Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość na kołku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłość na kołku. Pokaż wszystkie posty

1 października 2019

Jesienny Tag, czyli 2 lata zaległości, a odpowiedzi nadal takie same

Znowu zostałam nominowana, lecz tym razem przez Kamę Salvatore z bloga Lawendowa - Salvatore Book. Jesienny tag to ideał na jesień, prawda? Zignoruję to, że zostałam nominowana 2 lata temu. Po prostu zapomniałam o tym! Wybacz! Ale nie przedłużam już!

1. Szeleszczące liście - świat jest pełen kolorów: wybierz książkę z jesiennymi barwami na okładce.
Oj, trochę tego może być, ale zdecydowałam się na trzy. Żadnej nie przeczytałam (czy to moja wina, że książki, które czytam w 99% mają ciemną okładkę? Nie!), ale są na mojej liście (a raczej w zeszycie. Tak, musiałam założyć zeszyt do listy książek do przeczytania. To chyba źle o mnie świadczy, prawda?)


2. Cieplutki sweter - w końcu jest na tyle zimno, by chodzić w grubych, ciepłych swetrach: która książka wywołuje w tobie uczucie puchatego ciepełka?
Zdecydowanie cykl "Mroczny Łowca" oraz "Miłość na kołku" (kto wymyślił tłumaczenie tej serii?!). Zawsze jak to czytam, wracają wspomnienia studiów, kiedy to kupowałam sama swoje pierwsze książki i zagłębiałam się w świat romansu paranormalnego. Ach, co to za piękne wspomnienia. No i te historie takie słodkie i czułe. Idealnie mnie otulają.

3. Jesienna burza - wicher wieje, deszcz się leje: wybierz książkę do czytania w burzowy dzień.
Boję się burzy, więc to powinno być coś, co znam, a jednocześnie coś, co mnie uspokoi, złagodzi. No i musi mieć bohatera, przy którym czułabym się bezpiecznie. Zdecydowanie "Łowca Gildii" z Eleną i Raphaelem. Przy nich zawsze jestem bezpieczna!

4. Chłodne, rześkie powietrze: wskaż najciekawszą fikcyjną postać, z którą zamieniłbyś się miejscami.
Oj, tu jest problem. Chciałabym się zamienić z Jaenelle Angelini z "Czarnych Kamieni" Anne Bishop, ale nie wiem czy bym udźwignęła tą całą odpowiedzialność, presję i magię. A sama postać jest nie tylko ciekawa, ale i intrygująca i tajemnicza. W jednym ciele potężna czarownica i dziecko, a na dodatek to nie rozdwojenie jaźni, tylko spójna, jednolita całość.

5. Gorący cydr jabłkowy: która książka jest według ciebie niedoceniona i chcesz, by stała się kolejnym bestsellerem?
"Czarne Kamienie" Anne Bishop. Mało słyszę o tej serii, ale naprawdę zasługuje na miłość czytelniczek i czytelników. Genialny świat, niebanalni bohaterowie, a do tego te wszystkie intrygi. Coś cudownego i niedocenianego!

6. Pumpkin Spice: jaki jest twój ulubiony, jesienny posiłek?
Żelki. I frytki. I kurczak. I brokuły. I kalafior. I nie wiem jak mam wybrać, skoro tak wiele rzeczy ja lubię!

8 sierpnia 2018

"Wampiry w wielkim mieście" Kerrelyn Sparks

Tytuł: Wampiry w wielkim mieście
Seria (tom): Miłość na kołku (2)
Autor: Kerrelyn Sparks
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 352
Gatunek: fantastyka, romans paranormalny
Rok wydania: 2010

Hej Nat

Na fali złych dni sięgnęłam po kolejną część "Miłości na kołku", No bo dlaczego nie? Przyznam się szczerze, że "Wampiry w wielkim mieście" to najmniej lubiana przeze mnie część, jednak to nie znaczy, że jej nie lubię. Wręcz przeciwnie.

Po pierwszej części miałam już obraz całej serii i stylu autorki, więc miałam również pewne oczekiwania co do bohaterów jak i fabuły. Nastawiłam się na coś równie zabawnego i właśnie to dostałam.

W poprzedniej części Roman odnalazł swoją miłość, Shannę, przez co musi odesłać swój harem.Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że kobiety pochodzą z różnych epok historycznych i nigdy, ale to nigdy nie procowały, a przez całe swoje życie były uzależnione od mężczyzny. Ich myślą przewodnią jest "Dajcie nam faceta, z którym będziemy mogły się kochać, i który zadba o nas finansowo". Tak więc problemem było co z nimi zrobić. Darcy Newhart, chcąc się wykazać w nowej pracy, organizuje konkurs. Wampiry będą konkurować między sobą w specyficznych zadaniach, ale najzabawniejsze jest to, że wśród uczestników znajduje się kilku śmiertelnych ludzi, a jeden z nich naprawdę spodobał się naszej wampirce.

Tym razem książka nie zaczęła się z perspektywy głównego bohatera, lecz ze strony człowieka, agenta od wampirów. Sam pomysł na telewizyjne show w wyborze pana dla haremu był dla mnie zaskoczeniem, ale jednocześnie mnie zaintrygował. Do tego fakt, że tam będą ludzie, którzy nie mogą dowiedzieć się o istnieniu wampirów, i ja jestem całkowicie zadowolona. To coś nowego, coś świeżego, coś, czego jeszcze nie czytałam, a lubuję się w romansach paranormalnych. Najlepszym zabiegiem było pozwolenie kobietom z haremu na decydowanie i eliminację uczestników. Każda z nich jest inna, więc patrzyła na inny aspekt mężczyzny. Dzięki temu też rywalizacje były dość specyficzne. A ile było przy tym śmiechu! Do tego kobiety z haremu pochodzą w różnych epok, więc otrzymujemy mieszankę kobiety niemal świętej, która nie myje się nago, tylko w jakimś specjalnym ubraniu do mycia, kobietę w krynolinach (już teraz wiem co to jest), czy też kobietę w skórze i skąpym ubraniu. I teraz pomyśl, jak tama mieszanka może poprowadzić jakiś reality show. No właśnie. Dla mnie naprawdę dobry zabieg, ponieważ oprócz konkurencji są tez sprzeczności w samym haremie! W fabule nie podobało mi się jedno. To, jak rozwijała się miłość między Darcy, a jej ukochanym. To było tak bardzo typowo w stylu taniego romansu, że brakowało mi jakichś pojedynków czy wojny w tle.

Co do samych bohaterów to jestem naprawdę zadowolona. Darcy, jako główna bohaterka, miała za zadanie udźwignąć fabułę, jednak gdyby miała zrobić to sama, pewnie by jej nie wyszło. Owszem, jest inteligentna, spostrzegawcza i kreatywna, ale to dla mnie odrobinę za mało, by być pępkiem książki. Jednak muszę przyznać, że zaimponowała mi swoją odwagą, wprowadzając ludzi do konkursu wampirów. Ogólnie zrobiła na mnie dość pozytywne wrażenie, a nawet stała się bardziej realistyczna z powodu swojej traumy. Pomimo bycia główną bohaterką nie zrobiła takiego wielkiego show jak Shanna w poprzedniej części. Więcej o niej nie umiem powiedzieć, więc podsumowując: Darcy jest fajną bohaterką, ale jak dla mnie nie ma powera, by być główną bohaterką.

Innym przypadkiem jest harem. Tak kolorowy, tak różnorodny i tak miejscami wkurzający, że to głowa mała. Mamy współczesną wampirzycę, księżną, prawie święta kobietę, wielbicielkę krynolin, paryską modelkę i wiele innych. Wszystkie one połączone razem tworzą harmider nie do okiełznania. Dla mnie to jest fascynujące, jak autorka je stworzyła. Każda ma inną historię, inny charakter oraz inną osobowość. Najbardziej mi się podobało, że chociaż minęło wiele lat, one były zamknięte w zachowaniu z okresu, z którego pochodziły. To sprawiało, że cała otoczka była surrealistyczna, a jednocześnie zabawna. No i progres! Dziewczyny na łamach książki rozwinęły się, zmieniły, co nadało historii realności.

Mogłabym jeszcze opisać Austina, ale... No nie polubiłam go. Wydał mi się typowym samcem alfa, który musi dopiąć swego i uratować świat przed złem. Taki syndrom bohatera. No nie pasowało mi jego zachowanie, nawet to w garderobie z Darcy. No po prostu nie. O wiele lepszy jest Roman.

Całą reszta pobocznych postaci, tak samo jak w poprzedniej książce, miała charakter. Nie była masą tła, tylko poszczególnymi osobami wraz z przeszłością, charakterem i osobowością. Nawet postać, która pojawia się jedynie epizodycznie została dokładnie zaplanowana. Trochę jedynie brakowało mi Shanny i wydawało mi się, że bardziej wydoroślała na przełomie książki, ale cóż poradzić, ma swoją historię, która ją ukształtowała.

Ogólnie mówiąc, książka troszkę gorsza od pierwszej części, jednak nadal przyjemna do przeczytania. Wstawki humorystyczne na poziomie, więc często można się śmiać. Oj tak, spędziłam przy tej pozycji naprawdę dobry czas i poprawiłam sobie humor. Jeżeli liczysz na coś wyszukanego i wybitnego, to nie ta droga. Tutaj będzie miło i swobodnie spędzony czas bez konieczności myślenia.

Ściskam,
Agu

15 marca 2018

"Jak poślubić wampira milionera" Kerrelyn Sparks

Tytuł: Jak poślubić wampira milionera
Seria (tom): Miłość na kołku (1)
Autor: Kerrelyn Sparks
Tłumaczenie: Lucyna Łuczyńska
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 336
Gatunek: fantastyka, romans paranormalny
Rok wydania: 2010

Hej Nat!

Ostatnio miewam dość złe dni, zmiana pogody i ciśnienia nie wpływa na mnie zbyt dobrze. I właśnie przez to stwierdziłam, że to czas do powrotu do ukochanej serii. Ale od początku.


Pamiętam kiedy i gdzie kupiłam pierwszą książkę, tak dla siebie, bez kontroli rodziców. Był to pierwszy rok studiów, w księgarni Tak Czytam w Lublinie i to była właśnie "Jak poślubić wampira milionera". Kosztowała około dziesięć złotych i zapoczątkowała moją miłość do tej księgarni jak i kupowania tanich książek. No i zanurzyłam się w świecie romansu paranormalnego. Wtedy o autorce nie wiedziałam kompletnie nic. Nie słyszałam o niej, nie czytałam innych książek, nawet o tej serii nie wiedziałam nic a nic. Ale kupiłam i... Pochłonęłam w jeden dzień.

Ogólnie fabuła skupia się na Romanie i Shannie. Roman to bogaty wampir, wynalazca syntetycznej krwi, który złamał kieł na... Plastikowej lalce, z której chciał wypić krew, i z którą chciał się zabawić. Shanna za to jest jedynym świadkiem zajścia mafijnego, przez co co jakiś czas musi się przeprowadzić, by przeżyć. Wampir decyduje się wstawić kieł u dentysty, lecz ma mało czasu, ponieważ po śnie dziennym dziura po zębie zarośnie i nasz Roman zostanie jednokłym wampirem. Tak więc grzecznie jedzie do Shanny, jednak nie wszystko poszło po ich myśli. I właśnie tak zaczęłam się cała przygoda. Całość dopełnił "cudowny" ojciec dziewczyny oraz liczni przyjaciele mężczyzny.

Powiem szczerze, że przeczuwałam jaka mniej więcej będzie ta książka, zwłaszcza gdy patrzyłam na okładkę. Wydawało mi się, że będzie to coś lekkiego i nie zawiodłam się. Fabuła jest wymyślona naprawdę dobrze. Z jednej strony mamy świat wampirów, lecz z drugiej to wszystko jest tak unowocześnione, dopasowane do naszych czasów, że na próżno szukać tych stworów ze starych książek, jak z "Draculi" Stokera. Mimo wszystko konflikt powstał i genialnie wpasował się w charakter współczesnych wampirów. No bo przecież dobre stworki, które piją syntetyczną krew z butelki, muszą pokonać złych Malkontentów, którzy nadal chcą kąsać ludzi. Plus daję za to, że wszystko jest logiczne, a do tego wszystkie ograniczenia cudownie nie znikają. Historia jest przesycona dowcipem, który jest prosty, ale nie wulgarny. Po prostu uwielbiam to. Tak samo jak ironię, którą mogę tu spotkać. Mieszanka dość ryzykowna, ale się opłaciła. Najlepsze jest to, że chociaż to romans paranormalny, to pani Sparks włożyła tu wątek kryminalny! A ja nawet nie odczułam, że to coś związanego z kryminałem (a je niezbyt lubię). W sensie nie chodzi o to, że było złe, a wręcz przeciwnie. Umiejętność łączenia różnych gatunków książek jest naprawdę czymś, co chciałabym umieć i co zdecydowanie podziwiam.

Zanim jednak przejdę do bohaterów, chciałabym Ci opisać ogólnie wampirów, ponieważ fascynuje mnie rozwój tych "potworów" na przestrzeni wieków. Ostatnio rozmawiałam w pewniej grupie, że uczłowieczenie wampira ma sens, ponieważ musi się on dostosować do naszych czasów, aby łatwiej mu było przeżyć. Mieszkanie w wielkim zamku i porywanie co jakiś czas kilku osób niechybnie skończyłoby się szybką śmiercią dla wampira, tak więc droga alternatywna zawsze się przydaje. I w tej książce najbardziej mi się spodobało jak wampiry zostały przedstawione. Nie świecą się niczym kula dyskotekowa w latach osiemdziesiątych, chwała za to. Są łagodniejsze, to fakt, ale pozostała w nich spora część wampira. Są na płynnej diecie, słońce je spala i odczuwają głód krwii, a nie jedzenia. Do tego dochodzi bycie martwym w dzień. Dosłownie. Wampir pada, kiedy pojawiają się pierwsze promienie słońca, przestaje oddychać, czuć, krew nie krąży, serce nie bije, a ożywa, kiedy słońce zajdzie. To mi się naprawdę podoba, ponieważ nie dość, że daje to większe pole do popisu, to jeszcze jednoznacznie kategoryzuje wampiry jako stworzenia nocne. Mają też całe spektrum mocy. Są super szybkie, super silne, nieśmiertelne, używają hipnozy, a zabić można ich przez przebicie kołkiem, albo dekapitację, tak jak to bywało kiedyś. Do tego potrafią teleportować się normalnie i przez słuchawkę telefonu oraz mają własną telewizję! W sumie to ostatnie nie jest mocą, ale to całkiem nowe spojrzenie na rasę.

Patrząc na całą rasę mogę Ci opisać bohaterów. Zacznę od Shanny, ponieważ to jedyny człowiek, który gra główną rolę (nie liczę jej ojca, nie znoszę gościa). Dziewczyna ma swoją przeszłość, a co za tym idzie, nie jest lekkoduchem. Widać to wyraźnie w jej zachowaniu. Chociaż wplątała się w porachunki mafijne, pragnie spokojnego życia w domku z psem (co jest niemożliwe z wiadomych przyczyn. Przynajmniej na początku). Jest inteligentna, sprytna i uparta. Widać to chociażby w momencie, gdy przechytrza ochroniarza. Do tego myśli trzeźwo i logicznie, co jej się przydało w finale.

Roman to genialny wynalazca, wampir, przywódca klanu i nieszczęśnik, który stracił ząb. I chociaż to trochę nierealne, że wampir, który jest super szybki, super mocny, super wszystko, traci kieł, to znalazło się całkiem zgrabne wytłumaczenie, które można zaakceptować. Nie wiem czemu, ale kiedyś przyrównywałam go do Papy Smerfa. Ma swoich ludzi, o których dba, którym zapewnia bezpieczeństwo, rozwiązuje konflikty i chce jak najlepiej. No i sprowadza Smerfetkę do wioski. Mówiąc szczerze, jest w stanie poświęcić się dla dobra swoich ludzi? wampirów? No, oddałby za nich życie. Jest typem idealnym, według standardów romansów. Bogaty, przystojny, stanowczy, lecz delikatny, inteligentny, a zarazem skromny. Po prostu ideał nad ideałami.

Jest też masa pobocznych postaci jak Connor, Angus, czy Gregori. Najwspanialsze w tej książce jest to, że nawet postacie poboczne mają swoją historię, szczególny charakter i nie są mdłe. Robby oraz Douglas zostali przemienieni podczas wojny. Gregori stał się wampirem podczas napadu, a o zmianę błagała jego matka, swoją drogą genialna kobieta. Howard kocha pączki. Każdy z nich jest inny, lecz razem tworzą zróżnicowane, spójne społeczeństwo. Wiele wampirów umysłowo zostaje w swoich czasach, mają swoje przekonania, które niezbyt pasują do obecnych czasów, lecz trudno im przywyknąć, jakby zatrzymanie starzenia się zatrzymywało możliwość otwarcia umysłu na nowe rzeczy, albo bardzo utrudniało.

Pochłonęłam tę książkę od razu. I praktycznie na drugi dzień chciałam kupić kolejne tomy. Książka jest lekka, przyjemna, z niezbyt ciężkim wątkiem kryminalnym, skupiająca się na romansie, lecz nie ignorująca otoczenie. Idealna po ciężkim dniu myślenia. Swój humor posiada, do tego sceny erotyczne są naprawdę na zacnym poziomie. Jednak, jak to bywa w romansach paranormalnych, miłość rozkwita bardzo, ale to bardzo szybko, trochę może nieludzko szybko, ale to cecha tej serii. Miłość się pojawia, bum, związek w pełni. Może to dziwne, ale właśnie to podoba mi się najbardziej. Czasami czegoś takiego potrzebuję. Tak więc zdecydowanie polecam.

Ściskam
Agu