To już trzeci rok, kiedy byłam na Falkonie jako wolontariuszka. Dla niewtajemniczonych, Falkon to konwent miłośników fantastyki i nie tylko. W tym roku zabrałam ze sobą chłopaka i miałam nadzieję, że ten rok będzie wyjątkowy. I był. Wyjątkowo nudny... Zacznę więc od minusów.
Najbardziej zabolało mnie to, że nie było sceny. Była 2 lata temu, była rok temu, a w tym roku nie! I cały pokaz cosplay'u przenieśli do antresoli, czyli mało miejsca. A gdzie występowała Grupa Filmowa Darwin? Na auli, gdzie już 30 minut przed rozpoczęciem ich panelu nie było miejsca, a ja nie mogłam wejść wcześniej, ponieważ miałam dyżur. Normalnie oni występowali na scenie i praktycznie każdy mógł ich zobaczyć. W tym roku to wyszło okropnie.
Kolejne, miejsce dla graczy. Normalnie na scenie były pokazywane rozgrywki z komentarzami, albo można było zobaczyć jak ktoś gra patrząc z tyłu. W tym toku? Gracze byli niczym małpy w zoo. Nie żartuję. Odgrodzony klatką pokaźny teren, gdzie znajdowały się stoiska komputerowe. Wejście tam mieli tylko gracze i to nie przez główną halę wystawców, ale całkowicie inne wejście od zewnątrz.
Kolejny minus, taki mały, ale jednak, to wystawcy. W tym roku nastawiłam się na gadżety z LoLa, w poprzednich latach było tego pełno, to miałam nadzieję, że i w tym będzie dużo. Praktycznie nic nie było. Naprawdę! Najwięcej było podkładek, a tak to naprawdę niewiele rzeczy. O wiele więcej było z serii "manga i anime". Ja nie wiem, jakaś moda, czy co?
Następny minus to ustalenie sal. Ja rozumiem, brak miejsca i dużo prelegentów, ale przenoszenie sali z prelekcjami o mandze i anime do szkoły programowej mi się wybitnie nie podobało. Latanie tam i z powrotem, gdzie miałam jedynie (a może aż) 3 godziny wolnego pomiędzy dyżurami jakoś mi się nie uśmiechało. Było trochę wolnego miejsca w gamesroomie, tam mogli zrobić warsztatową kolejną i może by się udało. Niestety nie byłam w szkole programowej, więc się o niej nie wypowiem.
Najbardziej ubolewam nad tym, że nie kupiłam żadnej książki. Owszem, była promocja książki po 10/15zł, ale nie było żadnej, którą bym chciała. Ale stoisk z książkami było dość sporo. Nawet z komiksami było stoisko! Chata Wuja Freda, Makowe Arty i tak dalej. Szkoda, że nie było Lisich spraw :(
Co do plusów, to niektóre stoiska. Moja przyjaciółka na jednym z nich za 5 złotych wygrała chokera z kryształem Swarovskiego.
Podobały mi się niektóre prelekcje jak mity medyczne czy prelekcja o statystyce. A nawet tak sobie podobało mi się o sekcji zwłok. Widać było, że laska ma na tym punkcie świta. Wiadomo, czasami było więcej osób, czasami mniej. Najśmieszniej było, kiedy była cała aula ludzi, a nas prawie nie było widać. Musieliśmy pokazywać kartki "15", "10", "5" oraz "KONIEC", by prelegent nie musiał martwić się czasem. A jak pokazywać, jak nas nie widać?
Kolejną fajną rzeczą była arena, gdzie można było się nauczyć walczyć. Wiek? Nie grał tam roli!
A w niedzielę o godzinie 16 w gamesroomie...
I koniec Falkonu. Chyba równo o 16 wszystko zaczęło się składać. No to na koniec jeszcze trochę zdjęć!
A właśnie! Co kupiłam? Kalendarz dla leniwych buł sukcesu, przypinkę (a w zasadzie miałam ją za darmo na podstawie zdjęcia mojego i mojego ukochanego), no i dostałam swoją pierwszą alpakę! A w kalendarzu mam dedykację od Kobiety Ślimaka z jej autografem oraz autografy od Grupy Filmowej Darwin. Mniam!
Najbardziej zabolało mnie to, że nie było sceny. Była 2 lata temu, była rok temu, a w tym roku nie! I cały pokaz cosplay'u przenieśli do antresoli, czyli mało miejsca. A gdzie występowała Grupa Filmowa Darwin? Na auli, gdzie już 30 minut przed rozpoczęciem ich panelu nie było miejsca, a ja nie mogłam wejść wcześniej, ponieważ miałam dyżur. Normalnie oni występowali na scenie i praktycznie każdy mógł ich zobaczyć. W tym roku to wyszło okropnie.
Kolejne, miejsce dla graczy. Normalnie na scenie były pokazywane rozgrywki z komentarzami, albo można było zobaczyć jak ktoś gra patrząc z tyłu. W tym toku? Gracze byli niczym małpy w zoo. Nie żartuję. Odgrodzony klatką pokaźny teren, gdzie znajdowały się stoiska komputerowe. Wejście tam mieli tylko gracze i to nie przez główną halę wystawców, ale całkowicie inne wejście od zewnątrz.
Kolejny minus, taki mały, ale jednak, to wystawcy. W tym roku nastawiłam się na gadżety z LoLa, w poprzednich latach było tego pełno, to miałam nadzieję, że i w tym będzie dużo. Praktycznie nic nie było. Naprawdę! Najwięcej było podkładek, a tak to naprawdę niewiele rzeczy. O wiele więcej było z serii "manga i anime". Ja nie wiem, jakaś moda, czy co?
Następny minus to ustalenie sal. Ja rozumiem, brak miejsca i dużo prelegentów, ale przenoszenie sali z prelekcjami o mandze i anime do szkoły programowej mi się wybitnie nie podobało. Latanie tam i z powrotem, gdzie miałam jedynie (a może aż) 3 godziny wolnego pomiędzy dyżurami jakoś mi się nie uśmiechało. Było trochę wolnego miejsca w gamesroomie, tam mogli zrobić warsztatową kolejną i może by się udało. Niestety nie byłam w szkole programowej, więc się o niej nie wypowiem.
Najbardziej ubolewam nad tym, że nie kupiłam żadnej książki. Owszem, była promocja książki po 10/15zł, ale nie było żadnej, którą bym chciała. Ale stoisk z książkami było dość sporo. Nawet z komiksami było stoisko! Chata Wuja Freda, Makowe Arty i tak dalej. Szkoda, że nie było Lisich spraw :(
Co do plusów, to niektóre stoiska. Moja przyjaciółka na jednym z nich za 5 złotych wygrała chokera z kryształem Swarovskiego.
Gamesroom jak zwykle dał radę. Pod zastaw plakietki na szyję (chyba tak było, nie jestem pewna), można było wypożyczyć grę i grać ze znajomymi. A wybór był spory!
Podobały mi się niektóre prelekcje jak mity medyczne czy prelekcja o statystyce. A nawet tak sobie podobało mi się o sekcji zwłok. Widać było, że laska ma na tym punkcie świta. Wiadomo, czasami było więcej osób, czasami mniej. Najśmieszniej było, kiedy była cała aula ludzi, a nas prawie nie było widać. Musieliśmy pokazywać kartki "15", "10", "5" oraz "KONIEC", by prelegent nie musiał martwić się czasem. A jak pokazywać, jak nas nie widać?
Kolejną fajną rzeczą była arena, gdzie można było się nauczyć walczyć. Wiek? Nie grał tam roli!
Jak w tamtym roku, w tym można było odwiedzić kawiarnię/pub z Gwiezdnych Wojen! Wejść, zrobić sobie zdjęcie. Naprawdę dobrze wykonane!
Była strefa z retro grami, niestety było mało miejsc, a chętnych pełno, więc się nie dostaliśmy :(
Kolejny plus to, który dla niektórych jest minusem, wystawa Comic Conu. Wielkie to to było, głośne. Bardzo głośne. Rządziły basy, co mi się średnio podobało. Można było podejść, zrobić zdjęcie i w sumie to tyle. Spoko, ponieważ cosplay był na wysokim poziomie, a źle, ponieważ to było nudne...
A jeśli chodzi o cosplay... I tak, robione od tyłu, z boku, ponieważ miałam mało czasu dla siebie i robiłam w biegu :D
A w niedzielę o godzinie 16 w gamesroomie...
I koniec Falkonu. Chyba równo o 16 wszystko zaczęło się składać. No to na koniec jeszcze trochę zdjęć!
A właśnie! Co kupiłam? Kalendarz dla leniwych buł sukcesu, przypinkę (a w zasadzie miałam ją za darmo na podstawie zdjęcia mojego i mojego ukochanego), no i dostałam swoją pierwszą alpakę! A w kalendarzu mam dedykację od Kobiety Ślimaka z jej autografem oraz autografy od Grupy Filmowej Darwin. Mniam!


