co u Ciebie? Przeczytałaś ostatnio coś ciekawego? Bo ja niedawno skończyłam książkę, o której mam dwojakie uczucia.

      Sięgnęłam po tą książkę, ponieważ spodobała mi się jej okładka, gdy byłam w księgarni. Nie dość, że wygląda tajemniczo, to jeszcze ta ruda kobieta mnie zaintrygowała. No i ten miecz! Sam tytuł nie przekonał mnie do końca, lecz postanowiłam spróbować.

      Książka ta jest o Elizabeth, w skrócie Ellie, którą od dawna prześladują koszmary. Odkąd zobaczyła pod szkołą Willa, jej życie się zmieniło. Z dnia na dzień z normalnej nastolatki stała się dziewczyną, od której zależy przyszłość świata. Musi pogodzić dotychczasowe życie z nowymi obowiązkami, a nie pomaga w tym napięta atmosfera w domu. Od Willa dowiaduje się, że to jej kolejne wcielenie, przez co musi sobie przypomnieć własną historię, która liczy kilka tysięcy lat. Ellie bowiem od bardzo dawna strzeże ludzi przed kosiarzami, którzy to zjadają ludzi, a ich dusze porywają prosto do piekła. Bastian, główny antagonista tej książki, znajduje jednak sposób, by całkowicie wyeliminować dziewczynę z tego świata.

      Historia sama w sobie jest naprawdę dobrze przemyślana. Akcja rozwija się powoli, stopniowo, a początek wręcz wieje nudą. Przyznam się szczerze, że były momenty, kiedy chciałam tą książkę po prostu zostawić. Niektóre fragmenty były takie beznadziejne, że aż wręcz mnie usypiały! Jednak autorka zreflektowała się tym, że końcówka była całkiem dobra. Nie ukrywam faktu, że to całkowicie mnie zaskoczyło! Dosłownie przez kilka minut wpatrywałam się w jedno zdanie, ponieważ nie wierzyłam w to, co przeczytałam! Mimo wszystko mogę powiedzieć, z ręką na sercu, że czytało się to dosyć szybko. Chociaż historia nie wciągnęła mnie na tyle, żebym jakoś przeżywała losy bohaterów.

      A co do nich... Na początku poznałam Ellie. Wydawała mi się normalną dziewczyną, która lubi chłopców i imprezy. Miła, całkiem sympatyczna, dobrze wychowana. No po prostu ideał. Prawie. Ja rozumiem, że nagła praca obrończyni ludzkości to spore wyzwanie, ale wybieranie imprezy zamiast ćwiczenie do obrony świata? Ok, życie prywatne jest ważne. Rozumiem to. Ale skoro wiem, że ode mnie zależą losy świata, to nie idę na imprezę, tylko przygotowuję się do tego! No i dobiły mnie jej umiejętności typu "Nie wiem jak to zrobiłam, ale zrobiłam to idealnie!". Ja rozumiem, ma to we krwi, czy raczej w duszy, ale jak potrafiła to wykonać bez treningu?

      No i jest jeszcze Will, czyli facet tajemniczy i idealny. Prawie do końca nie wiadomo gdzie mieszka, co robi w wolnym czasie, ani czym się interesuje. Wiemy za to, że doskonale walczy, co jest oczywiste, i jest tak przystojny, że wszystkie dziewczyny do niego wzdychają. Ale oczywiście on nie podrywa żadnej, za co ma u mnie plusa. Od setek lat towarzyszył Ellie w jej bitwach ze złem, był wierny i przy każdej jej reinkarnacji, on był obok. Wkurzało mnie to, że zawsze pojawiał się w idealnym momencie. Ellie potrzebuje pomocy? Już jest, niech się nie martwi! To było naprawdę dość denerwujące.

      Ogólnie traktowałam tą książkę jako swego rodzaju odmóżdżacz i powód do zrelaksowania się. Owszem, odpoczęłam, ale moje myśli, zamiast błądzić między chmurami, zastanawiały się, jak to wszystko było możliwe. Jakim cudem Ellie potrafiła walczyć nie trenując, jakim cudem Will zawsze wiedział kiedy się pojawić i jakim cudem nastolatka wolała imprezę od ratowania ludzkości. Niestety, jestem zawiedziona tą pozycją. Chociaż okładka naprawę przyciąga człowieka, to treść już nie bardzo. Jestem wściekła, że momentami aż musiałam się zmuszać do czytania, ponieważ liczyłam, że coś się rozwinie. Jedynie zakończenie ratowało całą sytuację od kompletnej klapy i niektóre sceny, które przewijały się pomiędzy nudą. Gdybym musiała oceniać, dałabym 4 na 10.
Ściskam
Aga

4 lutego 2015

"Odcień fioletu" Jeri Smith-Ready

Tytuł: Odcień fioletu
Seria (tom): Odcień fioletu (1)
Autor: Jeri Smith-Ready
Tłumaczenie: Ewa Ratajczak
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 320
Gatunek: literatura piękna; fantastyka; romans paranormalny
Rok wydania: 2011

Hej Nat!
      Nawet nie wiesz jak bardzo brakowało mi czytania podczas ostatnich dni! Ciągle tylko nauka, nauka i nauka! Całe szczęście, że już niedługo koniec. Jednak (!) udało mi się wyskrobać trochę czasu (ach te kolejki) i wreszcie przeczytałam jakąś książkę. Tym razem był to "Odcień fioletu" autorki Jeri Smith-Ready. Dostałam ją od Ciebie już jakiś czas temu, ale dopiero teraz znalazłam czas na nią. Muszę przyznać, że trafiłaś w mój gust. Romans, romans, trochę fantastyki i romans - właśnie tak mogę to podsumować. Ale od początku.

      Książka opowiada historię dziewczyny o imieniu Aura. Jej życie z pozoru nie jest zbyt szczególne, uczy się, ma dobre oceny, nie ma rodziców, a wychowuje ją ciotka. Już na początku książki dowiedziałam się też, że ma ona faceta. Genialnego, ukochanego, utalentowanego Logana, który ma nawet zespół muzyczny o nazwie Keeley Brothers! W urodziny tego chłopaka odbywa się ich koncert. Wszystko idzie jak po maśle, instrumenty działały bez zarzutu, facet nie stracił głowy, a przedstawicielom wytwórni się podobało. Niestety wszystko się komplikuje. Wiadomo, para, jak to para, po udanym dniu chce "wypocząć" w zaciszu swojego pokoju. Jednak nie udaje im się to, ponieważ... Logan umiera. I nie, to nie jest spoiler. Można to wyczytać z tyłu książki! Aby wszystko skomplikować przed koncertem KB do szkoły dochodzi nowy chłopak, który od razu interesuje się Aurą i stara się z nią spędzać jak najwięcej czasu, chociaż bohaterka wyraźnie się przed tym broni. Och, i najważniejsza rzecz. Aura widzi duchy. Jest Poprzemienną, osobą urodzoną w dniu zimowego przesilenia. Dniu, w którym niewyjaśnione zdarzenie zmieniło życie wielu. Wszystko byłoby spoko, gdyby nie to, że te biedne duchy nie widzą siebie nawzajem i są rozżalone. Chcą każdemu, naprawdę każdemu, powiedzieć, jakie to straszne i niesprawiedliwe życie mieli.

      Co do samych bohaterów to Aura nie do końca mi się podobała. Byłą trochę niezdecydowana. Z jednej strony wiedziała, że lepiej będzie, jak Logan odejdzie, ale z drugiej naprawdę chciała mieć go obok. Trochę ją rozumiem, no bo dlaczego miałabym się dziwić? Kochali się, a tu nagle koniec. Naprawdę chciałabym Ci coś o niej napisać, ale... Dla mnie nie była aż tak wyrazista, żebym zapamiętała jej charakter aż tak dobrze. Wiem jedynie, że była bystra, inteligentna i nie denerwowała mnie aż tak.

      Mogę Ci jednak opowiedzieć coś o Loganie. To facet w stylu "Kocham cię i nawet śmierć nas nie rozdzieli. Umarłem? Co z tego! Dalej jesteś moja, bo widzisz mnie jako ducha. Spotykasz się z kolegą? Jestem zazdrosny, bo jesteś moją dziewczyną, chociaż umarłem". Trochę mnie wkurzał swoim zachowaniem i zazdrością. Wypytywał się o każde spotkanie z Zacharym, tak, jakby jeszcze żył i miał do tego prawo. Nie raz mówiłam do książki "Halo! Logan! Umarłeś! Nie żyjesz! Nie ogarniasz?". Szkoda, że mnie nie słyszał. Jednak mimo śmierci kochał Aurę i w tym momencie u mnie zapunktował.

      No i został nasz Zachary. Tajemniczy, intrygujący i uparty jak osioł. Ciągle zachowywał się jakby podrywał Aurę, ale powtarzał, że wie, że kocha Logana, że to dla niej za wcześnie, że on jej nie podrywa, że są tylko przyjaciółmi... Bla, bla, bla... Naprawdę niesamowicie ucieszyło mnie, kiedy postawił sprawę jasno i wyznał swoje uczucia. Mało mówił o sobie i swojej przeszłości. Zrozumiałam dlaczego dopiero w dalszej części. Jednak to było wkurzające! Chcesz się czegoś o nim dowiedzieć, ale nie! Nie powie Ci! No bo po co?

      Do tego poznałam kilka bohaterów drugoplanowych. Zapamiętałam jedynie przyjaciółkę Aury, Megan. Wspierała naszą bohaterkę, robiła wszystko, by tylko jej pomóc, chociaż sama miała problemy.

      Mogę to wszystko określić bardzo krótko: Aura ma dylemat, czy dalej napawać się miłością do Logana, bo przecież "żyje" teraz jako duch, czy może pozwolić mu odejść i być z żywym facetem. Przynajmniej dla mnie taki był główny wątek. I nie, nie marudzę. Lubię takie książki. Wciągnęłam się niesamowicie szybko, czytało mi się naprawdę przyjemnie. Nawet płakałam 3 razy, przy czym raz podczas śmierci Logana. To nie jest jakaś głęboka książka, ale autorka naprawdę potrafi pisać wzruszające momenty. Do tego swoim prostym językiem potrafi przekazać niesamowite rzeczy, a granie na emocjach czytelników prawdopodobnie ma opanowane na perfekt. Chociaż jest jeden malutki minus. Jeśli nie wczujesz się w postać Aury, to ta książka Cię wynudzi!

      A tak na marginesie... Ta książka dała mi do myślenia co do ślubów. "I, że cię nie opuszczę aż do śmierci". W tej książce to chyba tak nie do końca działa, skoro niektóre osoby widzą duchy. A chciałabym przeczytać takie "20 lat później" jakiegoś małżeństwa... Ale przede mną jeszcze drugi tom tej serii. Już niedługo w moich łapkach!
Ściskam
Aga

19 stycznia 2015

"Bogini oceanu" P. C. Cast

Tytuł: Bogini oceanu
Seria (tom): Wezwanie Bogini (1)
Autor: P.C. Cast
Tłumaczenie: Katarzyna Malita
Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 408
Gatunek: fantastyka; romans; romans paranormalny
Rok wydania: 2011

Hej Nat!
      Doskonale wiesz, że przerwy między zajęciami dość często są nudne. Ostatnio zabrałam ze sobą książkę, a dokładnie "Boginię Oceanu" P. C. Cast. No cóż... Przeczytałam ją całą i to dość szybko. Jest to pierwsza część serii "Wezwanie bogini", jednak jako jedyna przetłumaczona na język polski. Szkoda, bo chętnie sięgnęłabym po dalsze części. Wzięłam do ręki tą książkę, ponieważ znalazłam ją na przecenie. Stwierdziłam, że skoro kiedyś już miałam z nią do czynienia, to dlaczego miałabym jej powtórnie nie przeczytać, zwłaszcza, że podobała mi się.

      Możemy poznać historię Christine Canady, dziewczyny, która w swoje dwudzieste piąte urodziny wypowiada zaklęcie mające zmienić jej życie. Od tego właśnie momentu nic już nie było normalne. W związku ze swoją pracą (jest sierżantem amerykańskich sił powietrznych) Christine musi wyruszyć w podróż. Najzabawniejsze jest to, że ma lęk wysokości. Tuż przed wylotem CC ma pewne obawy co do tej podróży. Okazuje się, że słusznie, ponieważ samolot rozbija się nad oceanem. Gdyby nie pewna syrena, Christine zapewne umarłaby. Za sprawa magii owa syrena zamienia się ciałem z główną bohaterką. I tak od tej chwili nasza Christine znana była jako Undine, córka Gai i Lira, czyli mniej więcej z sierżanta stała się księżniczką. Niby jak w bajce, gdyby nie pewien tryton, który zakochany w prawdziwej Undine pragnie się z nią ożenić nie bacząc na zdanie dziewczyny. W międzyczasie poznajemy mężczyzn, którzy będą się starali o nią. Jednak problem jest taki, że, aby uciec od pewnego natrętnego trytona, Christine ponownie staje się człowiekiem i żyje na lądzie. Jednak co jakiś czas musi wrócić do morza, ponieważ czuję ogromną tęsknotę za wodą. No i tutaj rozkręca się książka. Życie człowieka w tamtym świecie i w tamtych czasach nie było proste. A już tym bardziej życie kobiety.

      Według mnie postacie były dopracowane, miały charakter. Nawet polubiłam główną bohaterkę! No i jej kochanka. Były momenty, że czytałam ignorując świat zewnętrzny oraz takie, gdzie mi się dłużyło, ale tak chyba jest w większości książek. Trudno mi pisać tą recenzję, ponieważ nie jest to lekka książka, chociaż z pozoru może na taką wyglądać. Mimo to jest napisana prostym językiem, który przyjemnie się czyta. Muszę jednak wspomnieć Ci o opacie, którego szczerze nienawidzę! To jest tak wredny człowiek, ze aż mam go dość. Był stworzony genialnie i właśnie dlatego go nienawidzę! Jego przekonania o tym, że kobiety to zło i tylko kuszą mężczyzn były niczym ze średniowiecza! Do tego ciągłe doszukiwanie się grzechów w CC. Jestem pewna, że z wielką ochotą chciałby udowodnić, że Christine była grzesznicą.

      No i jeszcze Andreas... Był odrobinę lepszy od opata, ale nadal mnie odstraszał! Ślepo wierzył wszystkiemu, co mówił kościół, a jego głównym celem było znalezienie żony, która byłaby posłuszna, pobożna i nie miała własnego zdania. A wszystko to po to, by przedłużyć swój ród i nie zostać wyklętym przez kosciół.

      A Dylan... Słodki, zakochany Dylan... Tak, jego polubiłam. Wierny, cierpliwy i kochany. Zrobiłby wszystko dla CC. Czekał codziennie w wodzie, by tylko ujrzeć swoją ukochaną. Czy to nie romantyczne? No powiedz mi, nie chciałabyś takiego faceta, który stałby pod Twoim oknem dzień i noc wyczekując Twojego wyjscia z domu? Dobra, zabrzmiało to trochę jak opis stalkera… Ale uwierz mi, Dylan taki nie jest.

      Jednak zabrakło mi tutaj ciętego języka, który uwielbiam w postaciach. Książka nadrabia czymś, co po prostu uwielbiam, a mianowicie mitologią. Owszem, pani Cast nawiązała do mitologi, za co jestem jej niezmiernie wdzięczna, ponieważ, w moim przypadku, nawet najmniejszy jej element poprawia status książki. Powiem Ci, że końcówka... O mamo... Miałam ochotę udusić kobietę za to, co zrobiła. Naprawdę. Ale...! Koniec końców nie wyszło tak źle. Po ostatnich zdaniach byłam nawet zadowolona takim obrotem spraw. No, może nie do końca, ale już nie miałam ochoty na morderstwo.

      Wiem, że nie lubisz tej pisarki, ale ta książka jest inna, niż Dom Nocy, który pisze wraz z córką. Tutaj jest pełno tajemnic, magii, czujesz się jak w innym świecie, gdzie możesz zrobić dosłownie wszystko. Romans, magia i mitologia. No czego chcieć więcej? A no tak, sarkazmu i ciętych uwag. Ale mimo tych małych braków polecam Ci tą książkę. Mam nadzieję, że tak jak i ja, tak i Ty ją polubisz
Ściskam
Aga

6 stycznia 2015

"Mroczny szept" Gena Showalter

Tytuł: Mroczny szept
Seria (tom): Władcy Podziemi (4)
Autor: Gena Showalter
Tłumaczenie: Jacek Żuławnik
Wydawnictwo: Mira
Liczba stron: 416
Gatunek: fantastyka; romans; romans paranormalny
Rok wydania: 2011

Hej Nat!
      Wiem, ze pisałam do Ciebie niedawno, ale nie uwierzysz, co się stało! Kupiłam książkę na wyprzedaży! Dałam za nią naprawdę mało, ale opłacało się. Jest to "Mroczny Szept" autorki Geny Showalter. Książka ta jest czwartą częścią Władców Podziemi, serii o wojownikach stworzonych przez samego Zeusa, którzy zostali potępieni za zabicie Pandory, strażniczki puszki. Władcy Ci próbują odnaleźć się w świecie współczesnym i naprawdę dobrze sobie radzą. Każda część opowiada o innej osobie, lecz całość łączy się ze sobą, dlatego nie polecam czytania nie po kolei.

      Tym razem poznałam Sabina, mężczyznę opętanego przez demona Zwątpienia. Przez swojego lokatora jest samotny oraz zazwyczaj niszczy tych, których kocha. Przez to, że jego demon szeptał słowa zwątpienia do głów kobiet, Sabin wyrzekł się miłości. I tu zaczyna się cała zabawa. Wraz z przyjaciółmi nasz bohater ratuje grupę kobiet, w tym Gwen. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że ona nie potrafi zapanować nad swoją naturą. Dodajmy historię Sabina oraz jego nastawienie do kobiet do osobowości Gwen i wychodzi nam całkiem miła historia.

      Muszę Ci się przyznać, że pochłonęłam tą książkę w jeden dzień! Była tak niesamowita, tak wciągająca, że nie mogłam się oprzeć i czytałam, czytałam i czytałam. Cała otoczka jest dopracowana, postacie mają charakter, nie znalazłam osób typu "klucha pod pierzynką", czyli typowo nijakich.Wszystko trzyma się kupy, są momenty zabawne, jak i dające do myślenia. Podobało mi się to, że chociaż głównym bohaterem książki jest Sabin, to mogłam poznać również przygody jego przyjaciół, takich jak Aeron czy Parys.

      W tej książce, oprócz oczywiście romansu i przygód, urzekła mnie rola przyjaźni. To, jak pisarka przedstawiła więź łączącą Władców jest niesamowite. Rozdzieleni lata temu sprzymierzyli się ponownie w walce z Łowcami. Mimo tych lat rozłąki potrafili zaufać sobie od nowa i działać jako jedna grupa. Czytając tą książkę doceniłam własnych przyjaciół, czułam, że tak jak Władcy sobie, ja mogę zaufać swoim bliskim.

      Naprawdę zachęcam do przeczytania tej książki, tak jak i do innych z serii o Władcach Podziemi. Jest to książka dla osób pełnoletnich z powodu zawartych tam scen miłosnych, jednak są one napisane w sposób miły, nie rażą, ani nie są wulgarne.

      Dla mnie to jedna z ulubionych serii. Mam nadzieję, że i Tobie ona się spodoba.
Ściskam
Aga

2 stycznia 2015

"Zdradzona" Amy Meredith

Tytuł: Zdradzona
Seria (tom): Dotyk ciemności (4)
Autor: Amy Meredith
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 208
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2011

Witaj Natalio!
      Dlaczego zaczynam tak oficjalnie? To może inaczej. Cześć Nat! Co u Ciebie? Jak zdrówko? Bo u mnie wręcz fantastycznie!

      Właśnie skończyłam czytać książkę. To czwarta część Dotyku Ciemności autorki Amy Meredith zatytułowana "Zdradzona". Opowiada o dalszych losach Eve, Jess i Luka. Jak wiesz, Eve jest potomkinią Wiedźmy z Deepdene i to właśnie po niej odziedziczyła swoje zdolności. Tym razem, już na początku książki, dowiedziałam się, że odbędzie się bal maturalny! A wiesz co się z tym wiąże? Zakupy! No bo książka z tej serii nie obejdzie się bez zakupów, prawda? Ale muszę Cię uprzedzić, problemy przed balem też będą. I to z natury miłosnej. Ale zostawmy to na tą chwilę. Wiesz już, że Eve ma nadprzyrodzone zdolności. A tam gdzie zdolności, są i kłopoty. Tutaj nie ma żadnego wyjątku.

      Dziewczyna ma bardzo popapraną sytuację i naprawdę jej współczuję. Brama do piekła stoi w mieście, wiec roi się tam od demonów. Zawsze, gdy jakiegoś spotykała, po prostu zabijała go, a towarzyszyli jej przy tym przyjaciele. Ale w tej części... No cóż... "Drobne" nieporozumienia psują całą sielankę. I tu zadam Ci najważniejsze pytania. Czy Eve uda się wygrać z kolejnym demonem? I czy zmierzy się z nim sama, czy może z przyjaciółmi? Czy odkryje, kto jej tak skomplikował życie i zdąży na czas wszystko odkręcić?

       Do głównej bohaterki (Eve) zdążyłam poczuć sympatię już w pierwszym tomie, gdzie musiała poskromić swoją moc i w ogóle dowiedzieć się, kim naprawdę jest i czy dalej jest normalna. Przez kolejne części nie zmieniła się za bardzo, jedynie coraz bardziej panowała nad mocą i chciała sprawdzać swoje zdolności. Uparta, odważna, lojalna to cechy, które zdecydowanie u niej znajdziesz. Uwielbiam tą dziewczynę! Trzeba ratować świat? Dobra, już leci! I to z całą drużyną!

      I jeszcze Luk... Z niego to dopiero niezłe ziółko. W przeszłości playboy, obecnie wierny swojej dziewczynie. Jednak ma problem z zaakceptowaniem faktu, że jego dziewczyna ma nadprzyrodzone moce! A gdy dowiaduje się prawdy na jej temat, nie bardzo sobie z tym radzi. Ba! W ogóle sobie nie radzi! Zaczyna patrzeć na nią w inny sposób niż do tej pory. Widzi, że Eve jest nie tylko dobra, ale w przyszłości może być niebezpieczna, co prawdopodobnie doprowadzi do wybicia ludzi. I właśnie dlatego mnie wkurzał. Przecież powinien znać swoją dziewczynę, a nie wierzyć podszeptom "przyjaciół", którzy nie do końca mieli dobre intencje. Jednak plusem jest to, że zawsze gdzie Eve walczyła z demonami, on był tuż obok i wspierał ją swoim mieczem. I w sumie to tyle, jeśli chodzi o pozytywne cechy jego charakteru. Przynajmniej dla mnie.

      Została jeszcze Jess, czyli najlepsza przyjaciółka Eve. Jest uparta, odważna i kocha zakupy. Zrobi wszystko dla swojej przyjaciółki. Przez pewien czas wierzyła w plotki, które słyszała o Eve, lecz wreszcie przejrzała na oczy i zobaczyła całą prawdę. I właśnie to było najlepsze. Prawdziwa przyjaźń zwycięży wszystko, nawet najgorsze plotki i geny!

      Mogę Cię zapewnić, że podejrzewałam zakończenie i tylko w części pokryło się z moim wyobrażeniem, ale nie jest zawiedziona. W sumie to była najlepsza część całej serii. Odrobinę lepsza od pierwszej i zdecydowanie lepsza od drugiej i trzeciej. Troszeczkę męczyłam się z tą książką, ale to dlatego, że kompletnie nie mogłam się zabrać do jakiegokolwiek czytania. Bolało mnie to, że nie wciągnęłam się aż tak w serię i nie przeżywałam z bohaterką jej emocji. Jednak czasami się uśmiechałam, gdy coś jej szło po myśli. W każdym razie, jeśli nie szukasz romansu, tylko czegoś lekkiego z akcją i demonami, to serdecznie Ci polecam.
Ściskam
Aga