Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominika Schimscheiner. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dominika Schimscheiner. Pokaż wszystkie posty

4 września 2024

Mała piekarka, wielki ludek, czyli "Wypieki defensywne. Przewodnik dla czarodziejów i czarodziejek" T. Kingfisher

      Chyba każdy wie, że uwielbiam Wydawnictwo SQN i ufam im pod względem wydawanych książek. Dlatego też, kiedy przeczytałam ten tytuł, musiałam od razu dodać na Legimi na półkę i czytać! No przecież Wypieki Defensywne brzmi tak komicznie i jednocześnie poważnie!

      Miasto, w którym mieszka Mona, jest chronione przez potężnych czarodziejów, których magia zachwyca każdego. Monie do nich daleko, ponieważ jej magia ogranicza się do manipulacją ciastem, pilnowaniem, by się nie spaliło oraz ożywianiem go. Dlatego kiedy zostaje wrobiona, robi wszystko, by się uniewinnić, pomimo swoich zaledwie czternastu lat. Los sprawia, iż na jej drodze zostają postawione poważniejsze przeszkody, z którymi może sobie nie poradzić.

Kiedy człowiek czuje się beznadziejnie, świadomość, że wygląda tak, jak się czuje, stanowi pewne pocieszenie.
      Będę szczera. Podeszłam do tej książki z myślą, iż to jakaś bajka dla dzieci. Nie pomyliłam się za wiele, bo jest to pozycja skierowana do młodszych, ale i starsi znajdą w niej coś, co im się spodoba. Dlatego też zdziwiłam się, kiedy książka rozpoczyna się znalezieniem przez Monę trupa w jej własnej kuchni. Takiego prawdziwego, żywego, a raczej nieżywego trupa. I mimo to, ani na sekundę nie poczułam, żeby akcja zaczęła iść w mrocznym kierunku. Wręcz przeciwnie, nadal był utrzymany lekki styl. Ale wracając do fabuły, muszę przyznać, że nie czytam aż tyle książek skierowanych do młodszych, więc nie wiem co jest powiewem świeżości, a co wykorzystaniem popularnych schematów czy motywów, ale miałam wrażenie, że autorka bawi się, wtłaczając wszystkie akcje i akrobacje w fabułę. Z jednej strony mamy poważny problem jak próba morderstwa, samo morderstwo, ucieczka z domu, a z drugiej strony przeplatane jest to humorem, zabawnymi momentami, jak chlebowy cyrk, i też rozumowaniem przez dziecko świata. Bo nie ukrywajmy, czternastolatka to jeszcze dziecko, które nie do końca rozumie powagę intryg politycznych. A nie ukrywam, to właśnie one, pod przykrywką przygód Czarodziejki, są głównym napędem fabularnym. Brakowało mi trochę rozbudowania świata, przedstawienia systemu magicznego, co się z czym wiąże (jestem fanka fantastyki, uwielbiam czytać o magii w danym świecie, takie małe zboczenie), jednak rozumiałam, że skoro sama bohaterka mało co wiedziała o całej magii i tym co się dzieje na świecie, to skąd miałaby nam to przedstawić?
      Muszę wspomnieć o jednym ważnym elemencie fabuły, a mianowicie humorze. Dowcipy lecące na lewo i prawo nie męczą, a wręcz przeciwnie, są miłym relaksem, który równoważny powagę sytuacji i sprawia, że nie ma się czym denerwować. Takie połączenie powagi i humoru idealnie pasuje do każdego wieku. Oj, zdecydowanie nie potrafiłam się nie uśmiechać, czytając tę pozycję. Nawet niektóre pomysły bohaterów były tak nierealne, tak durne, że aż śmieszne i działające w praktyce. Właśnie czegoś takiego mi brakowało! Nie, żeby myśleć jak rozwiązać problem, czy skomplikowane akcje, a właśnie tak absurdalne rozwiązania, które zaserwowała mi Mona. Bo co jest też ważne, Mona jest piekarzem i właśnie wokół tej dziedziny krążą wszystkie jej pomysły. Chyba nigdy się nie spotkałam, by bohater pochodził z niszy magicznej, by nie miał wielkich mocy czy potężnych umiejętności, tylko polegał na swoich “marnych” działaniach, a przede wszystkim na swojej pomysłowości. Byłam zachwycona ostatnią akcją w książce, jak dziewczynka poradziła sobie z całym tym majdanem, wykorzystując swoje umiejętności i wiedzę na najwyższym poziomie.
      Bardzo byłam zadowolona, kiedy rozwiązania problemów były iście dziecinne! Główna bohaterka jest przecież dzieckiem, dlatego jej postępowanie było zgodne z wiekiem. I czasami wychodziły komiczne rzeczy, jak wielkie ciastka walczące w obronie miasta. Epickie pomysły! Już nie mówiąc o tym, że w tak młodej głowie “powstał pomysł” na stworzenie Boba, a dzięki magii, ożył on. Bo Bob, to zakwas. Ale nie taki zwykły zakwas, bo taki, co zżera szczury. I rośnie, jedząc dosłownie wszystko. Uśmiałam się po pachy, czytając o nim.

Nie można się smucić, jedząc babeczkę borówkową – jestem pewna, że to fakt naukowy.
      Mona jest postacią dość prostą, jak to bywa u dziecka. Chce być dobra w tym, co robi, nie lubi problemów, chce, by był pokój i jednocześnie chce bronić to, co dla niej ważne. Jest odważna,ale też nie zdaje sobie sprawy z powagi zagrożenia. Jest po prostu prostym dzieckiem, cieszącym się życiem. I właśnie jej oczami jest przedstawiony świat jak i historia. Jako, że dziewczynka głównie przebywała przy rodzinie, nie zna dokładnie świata, co da się odczuć, ale dzięki temu i my poznajemy go razem z nią.
      Patyk za to jest bez magicznym chłopcem, którego urok to osobowość. Daje sobie radę w życiu kombinując ile się da. To on w dużej mierze pokazuje nam świat też na swój dziecinny sposób. Momentami może być denerwujący, ale mimo wszystko da się go lubić.
      Jedyne do czego mogę się przyczepić, to czasami zbyt infantylne zachowanie dorosłych. Tego nie lubię w książkach dla młodszych. Świat przedstawiony oczami młodego bohatera jest w porządku, bo to wokół niego wszystko się kręci, to jednak dorośli nadal zostają dorosłymi i ich zachowanie nie powinno dziecinnieć, a tutaj zdarzyło się to kilka razy. Szkoda, no wielka szkoda. Jednak pomimo tego, bohaterowie poboczni zostali stworzeni naprawdę w porządku. Jest kilkoro specyficznych postaci, które dodają koloru tej książce, sprawiają, że nie tylko fabuła idzie do przodu, lecz i świat magiczny został pokazany trochę bardziej. A ich charaktery są zdecydowanie unikalne.

Miała na sobie brudne buty i skarpety nie do pary. Wydało mi się to takie smutne. No, oczywiście sama jej śmierć była smutna – prawdopodobnie, chyba że dziewczyna była okropną osobą – ale śmierć w niesparowanych skarpetkach z jakiegoś powodu zdawała się szczególnie smutna.
      “Wypieki defensywne” zdecydowanie przeniosły mnie do innego świata, może nie pełnego magii, lecz przepełnionego przygodą i ciastem. Magia tutaj odgrywa ważną rolę, jednak nie dominuje, aż do wielkiego finału, podczas którego to właśnie na niej wszyscy polegają. Mona i Patyk są genialnymi głównymi bohaterami, którzy nie pozwolili mi się ani przez chwilę nudzić. Świat przedstawiony oczami młodej czarownicy jest przystępny również i dla starszych. Wydaje mi się, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, czy to kolejną przygodę, może odrobinę wytchnienia bądź wesołość, której każdy potrzebuje. Ta książka jest takim polepszaczem humoru, który czyta się z ciepłą herbatką pod kocykiem, może nawet na głos dziecku.
Wciągnęła mnie od razu i nie chciała puścić. Mam nadzieję, że i Ciebie tak wciągnie.

  Tytuł: Wypieki defensywne. Przewodnik dla czarodziejów i czarodziejek
  Autor: T. Kingfisher
  Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
  Wydawnictwo: SQN
  Liczba stron: 336
  Gatunek: fantastyka, literatura młodzieżowa
  Rok wydania: 2020

19 listopada 2022

Kiedy trzeba wyciągnąć czołg, czyli "Biały Żar" Ilona Andrews

Tytuł: Biały Żar
Seria (tom): Hidden Legacy / Ukryte dziedzictwo (2)
Autor: Ilona Andrews
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 509
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2022

      Powoli przekonuję się do nowości i staram się, by wszędobylska obecność jakiejś pozycji mnie nie zniechęcała. Idzie coraz lepiej, dlatego też, głównie po fenomenalnej części poprzedniej, wzięłam się za Biały Żar.

      Nevada stoi na czele rodzinnej agencji detektywistycznej. Jest chodzącym wykrywaczem kłamstw, a jej moc w ostatnim czasie dość szybko urosła. Już nie tylko rozpoznaje kłamstwa, lecz też potrafi siłą wyciągnąć prawdę. Tym razem musi znowu współpracować z Szalonym Roganem, co jest ciężkie patrząc na to, co ich łączyło jeszcze niedawno. Do tego Roger nadal coś czuje do Nevady, a ta ma na głowie uratowanie nie tylko życia dziecka, co i całego miasta.

      Pierwszy tom dosłownie pokochałam. Miał w sobie dokładnie to, czego potrzebowałam, a do tego równowaga pomiędzy akcją a romansem została zachowana. W tym tomie trochę większą przewagę miał jednak romans, chociaż akcja mocno się odcisnęła. Była poważniejsza, bardziej skomplikowana, chociaż momentami można było się uśmiechnąć (pamiętajcie, nigdy nie lekceważcie fretek!). Cała fabuła opiera się na dążeniu do tego, kto dokładnie jest odpowiedzialny za katastrofę, która dosięgnęła Houston. Nevada wraz z Roganem musi się dość sporo napracować i nagłówkować, by wykminić kto i dlaczego to robi, a dodatkowo jaki będzie ich następny krok, by zapobiec większym szkodom. Naprawdę podobało mi się jak autorzy po prostu rzucali kłody pod nogi naszej parze, a ułatwienia wcale nie były tak oczywiste. Fajnie, że zostało pokazane, że życie, pomimo pracy i konfliktów, dzieje się dalej i kolejne zdarzenia są nieuniknione. No bo przecież czas nie zatrzymuje się w momencie, kiedy zaczynają pracę, co nie? Bardzo podoba mi się, że mamy zderzenie dwóch światów. Nevada musi na wszystko zapracować własnymi rękoma, Rogan za to wszystko ma jak na wyciągnięcie ręki przez to jaką ma opinię i ile pieniędzy posiada. Dwa tak różnorodne podejścia do życia nie mogą się skończyć nudą. Niektórzy zarzucają książce chaos pod względem akcji. można tak uważać, to fakt, ale jak dla mnie to całkiem zrozumiałe. Tam dzieje się wszystko, częstokrotnie wszystko naraz i bohaterowie po prostu muszą to ogarnąć najlepiej jak mogą. Mam wrażenie, że autorzy postawili bardziej na realność, czyli nie idziemy liniowo i zdarzenia nie dzieją się kolejno, tylko tak jakby było w rzeczywistości. Jak się wali, to wszystko i nie ma przebacz. Dla mnie naprawdę niesamowity plus.

      Co do bohaterów, to pokochałam ich jeszcze bardziej. Nevada zyskała na pewności siebie, sile charakteru (to nie tak, że go brakowało, po prostu tutaj jest jeszcze silniejszy), a do tego ma większą wiarę w siebie. Rogan odkrywa przed nami coraz więcej siebie, stając się odrobinę bardziej ludzki. Między tą dwójką cały czas iskrzy, to nie tyle napędza akcję, co jest po prostu naturalne i dodaje pikanterii podczas ich spotkań. Bardzo mi się podoba, że Rogan nadal jest sobą, stanowczym, bezwzględnym, upartym i zabójczym facetem, którego przeszłość zmieniła. W tym tomie jego przeszłość została trochę bardziej ukazana, dzięki czemu można zbliżyć się do niego, poznać, trochę bardziej zrozumieć. Normalnie w romansach w jego towarzystwie znajdowałaby się panna w opałach o uległym usposobieniu. Czy to opis Nevady? A w życiu! Laska prędzej użyłaby wszystkich środków jakie ma, by skopać mu dupę, nawet jeśli wiedziałaby, że przegra, niż stała się bezbronną księżniczką czekającą na swojego księcia na rumaku. Aż nie raz miałam ochotę krzyczeć “Do boju dziewczyno! Pokaż jak to robimy!”. Postać 3xF - fenomenalna, fantastyczna no i fajna. Dosłownie babka z jajami, która rządzi.
      Tuż obok naszej głównej dwójki stoi rodzina Nevady, fenomenalna ekipa, która rozwala system. Każda z nich zachowała swój charakter z poprzedniej części, a dodatkowo rozwinęła się, dorosła. Żadna z nich przeszła lekką metamorfozę przez zdarzenia w poprzedniej części, lecz nadal zostały sobą. Naprawdę uwielbiam tę rodzinę. Wręcz da się wyczuć miłość pomiędzy nimi, te więzi rodzinne, które ich spajają. A to, że każdy z nich jest w stanie poświęcić życie dla jakiegokolwiek członka rodziny jest cudowne! Łapie za serce!

      Jak ja się cieszę, że dalej opłacam Legimi i mogłam przeczytać drugą część tak szybko. Nie mogłam się doczekać. To jedna z tych historii, których części dalszej nie mogę się doczekać. I tak samo jest tutaj. Końcówka stawia czytelnika w takim momencie, że już natychmiast potrzebujemy trzeciego tomu, żeby wiedzieć co się będzie działo. Halo! Jak można nie powiedzieć jak się to zakończy! No i co się stanie z niektórymi osobami!
      Serię kocham, po prostu kocham i już wiem, że będzie leżała na półce “Kocham, nie oddam, jeszcze będzie stempelek, żeby nikt nie zajumał”. O tak, zdecydowanie warto! Polecam z całego serduszka!

18 października 2022

Czołg w garażu i wykrywacz kłamstw pod ręką, czyli "Płoń dla mnie" Ilona Andrews

Tytuł: Płoń dla mnie
Seria (tom): Hidden Legacy / Ukryte dziedzictwo (1)
Autor: Ilona Andrews
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 480
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2022

      Ilona Andrews, nazwisko, które kojarzę od czasu młodości, kiedy brylowałam pomiędzy romansami paranormalnymi. “Jej” seria o kate Daniels twardo trzymała się tuż obok serii o Mercedes Thompson, więc co chwilę o niej słyszałam. Tym razem booktube rozszalał się na temat serii Ukryte dziedzictwo, a dokładniej pierwszego tomu “Płoń dla mnie”. I dziękujmy Legimi, że wrzuciło na serwis i mogłam przeczytać!

      Nevada jest po dwudziestce i zajmuje się rodzinną firmą detektywistyczną. Przez chorobę ojca i dalsze komplikacje firmę i jej długi przejęła firma zewnętrzna, która proponuje dziewczynie zadanie nie do odrzucenia. Szansa na powodzenie misje wynosi zero, lecz pojawia się niespodziewana pomoc. Szalony Rogan zaś jest… Szalony i ma własne powody, by pomóc Nevadzie. Jednak okazuje się, że to wszystko jest początkiem większej sprawy.

      Kiedy dowiedziałam się, że Ilona Andrews to duet-małżeństwo, coś mi zaskoczyło i wiele wyjaśniło. Czytając widać, że nie jest to do końca ani damskie spojrzenie na historię, ani męskie, tylko właśnie zrównoważone, co jest jednym z większych plusów. Dodatkowo jestem fanką rozwijania akcji - na początku małe zadanie, który z każdym krokiem okazuje się coraz poważniejszą akcją! I to jest coś fenomenalnego. Wreszcie nie mamy bohatera wrzuconego w sam środek jakiejś wielkiej sprawy (a dość często ostatnio to spotykałam), tylko postać, która każdego nowego dnia dowiaduje się, że coraz bardziej zanurza się w gównie. I musi sobie poradzić! Do tego stworzenie logicznej całości, by z pozornie błahych spraw stworzyć spisek, całkowicie mnie kupiło.
Co do romansu, tak, pojawia się. Jednak jest on poprowadzony tak subtelnie, że nie kieruje całą akcją, on nie jest tu najważniejsze. Fakt, pomaga przy fabule, jest potrzebny w paru momentach, bo bez tego szlag by trafił i Nevadę i cały świat, ale nie jest główną osią fabularną. Dlatego też jeśli ktoś lubi książkę z akcją z nutą romansu, który dodaje pikanterii, to ta pozycja jest dla niego.

      Świat stworzony przez duet jest po prostu fantastyczny. Już nie chodzi o same moce, ale ich stopniowanie, umiejętności, które potrafią tylko najlepsi, tytuły, a nawet ogarnięcie genetyki, jaka moc z jaką się łączy i nie to coś niesamowitego! Tak jak to, kto jakie geny magiczne może przekazać, czego się w genach doszukiwać. Dla mnie to jeden z wyższych poziomów kreacji świata magicznego, co szanuję.

      Nevada jest kobietą charakterną. Ma swój system wartości i kurczowo się go trzyma. Zdecydowanie woli unikać “wyższych sfer magicznych”, jak ja to nazywam, czyli potężniejszych osób jak i Rodów, którzy mają władzę. Nie jest damą w opałach, bardziej rycerzem, który nie szuka księżniczki, a leci walczyć ze smokami, by chronić swój ród. Tak, to zdecydowanie dobrze opisuje dziewczynę. Dla rodziny zrobi dosłownie wszystko, by inni byli bezpieczni. A mimo to wszystko nadal jest kobietą i przy przystojnym facecie miękną jej kolana. Takie zestawienie idealnie odzwierciedla prawdziwość i naturalność człowieka, bo co jak co, ale każdy ma jakieś słabości, w tym również osoby, przy których nie do końca jesteśmy sobą. Ale największy plus jest taki, że pomimo wątku romantycznego, Nevada nie zachowuje się jak fiubździułka, której umysł nagle spowiła mgła irracjonalności, tylko mimo wszystko jest sobą, tak po prostu sobą i w swoim stylu próbuje ogarnąć co i jak.

      Cała grupa bohaterów jest świetnie skonstruowana. Każdy jest na swój sposób unikatowy, ale gdy przychodzi co do czego, dogadują się, lub wręcz przeciwnie, jeśli ich charaktery są po przeciwnej stronie. A co, to się w każdym kryje, nie widać na pierwszy rzut oka i czytelnika czeka nie lada niespodzianka. Chociaż i tak jestem wielką fanką babci Nevady. Dlaczego? Po przeczytaniu książki wszystko wiadomo! Podoba mi się, że postacie mające jakieś specyficzne zachowanie mają je nie dlatego, że tak się autorom spodobało, ale dlatego, że tak ta postać dojrzewała przez swoją historię, a do zajmują się one tym, czym normalnie by mogły się zajmować po wydarzeniach, które rozegrały się w ich życiu. Ta normalność, ludzkość, konsekwentność zdobyła moje serce.

      Jestem po prostu zachwycona książką. Historia, bohaterowie, świat magiczny to dokładnie stworzone dzieło, które ma za zadanie bawić jak i zachwycać czytelnika. Wsiąknęłam po całości i bawiłam się przednio. I tak, drugi tom już przeczytałam, ale o tym niebawem. Na tę chwilę powiem tyle - brać w łapki i czytać! 3xF - Fenomenalne, fantastyczne no i fajne!

31 maja 2017

"Wilczy Trop" Patricia Briggs

Tytuł: Wilczy trop
Seria (tom): Alfa i Omega (1)
Autor: Patricia Briggs
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 432
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2013

Hej Nat!
      Jak dobrze wiesz, w tamtym roku byłam na Falkonie i kupiłam sobie kilka książek. Cierpliwie leżały na komodzie w oczekiwaniu, aż po nie sięgnę. Jako że mamy już nowy rok, to moim postanowieniem czytelniczym jest zwiększenie czytanych w ciągu roku książek tak do około 70. Mam nadzieję, że mi się uda, a na sam początek wzięłam się za "Wilczy Trop"Patricii Briggs.

      Miałam wielkie oczekiwania co do tej książki. Słyszałam o tej autorce i wiedziałam jaki gatunek mniej więcej pisze. Mówiąc szczerze, nie bałam się, że mnie zawiedzie. Z niecierpliwością czekałam na chwilę czasu, by móc w spokoju rozkoszować się każdym słowem.

      Cała książka podzielona została na dwie części. Pierwsza, w Ameryce wydana jako dodatek, opowiada o poznaniu się Anny Latham i Charlesa Cornicka. Druga część za to opowiada o życiu Anny w rodzinnym domu ukochanego. Tam zaś zaczynają się kłopoty, giną ludzie, a Asil jest przekonany, że popada w obłęd. Do tego dochodzi zmarła kobieta i potężna czarownica.

      Pierwsza część to osiemdziesiąt siedem stron pełnych akcji, szybkiego rozwoju sytuacji i braku czasu na zastanowienie się. Tego wszystkiego było tak dużo, że aż byłam w szoku, że to wszystko działo się w tak krótkim czasie! Myślałam, że to były dni, może nawet tydzień, a tu nie! Ale byłam wręcz zachwycona. Idealnie wpasowało się w moje gusta. Zostaje nam przedstawiona Anna, kobieta niepewna siebie i zastraszona, ale na tyle odważna, że zadzwoniła do Marroka, szefa wilkołaków w tym kraju, by poinformować go, że się źle dzieje. Ten zaś przysyła egzekutora, swojego własnego syna, by zaradził sytuacji. Już na początku książki, na lotnisku widzimy humor, jaki będzie się rządził w tej książce i właśnie on kupił mnie całkowicie. Sam etap poznawania się tych bohaterów, ich sprzeczne charaktery sprawiły, że cały dzień spędzony z nimi był niesamowity. On spokojny, opanowany, stanowczy, ona bojaźliwa, chciałaby wszystko robić od razu. Co jest piękne, Anna nie jest zwykłym wilkiem. Jest Omegą, członkiem stada, który uspokaja całą resztę. Jak to zostało ładnie wytłumaczone w książce, jest kimś w rodzaju alfy, lecz bez tego pragnienia władzy. Pragnie opiekować się swoją rodziną, jednocześnie nie będąc przywódcą. Takie wilki są naprawdę rzadkie, więc jednocześnie są niesamowicie cenne. To, jak traktowali Annę w stadzie, jest wręcz nie do pomyślenia dla Charlesa po tym, jak dowiedział się kim jest kobieta. No i dodajmy do tego miłość od pierwszego wejrzenia. To, jak on zachowywał się w jej otoczeniu, było takie słodkie, że aż trudno było uwierzyć, że to ten sam facet, który zbija w walce. A jakby tak zestawić jego poranne i wieczorne zachowanie, to jak dwie różne osoby, które jednak mają coś ze sobą wspólnego, a do tego one tworzą całość, którą kocham.

      Druga część jest o wiele bardziej obszerniejsza. Historia jest bardziej złożona, no i możemy bardziej poznać bohaterów. Na samym początku wkurzyła mnie Anna. Zachowywała się sprzecznie ze sobą. Z jednej strony otwarta, z drugiej bojaźliwa, niepewna. Tak, jakby co jakiś czas przypominała sobie "hej! Byłam traktowana jak śmieć, muszę się bać dotyku". Naprawdę. Jakby musiała sobie przypominać, że boi się dotyku. Fajnie by było, gdyby jednak Anna została stworzona odrobinę bardziej rzeczywiście. Chociaż naprawdę podobało mi się, że ona kompletnie nie wiedziała co to znaczy być Omegą i to, jak poznawała swoje moce, swoją funkcję w stadzie, było jak najbardziej realne i mnie urzekło. Czytam wiele opowiadań, w których postać dostaje swoje moce i bum, najpotężniejsza osoba na świecie praktycznie bez treningu. Dlatego też naprawdę podoba mi się, że Anna nie od razu wie jak obchodzić się ze swoją mocą. Kolejnym plusem tej książki jest trzecioosobowa narracja. Chociaż co jakiś czas skakałam po różnych miejscach, to jednak wiedziałam wszystko co się dzieje i, przede wszystkim, nie gubiłam się w tym. Kolejny plus? A proszę bardzo! Chociaż jest to książka młodzieżowa, bohaterowie nie zachowują się jak nastolatkowie. Wilkołaki żyją długo, więc nabywają doświadczenia życiowego, co naprawdę widać w ich zachowaniu, stylu bycia. W tej części fajne było też to, że akcja nie skupiała się na głównych bohaterach, ale w centrum zainteresowania był ktoś inny. To było dla mnie nowe, ale pozytywnie to oceniam. Fajny pomysł, by nie wrzucać niedoświadczonej wilczycy jako powodu wszystkiego co złe. Ona jakby dołącza do tego co się dzieje.

      Jeśli chodzi o poznanie świata przedstawionego, to genialnie wszystko wyszło. Nie miałam góry informacji, których musiałam zapamiętać, tylko powoli, krok po kroku wraz z Anną poznawałam ten świat, te wszystkie prawa.

      Ogólnie książkę czytało się naprawdę szybko. Świat wciągnął mnie niesamowicie. Ale zaspoilerowałam sobie inną książkę, a dokładnie cykl o Mercedes Thompson, ponieważ Alfa i Omega to chyba dodatek. Nie pamiętam dokładnie pomiędzy którymi tomami można umieścić "Wilczy trop", ale ja lubię spoilery, więc nie przeszkodziło mi to. Praktycznie od razu chwyciłam za kolejne części, więc to coś znaczy, prawda? Niby romans, ale nie jest chamsko rzucony w twarz, tylko powoli wprowadzony. Akcja nie skupia się na relacji między Anna i Charlesem, tylko na społeczeństwie wilkołaków. Już samym tym kupiło mnie w całości! I wiesz co? Dzięki tej książce zaczęłam bardziej lubić wilkołaki. Bardziej niż wampiry! Szok!
Ściskam
Aga