Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mag. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mag. Pokaż wszystkie posty

10 stycznia 2023

Niczym jaśniejąca bogini, czyli "Cień i Kość" Leigh Bardugo

      O trylogii Griszy słyszałam już od dawna, jak jeszcze wydawane było przez Wydawnictwo Papierowy Księżyc. Chyba pierwszy raz u Wybrednej Marudy, ale nie jestem pewna. No i jeszcze w poprzednich tytułach. Tak więc kiedy zaczęło się marudzenie, że Darkling jest Zmroczem, musiałam sprawdzić o co chodzi.

      Alina jest sierotą, która właśnie rusza na swoją pierwszą wyprawę do Fałdy Cieni, magicznego tworu pełnego potworów. W momencie ataku na jej pułk, Alina zaczyna uwalniać magię, która w niej drzemała. Od tego momentu staje się pionkiem w politycznej grze i próbuje nauczyć się kontrolować swoją moc. Gdy na jaw wychodzi, że jako jedyna może zniszczyć Fałdę, całe jej życie zaczyna się komplikować.

      Jedno muszę przyznać, świat wykreowany przez autorkę jest cudowny! Szeroki, bogaty, pełen niespodzianek, dokładnie taki, jaki się oczekuje od high fantasy (bo nie ukrywajmy, to jest high fantasy). To jest największy atut tej książki, świat, w którym można się zakochać. Mamy wyraźny podział na ludzi magicznych, tak zwanych griszów, oraz całą resztę, a i wśród obdarzonych magią jest konkretny podział ze względu na specyfikę swojej mocy. I też tutaj nie brakuje przytyków pomiędzy “frakcjami”, jedni czują się lepsi od drugich, inni mają to gdzieś, co jest całkowicie normalne.
      Fabuła jest dosyć prosta. Alina ma moc, by zniszczyć Fałdę i zjednoczyć królestwo. Uczy się, by tę moc kontrolować i zwiększyć, a jednocześnie próbuje odnaleźć się w nowym świecie pełnym intryg i spisków. Niełatwa sprawa, ale jak przystało na motyw od zera do bohatera, wszystko idzie ku dobremu. Tu nie ma kombinowania. Większość jest przedstawiona za pomocą dobrze znanych schematów, co nie przeszkadza w czerpaniu przyjemności z czytania. Jednak brakowało mi czegoś w tym wszystkim. Nie mogłam się wczuć ani w historię, ani w bohaterkę.
      Akcja w małym pałacu z jednej strony została bardzo skrótowo opisana, zabrakło opisu zajęć z Aliną i jej mocą, jak się rozwija, jak ją kontroluje, a z drugiej strony zostało dodanych wiele pogawędek pomiędzy bohaterką, a innymi griszami. Tak, one były ważne, potrzebne by ukazać jak rozwija się jej pozycja i stosunek do griszów, ale jednocześnie brakowało pomiędzy tym balansu. Tutaj przez długi czas nic się z mocą nie działo, aż nagle bach i jest wszystko. Jak dla mnie to było za łatwo. Tak, akceptacja siebie i pokonanie blokady było ważne, jednak… No ot tak to wszystko pokonać? Stwierdzić “Tak, jestem jaka jestem i jest mi z tym dobrze”? I chociaż do tego momentu minęło trochę czasu podczas jej pobytu, to nie odczuwa się tego. Nie widać mijającego czasu, ma się wrażenie, że historia dzieje się w ciągu kilku dni, a nie tygodni

      Drugim plusem książki są bohaterowie. Fakt, Alina jest strasznie wkurzająca i irytująca, ale da się ją lubić. To jak przyjaciółka, której masz dość po pięciu minutach, a mimo to jakimś cudem się z nią przyjaźnisz. Jednak, jak już wspomniałam, nie mogłam się w nią wgryźć. Nie czułam tego przywiązania co z bohaterami innych książek (jak w tym dowcipie, że nie sprzedałabym przyjaciela za milion złotych, oddałabym za darmo, tak tutaj nawet bym nie zapłakała, jakby Aliny zabrakło). Nie brakuje jej odwagi, upartości czy samozaparcia, co czyni ją jedną z tych bohaterek, o których przyjemnie się słucha. O Malu wolałabym przemilczeć, bo chociaż jest przyjacielem Aliny z dzieciństwa, mam o nim wyrobione zdanie z następnych tomów i nie umiem patrzeć na niego jedynie przez pryzmat pierwszej części. I chociaż tutaj może się wydawać taki miły i kochały, nie lubię gościa.
      Tutaj pojawia się Zmrocz, czyli facet pełen charyzmy, pewności siebie, siły i władzy. Ktoś, kogo możemy ot tak pokochać. Typowy Bad Boy, za którym bym podążyła, gdyby nie to, że jakoś mnie nie ciągnie do złych charakterów (ja nie wiem, spaczenie jakieś czy co, że mnie nie kręcą). Ale rozumiem, dlaczego jest jednym z tych kochanych. Jest tajemniczy. Przystojny. Ma to, co my, kobiety, często podświadomie szukamy w facetach, a mianowicie on może zagwarantować nam bezpieczeństwo i przetrwanie. A przynajmniej tak się wydaje z charakteru.
      W ogóle wielu bohaterów drugoplanowych dostało konkretne charaktery. Nie stanowią tylko tła do fabuły, lecz są prawdziwymi postaciami z przeszłością i osobowością. Co ważne, pojawiły się tu ludzkie przypadłości jak zdrady czy dwulicowość, co tylko urealniało to wszystko. I nawet jeśli kogoś polubiłam na początku, później zmieniałam zdanie. I odwrotnie. Ktoś, kto mi podpadł tutaj, później stawał się jedną z ulubionych postaci. Tutaj muszę zaznaczyć, że na przestrzeni książki postacie dorastają, zmieniają się pod wpływem historii, co świetnie komponuje się z otaczającym Alinę światem. Wszystko współgra, napędzając wzajemnie fabułę.

      Jeżeli szukasz czegoś lekkiego, z rozbudowanym magicznie światem - to jest książka właśnie dla Ciebie. Fabuła jest prosta, przyjemna, nie zmusza do nadmiernego myślenia, więc z łatwością można odpocząć. Jednak! Widać, że to jest debiut autorki. Jest trochę niedociągnięć pisarskich, wszystko można było lepiej rozplanować, połączyć, są momenty, gdzie można się doczepić kilku rzeczy. W pewnym momencie miałam wrażenie, że ta książka ma więcej potencjału, który został zmarnowany, że można było z tego świata wykrzesać więcej. Bo chociaż dialogi są naturalne, a opisy nie męczą, to drzemie w tym coś więcej.
      Cień i Kość jako wstęp do uniwersum Griszy? Tak! Ale łatwo można się zrazić. To wszystko dobre, co można tu znaleźć, łatwo zgubić przez to, że jest to debiut. Brak doświadczenia i wyrobienia konkretnego stylu pisarskiego sprawia, że momentami odbiera się książkę jak trzpiotkę. Przez to bardziej przypadnie to młodszym czytelnikom.
      Osobiście dobrze spędziłam czas przy książce, ale wiem, że to niej nie wrócę. Wyciągnęłam co miałam wyciągnąć, poznałam świat i wolę się nie zniechęcać kolejnym czytaniem.

  Tytuł: Cień i Kość
  Seria (tom): Grisza (1)
  Autor: Leigh Bardugo
  Tłumaczenie: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec
  Wydawnictwo: Mag
  Liczba stron: 288
  Gatunek: fantastyka
  Rok wydania: 2019

11 stycznia 2020

Czerwony Żniwiarz jako Kotek, czyli "Jedną nogą w grobie" Jeaniene Frost

Tytuł: Jedną nogą w grobie
Seria: Nocna Łowczyni
Autor: Jeaniene Frost
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 440
Gatunek: Fantastyka, fantasy, romans paranormalny
Rok wydania: 2010

Są takie serie, do których wracam wiele razy, które mogłabym czytać praktycznie cały czas, a czasami czytam same urywki, by poprawić sobie humor. I właśnie w takich smutnych dniach chwyciłam za kolejną część "Nocnej Łowczyni" Jeaniene Frost. Cat i Bones to para, która zawsze mnie rozwesela.

Pierwszy tom zakończył się w momencie, kiedy Cat, próbując ratować Bonesa, zgadza się na ofertę Dona i jedzie z nim, by stać się zabójczynią wampirów na zlecenie rządu. Druga część zaczyna się cztery lata później, kiedy to Cat jest szefową swojej grupy, mieszka daleko od rodzinnego domu (oczywiście matka jest odpowiednio blisko-daleko), a zlecenia po prostu się mnożą. Mimo tego całego czasu, uczucia co do ukochanego wampira nie gasną, a dziewczyna nie potrafi wejść głęboko w żaden związek. Wszystko zaczyna się komplikować, kiedy przyjaciółka Cat, Denise, bierze ślub. Nie tylko Catherine próbuje żyć w związku z człowiekiem, to jeszcze na owym ślubie pojawia się... Bones! I zabawa się zaczyna, zwłaszcza kiedy kolekcjoner rzadkości wchodzi do gry.

Cat stała się rzeźnikiem wampirów, sławetnym Czerwonym Żniwiarzem. Jej zadaniem jak i sposobem na niemyślenie o Bonesie jest zabijanie wampirów, przez co za jej głowę zostaje wyznaczona nagroda. Więc całe te łowy połączone z poszukiwaniem swojego ojca stanowiły naprawdę dobrą bazę pod historię. Chociaż na samym początku nie było Bonesa, nie było tej chemii pomiędzy nim, a Cat, to całość naprawdę dała radę. Wszystko było bardziej skupione na relacjach bohaterki z jej zespołem, a nawet pojawiło się nikłe randkowanie z człowiekiem i przygotowania do ślubu przyjaciółki Cat. Co do tego ostatniego, byłam trochę zdziwiona, że po tak krótkim czasie znajomości Denise brała ślub, ale jednak zdarzają się tacy ludzie. Kulminacja mojego napięcia spowodowanego brakiem relacji Cat-Bones nastąpiła właśnie na ślubie. O jak ja się tam zaczęłam śmiać! Nie dość, że Cat próbowałam ukryć miłość do Bonesa, Bones próbował podejść Cat, to jeszcze Justina zaczynała swoje tyrady na widok wampira, a wszyscy udawali, że nic się takiego nie dzieje. Jak dla mnie przepiękne zestawienie komedii i romansu. Ogólnie całość historii skupia się na polowaniu na ojca Cat jak i polowaniu właśnie na Cat. Ian, którego pół-wampirka miała zabić, okazał się kolekcjonerem rzadkich okazów, przez co chciał, by Cat należała do niego. I jeszcze zwinnie zostały wplecione kolejne misje dla rządu. Akcja jest napędzana przez prawie cały czas, dla mnie rzadko kiedy był odpoczynek od niej. Co chwilę coś się działo. Dość często taki zabieg bywa męczący, jednak tutaj całe to napięcie jest momentami rozładowywane żartami czy zabawnymi sytuacjami, dzięki czemu nie było tego uczucia "zbyt dużo".

Jeśli chodzi o Cat, widać że wydoroślała. Nie zachowuje się już jak nastoletnia maszynka do zabijania, a bierze życie na poważnie. Wie, że to nie jest zabawa, tylko jej praca i życie. Nadal jest bezczelna i nieufna, ale taki ma charakter i właśnie za to ją pokochałam w pierwszej części. Widać, że autorka konsekwentnie trzyma się wykreowanych bohaterów, nie zmienia ich sposobu bycia co część, tylko pozwala im dorastać, co tu idealnie pokazuje. Jeśli chodzi o sposób myślenia dziewczyny, nadal jest zakręcony i dziwny, ma własne priorytety i nie daje sobie w kasze dmuchać.

Bones. Ach, Bones. Moja ty miłości! Nadal jesteś tak samo wredny, uparty i przebiegły, czyli prawie w ogóle się nie zmienił. Została powiększona chyba jedynie jego miłość od Cat, ale przecież bez niej nie byłby taki... Taki Bonesowaty! Chociaż do historii wpada dopiero na ślubie Denise, to od początku robi to, co udaje mu się najlepiej, prowokuje Cat. Jak ja mu od początku kibicowałam, to nawet nie masz pojęcia! Gdyby mógł, to by pewnie tego doktorka zabił gołymi rękami tylko dlatego, że odważył się dotknąć jego ukochaną, ale skoro ona tak uparcie nie chciała z nim być, to świadomie flirtował z, tak mi się wydaje, pustakiem. I był tak bezczelnie zadowolony z reakcji Cat! O mamo! Ja tego faceta po prostu uwielbiam, zwłaszcza za opiekuńczość w stosunku do pół wampirki, która jest jeszcze większa niż w pierwszej części. W sumie nie widzieli się cztery lata, chciał mieć pewność, że tym razem ona nie spierdzieli. I tu widać rozwój obydwóch postaci. Bones stał się bardziej wyrozumiały, chociaż nadal stanowczy i uparto-upierdliwy, a Cat dała im szansę, zaczęła myśleć poza schematami i nie stawia już matki na piedestale. Idealne połączenie istnieje, to ta dwójka!

W tej książce mamy wprowadzone dodatkowe postacie jak Don, Tate czy Cooper, a nawet cała drużyna Cat. Każdy z nich jest wyjątkowy, inny, każdy miał rozpisany charakter tak, żeby wszyscy nie tworzyli zielonej mazi cieknącej z uszu, a zestawienie prawdziwych ludzi, których można spotkać w życiu realnym. Jednak nie polubiłam Tate'a. Zbyt zazdrosny, zbyt niemiły dla Bonesa i w ogóle. Taki typ, co nie rozumie słowa "nie" i nawet po dwudziestu latach po ślubie będzie męczył dziewczynę, że jednak z nim będzie mu lepiej.
Za to Cooper, proszę ja ciebie, to amant idealny! I poleci dobry tekst, i zadba o dziewczynę, a dodatkowo jest przezabawny. Od razu znalazł nić porozumienia z naszym zazdrosnym wampirem, przez co nie wszystkie sytuacje, gdzie Bones był w pracy Cat, były sztywne czy nieprzyjemne.
Don za to był formalistą, bardzo sztywny, niezbyt uczuciowy, ale dało się go lubić. Wkurzał mnie dość często niemiłosiernie, ale był do przeżycia, zwłaszcza patrząc, że był szefem.
Tutaj mamy również trochę więcej opowiedzianą przeszłość Crispina, ponieważ pojawia się Mencheres, stworzyciel Iana, który jest stworzycielem Bonesa. Tutaj miałam pewien problem, ponieważ zazwyczaj był pokazany jako ten sztywny, potężny wampir z czasami ludzkimi odruchami. I ja wiem, że w świecie wykreowanym przez autorkę autorytet i pozycja to najcenniejsza rzeczy dla wampira zaraz po jego potędze, ale mimo wszystko można było go czasami zmiękczyć. Przez dużą część czasu nie dzielił się z nikim planami ani przyszłością, a szkoda, bo by fajnie można było wciągnąć jeszcze bardziej naszą dwójkę bohaterów w ten zwariowany świat.
No i na sam koniec został Ian. Egoistyczny, zadufany w sobie, wredny, bezczelny, z wielkim ego wampir, który kolekcjonuje rzadkie okazy. Flirciarz jakich mało, amant i wielbiciel kobiet. Tak, to idealnie go opisuje. Jest jak wrzód na tyłku, który boli, ale mimo wszystko stanowi część nas i się do niego przyzwyczailiśmy. Nie poznałam go jeszcze aż tak, żeby zapałać do niego innym uczuciem niż chęcią pokazania mu soczystego środkowego palca i tańczenia na jego resztkach, to jednak wydaje się, że przy bliższym poznaniu może okazać się całkiem znośny.

Jak zazwyczaj drugi tom serii jedzie na fali pierwszego, tak tutaj ta część śmiało toruje sobie sama drogę. Dobrze zrobiona fabuła, ładnie zszyte wątki i różnorodni bohaterowie to dobry przepis na książkę. Dodatkowo ten humor, który uwielbiam u autorki, i burza emocji oraz uczuć dopieszczają wszystko, bym mogła się po prostu rozpływać, czytając kolejne linijki. Wystarczył mi dzień, niecały jeden dzień, bym mogła skończyć tę część. Nie mogłam się po prostu oderwać! I tak, potem przekartkowałam sobie jeszcze kilka razy, wracając do ulubionych momentów. Jak dla mnie to trochę bardziej romans paranormalny niż czysta fantastyka, bo wiele skupia się właśnie na emocjach naszej dwójki, ale właśnie to uczucie jest motorkiem działań i u Cat, i u Bonesa. Bardzo przyjemnie się czyta, szybko, więc na taką pogodę, jaka jest teraz, a pada deszcz i jest zimno, będzie akurat.

18 marca 2018

"Mitologia Nordycka" Neil Gaiman / 12 zdań

Tytuł: Mitologia Nordycka
Autor: Neil Gaiman
Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 240
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2017

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam okładkę tej książki, zapragnęłam ją mieć, a skoro do tego kocham mitologię, i znałam głownie grecką oraz rzymską, postanowiłam się otworzyć na nordycką, więc uznałam, że to dobry pomysł, żeby ją zakupić. Książka ogólnie podzielona została na opowieści, które między sobą nie są zbyt powiązane, ot zbiór mitów.
Duży plus muszę przyznać za omówienie trójki głównych bogów na początku książki, to jest Odyna, Thora i Lokiego. Kolejną fajną rzeczą jest to, że chociaż to to "nowa odsłona" mitów, to jednak bogowie nie zostali pozbawieni swoich charakterów, nie zostali wyidealizowani, wybieleni, a Thor nadal jest idiotą.
Muszę przyznać, że czyta się to dość szybko, akcja się nie rozwleka, jest na temat, bez lania wody.
Jednak znalazłam i minusy, niestety. Dla mnie ta książka została napisana bardzo sucho, nie mam jak się utożsamić albo chociaż przywiązać do bohaterów. Chociaż czyta się szybko, to nie mogłam w nią wejść, bez problemu mogłam ją odłożyć na kilka dni na półkę i o niej zapomnieć, pomimo tego, że czyta się przyjemnie. Brakowało mi jakiegoś kopa, który nadałby książce dynamiki, ponieważ opowiadania mity są dość krótkie i... Szczerze, trochę statyczne.  Nie doznałam żadnego efektu "wow",  nie siedziałam po nocach, jak to nieraz bywało z innymi książkami, nie odczułam akcji, jaka się tam działa. Dobra książka do poznania nowej mitologii, nowych bogów, historii, jednak nie należy nastawiać się na jakąś świetną zabawę. Mimo wszystko polecam jako przerywnik między książkami, na przykład co książkę czytać jakiś mit, to całkiem fajna opcja.

17 grudnia 2017

"W pół drogi do grobu" Jeaniene Frost

Tytuł: W pół drogi do grobu
Seria (tom): Nocna łowczyni (1)
Autor: Jeaniene Frost
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: Mag
Liczba stron: 440
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2011

Hej Nat!
      Z Jeaniene Frost mam do czynienia już od dawna, czytałam chyba wszystkie części "Nocnej Łowczyni" oraz dodatki, tak samo jak cykl o innej postaci z serii. Tak więc czytając kolejny raz wiem, że spędzę przyjemny czas z tą książką.

      Cat to pół-wampir, który od dłuższego czasu zabija wampiry. Podczas jednej z misji natrafia na Bonesa, wampira, który proponuje jej układ, on pomagaj jej, a ona jemu. Z pewnymi wątpliwościami, ale jednak, bohaterka zgadza się, dzięki czemu ma większe szanse na odnalezienie swojego ojca i zabicie go. Dlaczego? Otóż zgwałcił on matkę Cat, w wyniku czego narodził się pierwszy pół-wampir. Jak to zwykle bywa w romansach paranormalnych, uczucie wszystko komplikuje.

      Sama fabuła jest prosta. Cat poluje, spotyka Bonesa, polują razem, pojawia się uczucie, wielkie konflikty, a na końcu zwrot akcji. Jednak powiem Ci, że to wszystko zgrabnie łączy się całość. Nie ma takiego odcinania części książki, wszystko tworzy całość, gdzie jedno wynika z drugiego. Wielkim plusem jest to, że w fabułę wciągnięte zostało otoczenie Cat, jej dziadkowie, sąsiad. Takie dodatkowe sceny, ale jednak miały w sobie tą nutkę czułości, którą wręcz uwielbiam. Ważne dla mnie było to, że bohaterowie mieli motywy do swoich działań. Cat i jej mama nienawidzą wampirów, ponieważ mają powód. Bones jest łowcą wampirów, ponieważ ma powód. Dziadkowie są ostrożni i marudzą, ponieważ mają powód. Tego wielokrotnie brakuje mi w książkach, motywu działań ludzi (i nie tylko ludzi). Co do zakończenia, byłam w szoku i jednocześnie mi się podobało. Szczerze, nie spodziewałam się tego i nigdy nie spotkałam się z takim zakończeniem. Ale właśnie ono otworzyło drogę na kolejne części, które musiałam od razu przeczytać.
      Książka jest przeznaczona dla młodzieży 16+, ponieważ zawiera sceny erotyczne. o do scen tego typu, jestem bardzo ostrożna, ponieważ z łatwością można je spieprzyć. Całe szczęście, że autorka ma pojęcie jak je stworzyć. Wszystkie sceny dla dorosłych opisane zostały z klasą, namiętnością i bez kiczowatości. I między innymi za to uwielbiam autorkę!

      Catherine Crawfield została stworzona naprawdę dobrze. Jest w połowie wampirem, a w połowie człowiekiem, więc posiada cechy i zachowania z jednej i drugiej rasy. Nie jest zupełnie ludzka i nie jest zupełnie wampirza, o czym pamięta i wykorzystuje to. Jedynym minusem, który zarazem jest plusem, jest to, że Cat, jak każda bohaterka, jest idealna. Silna, mądra, inteligentna, wyszczekana, wysportowana, a do tego przepiękna. Praktycznie w każdej książce jest taka kobieta, jednak tutaj można to podciągnąć pod geny wampira. Podoba mi się, że robiąc coś, nie kieruje się swoimi zachciankami, ale analizuje całą sytuację oraz ma na uwadze uczucia innych. To mi się naprawdę spodobało, że chciała zadowolić obie strony, a nie tylko jedną. Problematyczne w Cat była jej rodzinność. To, jak traktowała ją matka, nie do końca daje podstawy do bliskiej relacji, jednak nie mamy całego obrazu dzieciństwa, w którym matka mogła Cat po prosto uzależnić od siebie. To uczucie do rodziny sprawiało naprawdę wiele problemu bohaterce, ale jednocześnie dawało duże pole do popisu autorce, co się chwali.

      Bones to facet, którego pokocha chyba każda kobieta. Wampir, cholernie przystojny wampir. Do tego odważny, waleczny, lojalny i piekielnie inteligentny. Cud, miód i orzeszki. Owszem, takich facetów jest za dużo w literaturze, ale jak ich nie kochać? Ja pokochałam od razu. Trochę bezczelny, co mi się niesamowicie spodobało. Genialnym pomysłem było dodanie tajemniczości facetowi. Nie wiemy o nim wszystkiego od razu, ale stopniowo okrywamy jego osobę. To tak, jak w rzeczywistości poznajemy jakąś osobę, powoli dowiadujemy się o niej coraz więcej. Wielki plus za to! Bonesa wyróżnia przede wszystkim jedno, jego "sprzeczna" natura. W jednej chwili potrafi mordować z zimną krwią, a w drugiej jest tak bardzo opiekuńczy w stosunku do bliskich. Walczy o swoje, a to bardzo, ale to bardzo popchnęło do przodu fabułę i nadało jej fajny tor.

      Ogólnie mówiąc, zdecydowanie polecam tą serię. Nie wymaga zbyt myślenia, może i jest schematyczna i przewidywalna, ale ma w sobie coś, co przyciąga. Jest pełna akcji, pościgów, a dodatkowo nie jest mdła przez cne wyznania miłosne czy wyidealizowane sceny pocałunku. Brakowało mi trochę świeżego spojrzenia na świat wampirów, ale summa summarum podoba mi się ten świat, który pokazała Jeaniene. Chociaż język, którym pisze, nie jest jakoś wyszukany, to całość została napisana w sposób bardzo przyjemny. Żarty były na odpowiednim poziomie (no proszę Cię, nie raz i nie dwa widziałam w książkach żarty typowo gimbusiarskie, które był wręcz żałosne), podobały mi się, a aluzje seksualne nie były chamskie, tylko podniecające, namiętne, a jednocześnie stonowane i z klasą. To jest trudne, za co jeszcze bardziej pokochałam panią Frost. Książka jest idealna na wieczór po męczącym dniu albo dla miłośników romansów paranormalnych, w których coś się dzieje.
Ściskam
Aga