27 lipca 2015

"Fantasy Lover" Sherrilyn Kenyon

Tytuł: Fantasy Lover
Seria (tom): Mroczny łowca (1)
Autor: Sherrilyn Kenyon
Wydawnictwo: St. Martin's Press
Liczba stron: 338
Gatunek: fantastyka, romans paranormalny
Rok wydania: 2002

Hej Nat!
      Od dawna zbierałam się, żeby napisać recenzję tej książki. Jak widzisz, wreszcie się udało!

      Z Sherrilyn Kenyon zapoznałam się podczas czytania jednej z książek z serii "Mroczny łowca". Żałuję, że w Polsce przetłumaczone zostały tylko 4 tomy, chociaż seria liczy ich ponad 30. A co najlepsze, wydawnictwo Mag nie wybrało pierwszych tomów do tłumaczenia.

      Nie wiem dlaczego wcześniej nie wpadłam na pomysł sprawdzenia na oficjalnej stronie pisarki listy tytułów z tej serii. Zrobiłam to ostatnio i... załamałam się. Okazało się, że zaczęłam czytać od 3 tomu! Na szczęście nie miałam większych problemów z wejściem do świata wykreowanego przez autorkę.

      "Fantasy Lover" to historia Grace i Juliana. Jest ona dość nietypowa, ponieważ Julian został uwięziony w książce wiele lat temu i, jako jej więzień i niewolnik, musiał oddawać się każdej osobie, która go przywołała. Konsekwencje braku seksu były nieprzyjemne, więc nie powstrzymywał się. Grace natomiast od dłuższego czasu nie miała mężczyzny. Za namową swojej przyjaciółki, Seleny, postanowiła wezwać mitycznego kochanka, chociaż nie wierzyła, że to w ogóle zadziała. Jak się okazało, zadziałało. I to naprawdę konkretnie. Od tego magicznego wieczoru Grace miała pod swoim dachem niewolnika seksu. Julian mógł się uwolnić jedynie dzięki kobiecie Aleksandra, a tak się złożyło, że nasza bohaterka na nazwisko ma akurat Aleksander. Jako, iż Grace naprawdę chciała pomóc Juliusowi, to musiała się powstrzymać od seksu z nim. Jak już wspomniałam, konsekwencje braku współżycia były dość nieprzyjemne, więc to zadanie było naprawdę trudne. Do tego, jak to w romansie, zaczęło rodzić się uczucie, które komplikowało całą sytuację.

      Historia z pozoru banalna, lecz intrygująca. Niby wiadomo, że wszystko będzie dobrze, to jednak czytając nie jesteśmy pewni, czy to się uda. A przynajmniej ja nie była pewna. Humor autorki nie jest naciągany, żarty są wplatane w sposób naturalny i przyjemny, więc niejednokrotnie uśmiechałam się do siebie. Jako, iż jest to książka erotyczna, nie zabrakło scen seksu. Nie były one wulgarne. Co to, to nie! Jednak były na tyle dokładne, że z łatwością mogłam sobie wyobrazić nie tylko ich razem, ale też to, jak się czuli przy sobie. No cóż... Pisarka nie ograniczyła się do opisania samego aktu, lecz też do gamy uczuć, które targały bohaterów. I dzięki temu o wiele łatwiej mogłam "wejść" w skórę Grace i wraz z nią odczuwać tą całą skomplikowaną, z jej punktu widzenia, i dziwną historię.

      Muszę przyznać, że pisarka naprawdę genialnie kreuje swoich bohaterów. Tak różnorodnych, a tak pasujących do siebie. Grace, stonowana kobieta, która wie, czego chce. W jej życiu królowała monotonia i nuda. Jako seksuolog była w każdym calu profesjonalna. Jednak przy Julianie poddawała się temu pragnieniu bliskości, ignorowała świat, który znajdował się dookoła, i skupiała się na mężczyźnie, który był idealny. Podobał mi się jej wewnętrzny spór, gdzie z jednej strony pragnęła Juliana, a z drugiej, przez swój charakter i naturę, była powściągliwa i nieśmiała. No i Julian. Seksualny niewolnik zaklęty w księgę. Po "wyzwoleniu" z księgi widać było, że robił to wielokrotnie. Od razu chciał zabrać się do rzeczy i był wielce zdziwiony, że Grace chce czegoś innego. Fascynowały go nowości w świecie, takie jak telewizor, co było naprawdę zabawne. Uwielbiałam momenty, kiedy już prawie zaciągnął Grace do łóżka, a ona nagle mówiła nie. To jego zmieszanie i niedowierzanie, że ktoś mu odmówił! Ogólnie Juliana jako postać uwielbiam! To wręcz idealny mężczyzna! Zaopiekuje się kobietą, sprawi jej przyjemność, a do tego nie jest śmierdzącym leniem. Tak, zdecydowanie ideał. Jego poczucie obowiązku było godne podziwu. Miał swoją godność, której nie utracił, mimo bycia niewolnikiem i wręcz popychadłem. Przez wieki usługiwał kobietom, co go zahartowało i wyrobiło pewnego rodzaju brutalność w jego charakterze. Niejednokrotnie współczułam mu tego, co przeżył i dziwiłam się, że nadal jest dość normalny.

      Co do samej książki, to zdecydowanie zakochałam się w niej. Historia napisana w sposób lekki, przyjemny, a do tego dość humorystyczny. Wiedziałam już jaki styl posiada autorka i nie zawiodłam się! Pochłonęłam ją w jeden dzień i żałowałam, że tak szybko się skończyła. Z wypiekami na twarzy i niecierpliwością czytałam chcąc dowiedzieć się, czy Julian zostanie uratowany i wreszcie będzie mógł wieść na pozór spokojne życie z ukochaną. No bo jak można żyć spokojnie będąc antycznym wojownikiem w XXI wieku? Żałuję, że Sherrilyn nie napisała, jak Julian poznawał nowy świat, nowinki technologiczne i wynalazki XX i XXI wieku. To byłoby coś genialnego. Ale zamiast tego mam cudowny romans paranormalny, który rozbawia, ale i pobudza! Zdecydowanie polecam!
     
Ściskam
Aga

26 lipca 2015

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" E. L. James

Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Seria (tom): Pięćdziesiąt odcieni (1)
Autor: E. L. James
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 608
Gatunek: romans, erotyka
Rok wydania: 2012

Hej Nat!
      Od dawna słyszałam o pewnej książce, Opinie były różne, jedne lepsze, drugie gorsze. Jednak stwierdziłam, że nie będę bazowała na recenzjach innych i... Sama postanowiłam ją przeczytać.

      Cóż mogę powiedzieć... Wiedziałam na co się piszę. Wiedziałam co mogę tu zastać. Ale nie wiedziałam, że aż w takim stopniu. Mimo wszystko dotrwałam do końca.

      O tej książce zrobiło się naprawdę głośno za sprawą filmu, który został wyreżyserowany właśnie na jej podstawie. To miała być książka, która rozbudzi moje zmysły, przez którą nie będę mogła spać. Niestety, przeliczyłam się. I to bardzo.

      Mówiąc w skrócie, jest to historia Any i Christiana. Anastasia, w zastępstwie za swoją przyjaciółkę, jedzie poprowadzić wywiad do pana Christiana Greya, który, nie dość, że jest obrzydliwie bogaty i jest szefem firmy, finansuje uczelnię, na której studiują obie dziewczyny. Aby było zmysłowo, jak to mówią, tę dwójkę ciągnie do siebie od pierwszych sekund, licząc w to wpadkę przy wejściu Any. Jak to w romansach bywa, flirt i namiętność pojawia się wszędzie. Christian próbuje zdobyć Anę, a Ana próbuje zrozumieć Christiana. Pojawiają się wspólne wyjścia, drogie prezenty i szpiegowanie Anastasi. Do tego wielka zazdrość i możemy czytać o "pięknych" scenach w wykonaniu naszych bohaterów. Do całej historii miesza się przyjaciółka Any, Kate, ktora zakochała się w bracie Christiana, Elliocie. Christian, jako ten mroczny i władczy, wprowadza Anę w nieznany dotąd gatunek seksu, jakim jest BDSM. Większość historii polega na przekonywaniu Any, by jednak spróbowała w to wejść, oraz pokazywaniu jej, że to jest fajne i przyjemne.

      Jedno mogę przyznać szczerze. Czyta się to szybko. Co do samej historii... Autorka po prostu przesadziła. Myślałam, że już w drugim rozdziale wyskoczą mi z książki i zaczną uprawiać przede mną seks. To by było dziwne. Poza tym, ja rozumiem, że ktoś nie lubi wprowadzenia do fabuły, do akcji, ale, jakieś powinno być! Tutaj zaś nie było go w ogóle. Ledwie się spotkali i już się w sobie zakochali / mieli na siebie ochotę. Przyznaję się bez bicia, że niektóre sceny były fajne, jak ta, gdzie Christian martwi się o Anę, gdy jest pijana w klubie, i zjawia się po nią, albo ratuje dziewczynę przed rowerzystą. Słodkie też było to, kiedy przyjechał do niej do mieszkania po tym, jak napisała, że chciałaby, by on był obok. Ale całą książkę mogę opisać  kilku scenach: namawianie do seksu, seks, płacz, rozmyślanie o tym, jaki wspaniały i tajemniczy jest Grey i wszystko od nowa.

      Co do samych bohaterów, to jestem zawiedziona. Anastasia Steel, kobieta z, prawdopodobnie, roztrojeniem jaźni. Jest ona, czyli niezdecydowana dziewczyna, która nie wie czego chce. Z jednej strony pragnie Christiana i zrobi dla niego wszystko, a z drugiej nie chce zrobić nic, bo się boi. Rozumiem ten dylemat, ale skoro się boi i przez niego płacze, a jego świat wręcz ją odrzuca, to dlaczego się zgadza? Jest jeszcze wewnętrzna bogini, która chyba kocha wszystko, co dziwne. Milknie przy Christianie i wręcz ekscytuje się, gdy wspomniany mężczyzna choć spojrzy na nią. Do tego macha pomponami niczym cheerleaderka i jest napalona praktycznie cały czas. A ostatnią częścią zawiłej osobowości Anastasi jest jej podświadomość, którą uwielbiam najbardziej. Praktycznie cały czas odnosi się z sarkazmem i kpi sobie z bohaterki i z jej postępowania. Całokształt tej kobiety prezentuje się wręcz fascynująco. Niezdarna, niezdecydowana, pragnąca czegoś "więcej", ale sama nie wiedząca czego. Do tego zakochała się w panie Greyu i jest gotowa zrobić dla niego wszystko, lecz na własnych zasadach, które nijak mają się do oczekiwań mężczyzny. Z jednej strony to pozytywne, z drugiej wie, że tym samym narazi się na gniew swojego "Pana", co z jej strony jest głupotą. Jej ulubioną czynnością jest przygryzanie wargi (owszem, można to robić nieświadomie, ale praktycznie cały czas? Nie wyobrażam sobie tego).

      Jest jeszcze Christian. Apodyktyczny, zimny drań, który chce sprawować kontrolę nad wszystkim. Ponad wszystko pragnie, by Anastasia stała się jego Uległą. Czuje się dziwnie, gdy odkrywa, że chce czegoś "więcej", niż to, czego oczekiwał do teraz od innych swoich partnerek seksualnych. Pragnie kupować swojej "kobiecie" drogie prezenty "bo może" i nie chce słyszeć sprzeciwu. Uwielbia karać i sprawiać ból. Przyjemność sprawia mu również szpiegowanie Any oraz zaskakiwanie jej swoją obecnością w różnych miejscach. Do tego zdecydowanie ma te pięćdziesiąt twarzy. Co sekunda inny humor, zupełnie jak kobieta. W jednej chwili żartuje, jest rozluźniony, a w następnej całkowicie poważny chce kogoś ukarać. Bycie tak nieprzewidywalnym jest niebezpieczne, nie tylko dla siebie, ale i dla otoczenia.

      Jedynymi znośnymi postaciami w całej książce byli Taylor oraz Kate. Taylor to był wojskowy i ktoś w rodzaju służącego Christiana. Cichy, lojalny i miły. Sama nie wiem czym podbił moje serce. A Kate? Kobieta wybuchowa, namiętna i nie bojąca się powiedzieć prawdy. Niejednokrotnie krzyczała na Greya, za co ją po prostu pokochałam! To, jak mu dogryzała i dopiekała było genialne! Sądziłam, że każdy będzie traktował Greya jak jakiegoś boga, a tu niespodzianka! Kobieta, która klnie na niego, jako wybawienie w tym całym gniocie! Miałam ochotę ją wycałować, ale zrobił to za mnie Elliot.

      Cała ta książka była dla mnie komedią. Śmiałam się praktycznie cały czas. Czytając pierwsze strony miałam wrażenie, że ktoś podmienił mi książkę i czytam jakieś "dzieło" 13latki! Przez większość książki "odkrywałam" jaki to Christian jest wspaniały, przystojny i seksowny, jak Ana chce się z nim kochać, ale się boi. Ona chce być uległą, ale nie chce. Oddaje mu się, a potem płacze. A potem znowu oddaje. I znowu płacze. Błędne koło! Jej rozmyślania robiły mi z mózgu papkę. Były momenty, że nie wiedziałam czy śmiać się, czy płakać. Tego nie da się do końca wypowiedzieć słowami. To jest zbyt dziwne, by można było rozłożyć na czynniki pierwsze. A jeszcze te sceny łóżkowe! Czytałam lepsze w książkach, które erotykami nie są! Tutaj wszystko było... dziwne! Tak po prostu dziwne! Nie chodzi mi, że BDSM, lecz opisanie tego wszystkiego. Jakby autorka na siłę chciała pokazać, że jest w temacie, kompletnie nie rozumiejąc wszystkiego dookoła.

      Jeśli chcesz poczytać dobrą literaturę erotyczną, bądź pikantniejszy romans, nie bierz się za to! Moje zmysły miały zostać rozbudzone, ale zamiast tego dostałam dość sporą ilość śmiechu. Nie warto sięgać po tą książkę. Zdecydowanie nie. Mój mózg krwawił i dość często nie mógł się pozbierać.
Ściskam
Aga

29 maja 2015

"Anioł" Dorotea de Spirito

Tytuł: Anioła
Autor: Dorotea de Spirito
Tłumaczenie: Agata Kowalczyk
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 304
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2010

Hej Nat!
      To już kolejny list do Ciebie, a ja kolejny raz nie wiem jak zacząć. Muszę o tym poczytać. Jednak nie dowiem się tego z książki, o której chcę Ci napisać.

      Dorotea de Spirito to pisarka, która swoją pierwsza książkę wydała w wieku 16 lat. Jednak "Anioł" to jej druga książka, napisana na wzór Romea i Julii.

      Książka zawiera w sobie losy dwójki bohaterów, Vittorii oraz Guglielma. Vittoria to anielica urodzona bez skrzydeł. Jej największym strachem było to, że nigdy się nie zakocha. Jednak pewnego dnia spotkała JEGO. Mężczyznę, który zawrócił jej w głowie. Z pozoru zwyczajny człowiek, który przyjechał do miasta wraz z ciotką, w rzeczywistości ktoś o wiele gorszy. Lecz czy na pewno? Możemy tu spotkać życie codzienne głównej bohaterki. Chodzenie do szkoły, przyjaciele, problemy typowej nastolatki. Życie w mieście przewraca się do góry nogami, kiedy ginie dziewczyna, anielica. Jedynymi stworzeniami zdolnymi zabić anioły są demony. Panika wywołana faktem, że przedstawiciel tejże rasy żyje wśród nich jest uzasadniona. I tutaj Vittoria ma wielki dylemat. Zaufać swojej intuicji i być z Guglielmo, czy jednak posłuchać innych i trzymać się od niego z daleka.

       Bohaterowie dosłownie jak z Romea i Julii. Ona delikatna, nieśmiała, on ten stanowczy, co walczy o związek. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby nie to, że czasami charaktery tych postaci były... Mdłe. Nie zawsze, ale jednak. Chociaż doceniam Vittorię za to, jak wspierała swoich przyjaciół, czy to podczas ich związku, czy wtedy, kiedy mieli kłopoty. A Guglielmo? Chciał chronić Vittorię, lecz jednocześnie chciał chronić siebie i swoją ciotkę. Nie jest to jakaś szczególna para, ot młodzi, którzy się zakochali... Oprócz tego, że pochodzą z różnych ras, nie wyróżnia ich nic szczególnego (no, jeszcze to, że Vittoria to anielica bez skrzydeł, o czym napisałam Ci wyżej).

      Co do samej historii, to jest całkiem przyjemna. Czasami nudnawa, ale jednak przyjemna. Dłużyło mi się czytanie, zwłaszcza po 1/3 książki, ale dotrwałam do końca. Banalna historia miłości z morderstwem w tle (jakoś mnie ono nie ruszyło). Rozczarowałam się. Spodziewałam się czegoś... wybitnie dobrego. Czegoś, co mnie wchłonie do reszty. A nawet nie zżyłam się z bohaterką i bez żalu skończyłam książkę. Może dlatego, że to dopiero druga książka pisarki. Albo dlatego, że wymagam zbyt wiele. Sama nie nie wiem. Ale... Nie napiszę, że polecam z całego serca, ponieważ miejscami wiało nudą. Moja opinia jest... neutralna. Ani to zbyt dobre, ani zbyt złe. Takie przeciętne. Mam nadzieję, że autorka wyrobi sobie styl, a następne jej książki, po które sięgnę, będą lepsze.
Ściskam
Aga

22 kwietnia 2015

"Honor Kobiety" Touria Tiouli

Tytuł: Honor kobiety
Autor: Touria Tiouli
Tłumaczenie: Maria Kowalska
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 122
Gatunek: literatura piękna
Rok wydania: 2007

Hej Nat!
      Czy czytając jakąś książkę miałaś kiedyś wrażenie, że część tekstu jest tam włożona na siłę, aby tylko zapchała strony? Doświadczyłam tego ostatnio. I mam dla siebie samej przesłanie. Nigdy więcej! Owszem, mogłam ją odłożyć, ale miałam nadzieję, że jednak coś się zmieni. I właśnie dlatego piszę do Ciebie. Chcę Ci opowiedzieć o pewnej małej, niepozornej książce.

      Honor Kobiety autorstwa Tourii Tiouli to spisana przez nią samą jej własna historia. Z opisu wynikało, że dostanę ciekawą powieść, która będzie trzymała mnie w napięciu, ale... Jak ja się myliłam! Gdybym sama miała to kupować, nie wydałabym ani grosza. Ale skoro to był prezent, to jednak się skusiłam. Najgorszy tydzień w moim życiu!

      Jak już wspomniałam, Touria opisuję historię, którą sama przeżyła.Ą teraz wyobraź sobie... Naiwna i bardzo ufna kobieta wychodzi do klubu. Tam spotyka mężczyzn, którzy ją zaczepiają. Gdy tylko dowiadują się, że owa kobieta pracuje w ambasadzie, przestają ją dręczyć. Kobieta wychodzi z klubu i widzi owych mężczyzn, którzy proponują, że podwiozą ją do domu. Nasza naiwna bohaterka zgadza się, a po chwili orientuje się, że została porwana. Nieznajomi wywożą ją i gwałcą, a właściciel domu, przy którym to się działo, kompletnie ją olał. Sprawę zgłosiła na policję i postawiono jej zarzut seksu pozamałżeńskiego. W tej chwili zamiast ofiarą stała się oskarżoną. Dodam jeszcze, że sprawcy tego czynu byli bogaci oraz z tak zwanej bogatszej części miasta.

      Historia sama w sobie straszna, bo przecież jak kobieta, dopiero co zgwałcona, może się nie załamać, gdy wisi nad nią wizja aresztu, albo czegoś gorszego, a do tego nie może opuścić kraju, ponieważ nie posiada własnych dokumentów, a za granicą czeka na nią rodzina, w tym małe dziecko. Do tego w krajach arabskich kobiety mają zdecydowanie mniejsze prawa niż mężczyźni, o ile w ogóle mają. Wszyscy starali się "pomóc" bohaterce, w wyniku czego kompletnie nie wiedziała co robić. Próbowała skontaktować się z byłym pracodawcą, czyli konsulatem, ale nagle, jakimś cudem, okazało się, że konsulat nie chce mieć z nią nic do czynienia, nawet w wielu swoich wypowiedziach informował, ze Touria u nich nie pracowała. Co najlepsze, wiele organizacji oraz osób, które kompletnie nie pomogły autorce, na sam koniec chwaliło się jak to oni się napracowali, by jej pomóc. No po prostu śmiać mi się chciało. Niby kraj rozwinięty, ale mentalność to z dalekich czasów, gdzie mężczyzna niczym jaskiniowiec miał jedyny głos w domu, a kobieta była tylko dodatkiem, by mu usługiwać.

      Niestety, to tylko połowa książki. Druga połowa to historia Emiratów Arabskich. Ja rozumiem, trzeba zapoznać czytelnika z kulturą, obyczajami i prawem w tym regionie, ponieważ są one specyficzne, ale pisanie całej historii? To było tak bardzo nudne, że prawie przy tym zasypiałam. Nie raz miałam ochotę wywalić tą książkę przez okno i czekać, aż jakiś pies ją dorwie i zrobi sobie z niej zabawkę. Na nieszczęście te dwie części były przeplatane między sobą, więc nie mogłam przekartkować historii państwa, by dostać się do głównego wątku. A szkoda, bo mi się naprawdę spodobał. Miałam wrażenie, że ta część informacyjna jest tylko po to, by książka nie była za cienka. Ma zaledwie 122 strony, ale, jak już wspomniałam, połowa z nich to informacje, w których około połowa jest niepotrzebna.

      Co do głównej bohaterki, to miałam mieszane uczucia. Z jednej strony jej współczułam, a z drugiej sądziłam, że była sama sobie winna. Opisywała siebie jako ufną i naiwną, co niestety się sprawdziło. Jak można wsiąść do samochodu dopiero co poznanych facetów, gdzie to właśnie oni jeszcze jakiś czas temu nas obrażali? No jak?! Dla mnie to po prostu nie do pomyślenia. Miała swoje chwile słabości, ale chyba każdy by miał, jakby był na jej miejscu. Jednak miałam ochotę potrząsnąć nią i krzyknąć, żeby wzięła się w garść. Rozumiem, że niewiele mogła zrobić, ale jednak czasami przesadzała. I nie chodzi tu o to, że nie potrafię się wczuć w jej osobę, bo nie potrafię. Nie zdarzyło mi się takie coś i nie wiem jak bym reagowała, jednak... To nie jest moja pierwsza książka tego typu, lecz pierwsza, jeśli chodzi o bohaterkę, która mnie denerwowała.

      Jeśli chcesz poczytać historię Emiratów Arabskich, to śmiało bierz to w łapki. Jeśli jednak chcesz zapoznać się z tragiczną historią kobiety, która z ofiary stała się oskarżoną, to niestety musisz być nastawiona specyficznie. Nie jest to łatwa książka, z trudem przez nią przebrnęłam i wiem, że nigdy do niej nie wrócę. Mam nadzieję, że kolejne takie książki będą lepsze.
Ściskam
Aga

2 kwietnia 2015

"Tajemnice starego dworu" Margit Sandemo

Tytuł: Tajemnice starego dworu
Autor: Margit Sandemo
Tłumaczenie: Lucyna Chomicz-Dąbrowska
Wydawnictwo: Pol-Nordica
Liczba stron: 150
Gatunek: literatura piękna; romans
Rok wydania: 2013

Hej Nat!
      Nigdy nie wiem jak zacząć do Ciebie pisać. Cholera, jednak listy to naprawdę trudna rzecz. Ale(!) nie piszę go bez powodu! Mam zamiar pomęczyć Cię dzisiaj z kolejną książką!

      Jest to "Tajemnice starego dworu" Margit Sandemo. Margit to norweska pisarka, z której twórczością pierwszy raz spotkałam się przy czytaniu "Sagi o Ludziach Lodu". Oprócz tego zapoznałam się z niektórymi pozycjami, wchodzącymi w skład "Opowieści Margit Sandemo". I właśnie "Tajemnice..." to jedna z tych pozycji!

      Jest to historia Cathariny, która już od dziecka była zaręczona z Malcolmem Jarncroną, dziedzicem Markanas. Jednak szkopuł w tym, że zna go jedynie z listów, które do niej wysyłał. Mężczyzna wielokrotnie przekładał swoje wizyty, aż wreszcie wysłał do swojej narzeczonej list, w którym zwalniał ją z danego słowa. Załamana kobieta przed nikim nie przyznała się do tego, ukryła list i wyruszyła do swojej ciotki, by następnie udać się do posiadłości Markanas i dowiedzieć się, dlaczego zaistniała taka, a nie inna sytuacja. Powodem tej wyprawy jest nie tylko ciekawość, ale również sympatia, którą bohaterka zaczęła czuć do Malcolma, oraz fakt, że jest najstarszą córką swoich rodziców i dopóki ona nie wyjdzie za mąż, nie mogą zrobić tego też jej młodsze siostry.

      Chciałabym Ci opowiedzieć o bohaterach, więc zacznę od Cathariny. Jest to córka właściciela kopalni. Z wyglądu różni się od swoich pięknych i pełnych temperamentu sióstr. Jest ciekawska i uparta. Kocha swoją rodzinę i nie chce jej martwić zerwaniem zaręczyn, więc wymyśla plan, by jednak mieć narzeczonego. Spodobała mi się tym, że postanowiła walczyć. Pojechała w nieznane, by odzyskać faceta, którego nawet nie widziała na własne oczy. To trochę dziwne, ale romantyczne. Wkurzające było to, że zakochała się w swoim byłym narzeczonym jak tylko go spotkała. Ja rozumiem, znała go z listów, ale to chyba nie wystarczy do prawdziwej miłości! A do tego pojechała tam pod innym nazwiskiem i praktycznie od razu wygadała mu się kim jest! Czy ona nie mogła poczekać? Ja rozumiem, to krótka książka, praktycznie harlekin, ale żeby być aż tak niecierpliwym?

      No i jeszcze nasz bohater. Malcolm to dziedzic Markanas. Dobrze wychowany, dba o swoich ludzi, troszczy się o nich. Do tego przystojny i wyrozumiały. Zerwał z Cathariną, by uchronić ją przez klątwą, która rzekomo została rzucona na jego posiadłość oraz rodzinę. W skrócie mogę opisać go jako ideał faceta, za którym poszłaby prawie każda kobieta.Chociaż mogę powiedzieć, że wydawał mi się zbyt idealny. Przechowywał wszelkie listy od swojej byłej narzeczonej w osobnym pokoju, ponieważ były dla niego niczym skarb. Romantyczne i tak bardzo nie w stylu dzisiejszych mężczyzn. Ale cóż się dziwić, przecież historia rozgrywa się w dawnych czasach, gdzie kobiety były tymi bezbronnymi osóbkami, które trzeba było bronić.

      Co do samej książki, jak na harlekina przystało, była krótka. Bardzo krótka. Skończyłam czytać w godzinę. Ale czego ja się spodziewałam, przecież widziałam jak "duża" jest ta książka. Jednak ta godzina była całkiem przyjemna. Nie nudziłam się czytając, a nawet mnie to wszystko zaciekawiło! Nie mogę jednak powiedzieć, że ekscytowałam się tak bardzo, jak przy moich ukochanych książkach. Po prostu... Przyjemnie się czytało i w sumie to tyle.Więc jeśli chcesz na chwilę oderwać myśli od problemów, to śmiało możesz sięgać po tą pozycję!
Ściskam
Aga