Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Spirydowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ewa Spirydowicz. Pokaż wszystkie posty

26 marca 2023

Los ukryty w kartach, czyli "Cesarzowa Kart" Kresley Cole

      O Cesarzowej Kart było głośno już jakiś czas temu. Większość recenzentów mówiła o niej i właśnie z powodu tego szaleństwa nie brałam jej pod uwagę przy wyborze tytułu. Ale promocja na stronie wydawnictwa i książka w twardej okładce za 10zł to pokusa nie do oparcia!

      Po miesiącach w ośrodku dla umysłowo chorych Evangeline wraca do domu, na farmę w Luizjanie, i do szkoły oraz przyjaciółki i chłopaka. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie sny, które męczą ją każdej nocy oraz Błysk. Zdarzenie, które wybiło większą część populacji Ziemi.

- Wszystko ci opowiem. Całą moją historię. Postaram się przypomnieć sobie jak najwięcej. Tylko że... Moja wersja wydarzeń niekoniecznie musi być tą prawdziwą.
      Książkę podzielę na dwie części, pierwsza to okres przed Błyskiem, a druga po. Pierwsze kilka stron zostało poświęcone pokazaniu otoczenia Evangeline. Jej dom, stosunki z rodziną, przyjaciółmi, pozycję społeczną. Gwałtowne pokazanie podziału między jednym terenem, a drugim jej okolicy, było dobrym pomysłem, żeby od razu wyrobić sobie zdanie i dać pole do różnych zwrotów akcji. Jednak wiesz co najbardziej mi się spodobało w pierwszej części? Z pozoru inny, dziwny rozdział, który nie do końca pasuje do dalszego ciągu. Dał mi on poczucie, że kolejne rozdziały nie będą prawdą, tylko snem, przewidzeniem, wytworem wyobraźni. Że za tym wszystkim stoi coś większego. Samo nastawienie Evangeline, że jej babcia może znać odpowiedzi na męczące ją pytania daje nadzieję na podróż, a motyw podróży w fantasy kocham, zwłaszcza w klasyce. No ale wróćmy do fabuły. Chaos, jaki powstał w życiu dziewczyny, jest tym, czego jej zupełnie nie potrzeba. Ma szesnaście lat, musi zająć się życiem prywatnym, ale nie może. Sny zamieniają się w wizje, przez co ma jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi. No i oczywiście nowi ludzie w szkole sprawiają, że hierarchia popularności może zostać zachwiana. W tym wieku, zwłaszcza w Ameryce, bycie popularnym to ważna sprawa. A utrzymać ją, mając takie problemy, to wyczyn.
      No ale nadchodzi Blask. Większość ludzi nie żyje. Hierarchia jest całkowicie nieważna. Najważniejsze jest przetrwanie. I znalezienie odpowiedzi na dręczące dziewczynę pytania. W ciągu kolejnych dni do Evie dołączają kolejne osoby. I nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że każda z nich, łącznie z naszą bohaterką, ma coś wspólnego z kartami tarota. To dopiero nowość! Takiego motywu jeszcze nie spotkałam w książkach, które czytałam! Mega mi się to spodobało, bo dodatkowo był to punkt zaczepienia, na zasadzie “kogo jeszcze spotkamy?” czy “co ta karta oznacza i jak to się ma do tego bohatera?”. Tak! Wyszukiwałam znaczenia konkretnych kart, by zrozumieć na czym stoję. Niestety, ale nie umiem kłaść tarota (tak się mówi? Kłaść? Stawiać?), nie kusi mnie, by nauczyć, wolę to zostawić osobom, którym bardziej to pasuje, bardziej się znają. Ja zostanę na czytaniu informacji w googlach o kartach. No ale jeżeli chodzi o tę podróż, jestem zafascynowana. W teorii na samym końcu mamy dostać babcię, która wie więcej, niż się może wydawać. Kiedyś mogła odczuć podobne wizje co Evie, mówić podobne rzeczy. A właśnie, powód dlaczego znalazła się w psychiatryku, czyli sny, wizje i tak dalej? To właśnie się zadziało, to był Blask i to wszystko po nim. Tak więc laska nie zbzikowała, po prostu widziała przyszłość. I ma wrażenie, że jej babcia również. No i tego chciałam się dowiedzieć.
      Na minus tutaj niestety trzeba zapisać wątek romantyczny. Spieprzony po całości. Oby w dalszych tomach było lepiej, bo właśnie tego brakuje, odrobiny człowieczeństwa w tym, co się dzieje.

​W przeszłości byłam dobra dla ludzi i nawet po Flashu – po tych wszystkich czasach, w których zostałam skrzywdzona – nadal pielęgnowałam to naiwne przekonanie, że ludzie też chcą być dobrzy dla mnie.
      Muszę zaznaczyć, że ta pozycja uchodzi za młodzieżową. Patrząc, w jaką stronę może to pójść, mogłabym na ten temat polemizować. Ale chyba wiem, czemu wybrano akurat tę kategorię. Evie jest dziecinna. Nic dziwnego, ma dopiero szesnaście lat, gdzie udaje się dorosłego, co jest trochę dziecinne, chodzi do szkoły, gdzie jest popularna, no i ogólnie nie musiała szybko dorosnąć. Pomimo snów i wizji mogła cieszyć się dzieciństwem i beztroską (o ile jakieś miała, patrząc na to co jej się śniło). I właśnie to rzutuje na charakter dziewczyny. Jednak podczas jej wyprawy zmienia się. Nic dziwnego, musi przeżyć, musi zaopiekować się innymi, musi dotrzeć do babci, a świat, jaki pozostał po Blasku, nie jest wcale milusi. Tak więc mamy tutaj dorastanie, a można się pokusić nawet o stwierdzenie, że laska staje się powoli bezwzględna. Takie czasy. I taki, można powiedzieć, jej los. Jednak bywały momenty, że jej infantylność, egoizm i nieporadność mnie irytowały. I to jak! Jest praktycznie koniec świata, a laska ma problemy z oddaleniem się emocjonalnym od swojego ex. No przepraszam bardzo, ja rozumiem miłość i te sprawy, ale chyba ważniejsze jest zrozumienie i ratowanie świata, czyż nie? No właśnie.
      Jeśli chodzi o inne postacie, nie mogłam narzekać. Mimo pojawienia się ich kilku, były one naprawdę różnorodne. Każda miała coś charakterystycznego, a do tego pasującego do odpowiadającej im karty. Naprawdę z radością wyszukiwałam połączeń pomiędzy nimi (tak, nudziło mi się). Kresley Cole udało się stworzyć bandę bohaterów, których osobowości mnie przyciągają.

     Autorka zapewniła nam naprawdę dobrą dystopię (a ja takiego gatunku unikam, jakoś mi nie pasuje, a tu niespodzianka!) z motywem tarota. Fantastycznie stworzony świat i system magiczny połączony z ciekawą fabułą to przepis na sukces. Naprawdę jestem w szoku, że to, chociaż reklamowane, nie zrobiło tak wielkiego szału na jaki zasługiwało. Mam wrażenie, że nikt o tym już nie pamięta, a szkoda! Może wtedy wydawnictwo by przetłumaczyło kolejne części… Ale jeśli chcecie dostać dobre wnętrze w przepięknej oprawie, sięgajcie po Cesarzową Kart! Chyba muszę dorwać kolejny tom po angielsku i powoli sobie czytać. Jestem zbyt ciekawa jak to się wszystko rozwiąże!

  Tytuł: Cesarzowa Kart
  Seria (tom): The Arcana Chronicles (1)
  Autor: Kresley Cole
  Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
  Wydawnictwo: Moondrive
  Liczba stron: 424
  Gatunek: fantastyka
  Rok wydania: 2010

8 sierpnia 2018

"Wampiry w wielkim mieście" Kerrelyn Sparks

Tytuł: Wampiry w wielkim mieście
Seria (tom): Miłość na kołku (2)
Autor: Kerrelyn Sparks
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 352
Gatunek: fantastyka, romans paranormalny
Rok wydania: 2010

Hej Nat

Na fali złych dni sięgnęłam po kolejną część "Miłości na kołku", No bo dlaczego nie? Przyznam się szczerze, że "Wampiry w wielkim mieście" to najmniej lubiana przeze mnie część, jednak to nie znaczy, że jej nie lubię. Wręcz przeciwnie.

Po pierwszej części miałam już obraz całej serii i stylu autorki, więc miałam również pewne oczekiwania co do bohaterów jak i fabuły. Nastawiłam się na coś równie zabawnego i właśnie to dostałam.

W poprzedniej części Roman odnalazł swoją miłość, Shannę, przez co musi odesłać swój harem.Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że kobiety pochodzą z różnych epok historycznych i nigdy, ale to nigdy nie procowały, a przez całe swoje życie były uzależnione od mężczyzny. Ich myślą przewodnią jest "Dajcie nam faceta, z którym będziemy mogły się kochać, i który zadba o nas finansowo". Tak więc problemem było co z nimi zrobić. Darcy Newhart, chcąc się wykazać w nowej pracy, organizuje konkurs. Wampiry będą konkurować między sobą w specyficznych zadaniach, ale najzabawniejsze jest to, że wśród uczestników znajduje się kilku śmiertelnych ludzi, a jeden z nich naprawdę spodobał się naszej wampirce.

Tym razem książka nie zaczęła się z perspektywy głównego bohatera, lecz ze strony człowieka, agenta od wampirów. Sam pomysł na telewizyjne show w wyborze pana dla haremu był dla mnie zaskoczeniem, ale jednocześnie mnie zaintrygował. Do tego fakt, że tam będą ludzie, którzy nie mogą dowiedzieć się o istnieniu wampirów, i ja jestem całkowicie zadowolona. To coś nowego, coś świeżego, coś, czego jeszcze nie czytałam, a lubuję się w romansach paranormalnych. Najlepszym zabiegiem było pozwolenie kobietom z haremu na decydowanie i eliminację uczestników. Każda z nich jest inna, więc patrzyła na inny aspekt mężczyzny. Dzięki temu też rywalizacje były dość specyficzne. A ile było przy tym śmiechu! Do tego kobiety z haremu pochodzą w różnych epok, więc otrzymujemy mieszankę kobiety niemal świętej, która nie myje się nago, tylko w jakimś specjalnym ubraniu do mycia, kobietę w krynolinach (już teraz wiem co to jest), czy też kobietę w skórze i skąpym ubraniu. I teraz pomyśl, jak tama mieszanka może poprowadzić jakiś reality show. No właśnie. Dla mnie naprawdę dobry zabieg, ponieważ oprócz konkurencji są tez sprzeczności w samym haremie! W fabule nie podobało mi się jedno. To, jak rozwijała się miłość między Darcy, a jej ukochanym. To było tak bardzo typowo w stylu taniego romansu, że brakowało mi jakichś pojedynków czy wojny w tle.

Co do samych bohaterów to jestem naprawdę zadowolona. Darcy, jako główna bohaterka, miała za zadanie udźwignąć fabułę, jednak gdyby miała zrobić to sama, pewnie by jej nie wyszło. Owszem, jest inteligentna, spostrzegawcza i kreatywna, ale to dla mnie odrobinę za mało, by być pępkiem książki. Jednak muszę przyznać, że zaimponowała mi swoją odwagą, wprowadzając ludzi do konkursu wampirów. Ogólnie zrobiła na mnie dość pozytywne wrażenie, a nawet stała się bardziej realistyczna z powodu swojej traumy. Pomimo bycia główną bohaterką nie zrobiła takiego wielkiego show jak Shanna w poprzedniej części. Więcej o niej nie umiem powiedzieć, więc podsumowując: Darcy jest fajną bohaterką, ale jak dla mnie nie ma powera, by być główną bohaterką.

Innym przypadkiem jest harem. Tak kolorowy, tak różnorodny i tak miejscami wkurzający, że to głowa mała. Mamy współczesną wampirzycę, księżną, prawie święta kobietę, wielbicielkę krynolin, paryską modelkę i wiele innych. Wszystkie one połączone razem tworzą harmider nie do okiełznania. Dla mnie to jest fascynujące, jak autorka je stworzyła. Każda ma inną historię, inny charakter oraz inną osobowość. Najbardziej mi się podobało, że chociaż minęło wiele lat, one były zamknięte w zachowaniu z okresu, z którego pochodziły. To sprawiało, że cała otoczka była surrealistyczna, a jednocześnie zabawna. No i progres! Dziewczyny na łamach książki rozwinęły się, zmieniły, co nadało historii realności.

Mogłabym jeszcze opisać Austina, ale... No nie polubiłam go. Wydał mi się typowym samcem alfa, który musi dopiąć swego i uratować świat przed złem. Taki syndrom bohatera. No nie pasowało mi jego zachowanie, nawet to w garderobie z Darcy. No po prostu nie. O wiele lepszy jest Roman.

Całą reszta pobocznych postaci, tak samo jak w poprzedniej książce, miała charakter. Nie była masą tła, tylko poszczególnymi osobami wraz z przeszłością, charakterem i osobowością. Nawet postać, która pojawia się jedynie epizodycznie została dokładnie zaplanowana. Trochę jedynie brakowało mi Shanny i wydawało mi się, że bardziej wydoroślała na przełomie książki, ale cóż poradzić, ma swoją historię, która ją ukształtowała.

Ogólnie mówiąc, książka troszkę gorsza od pierwszej części, jednak nadal przyjemna do przeczytania. Wstawki humorystyczne na poziomie, więc często można się śmiać. Oj tak, spędziłam przy tej pozycji naprawdę dobry czas i poprawiłam sobie humor. Jeżeli liczysz na coś wyszukanego i wybitnego, to nie ta droga. Tutaj będzie miło i swobodnie spędzony czas bez konieczności myślenia.

Ściskam,
Agu