Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sine Qua Non. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sine Qua Non. Pokaż wszystkie posty

27 stycznia 2023

Śpiąca królewna nie taka słodka jak się wydaje, czyli "Kołysanka dla czarownicy" Magdalena Kubasiewicz

      Dobra okładka działa cuda jako reklama. Bo znowu nią kierowałam się podczas wybierania kolejnej lektury na legimi. No i oczywiście dość znajome nazwisko, które latało mi gdzieś z tyłu głowy, dając znak, że chyba coś czytałam tej autorki. No i nie myliłam się! Wiedźma Jego Królewskiej Mości (tak, zaczęłam czytać od drugiego tomu, nie mam pojęcia dlaczego) była pierwszą książką Magdaleny Kubasiewicz, a teraz kolej na serię o Jagodzie Wilczek!

      Jagoda jest wiedźmą klątw, i to cholernie dobrą wiedźmą. Dlatego kiedy WMM ma problemy wagi ciężkiej, najczęściej zwraca się z pomocą do niej. Klątwa rzucona lata temu daje o sobie znać, Jagoda zyskuje uczennicę, której nie chciała, a po mieście panoszy się wiedźma szukająca zemsty.

      Po przeczytaniu książek z serii Ukryte Dziedzictwo od Ilony Andrews zapałałam sympatią do Urban Fantasy, więc byłam zachwycona, kiedy okazało się, że seria o Wilczej Jagodzie jest w tych klimatach. Byłam wręcz zachwycona, kiedy czytając nadal czułam atmosferę od Ilony Andrews, co jednocześnie było dziwne, bo przecież to zupełnie inni autorzy, a z drugiej strony cudowne, że nie musiałam opuszczać tej cudownej bańki z magią w naszym świecie. Co do samej fabuły, jestem zachwycona. Stworzenie niepozornego prologu, który nie tylko ma duże znaczenie w historii, lecz też poniekąd przedstawia nam wszystkie okoliczności jak i postać Jagody to naprawdę przyjemny początek. Zwłaszcza że w środku książki nie raz moje myśli wracały właśnie do niego, próbując łączyć wątki i szukać odpowiedzi. Jakby nie patrzeć, książka ta jest kryminałem fantastycznym, jednak nie odczuwałam tego klasycznego ducha kryminału, co mnie niesamowicie cieszyło (średnio lubię ten gatunek).
      Równolegle do prowadzonego śledztwa autorka wprowadza nas nie tylko w świat i opisuje nam jego funkcjonowanie, ale również przedstawia nam poniekąd rodzinę Jagody, która jest nie tylko specyficzna, ale i mega ciekawa. Czytając książki młodzieżowe często spotykałam się z zabiegiem unikania rodziny, to znaczy występowała ona tylko wtedy, kiedy musiała, zazwyczaj w bardzo nielicznych momentach, żeby nie było, że bohater nikogo nie ma. Tu jednak ta rodzina cały czas jest “aktywna”. I nie chodzi o fakt, że cała sprawa odnosi się do przeszłości rodu Wilczek, ale o to, że zawsze gdzieś ktoś jest, czy to wspomniany, czy zamieszany, ta rodzina po prostu tam jest. I jak dla mnie jest to bardzo dorosłe podejście do tematu, bo jakby nie patrzeć rodzinę jak się ma, to ona jest dookoła nas cały czas, a nie momentami. Zwłaszcza w książkach, gdzie rody mają swoją hierarchię i każdy pracuje na nazwisko.
      Ale wracając jeszcze do fabuły, wszystko mi się kleiło jak ryż do sushi. Wszystkie intrygi były tak dobrze przemyślane, że powoli tworzyły sensowną całość. Historia wciągnęła mnie już od pierwszych stron, nadając tempo pilnej sprawy, bo inaczej zginą kolejni ludzie. Praktycznie nie czułam przerwy by odsapnąć, co w innych książkach nie raz mi przeszkadzało, lecz tutaj było jakby na swoim miejscu. Przecież jeśli istnieje śmiertelne zagrożenie, jakim prawem mogę domagać się przerwy? Po prostu czułam się zaangażowana w sprawę, jakbym była partnerką Jagody, a nie biernym czytelnikiem. To pokazuje jak doszlifowany i rozwinięty warsztat ma Kubasiewicz.

      W tym wszystkim główną perełką jest Jagoda. Nie jest miłą dziewczynką, która uczy się czarów. Jest specjalistką od klątw, która powie co myśli, będzie uparcie dążyć do celu i weźmie odpowiedzialność za swoje czyny. Laska zna swoją wartość, jest cholernie pewna siebie, a to sprawia, że historia nie jest mdła ani przesłodzona. Jest charakterna, z pazurem (i historia i Jagoda). Jestem wręcz wniebowzięta, że Wilczek nie została zamknięta w jednej funkcji. Nie jest tylko czarownicą, albo tylko buntowniczką. Jest wszystkim. Jest specjalistką, wiedźmą od klątw, fenomenalnym detektywem, troskliwą siostrą, upartą wnuczką… I to wszystko tworzy niesamowity portret jednej osoby.
      Postacie drugo i dalszoplanowe są równie niesamowite. Sonia? Fantastyczna laska, która pomimo swojego wychowania poszła na swoje i dąży do spełnienia marzeń. Mario? Wkurzający facet, służbista, ale też ma serce. Nawet pojawiające się na chwilę postacie takie jak siostra Jagody są w pełni stworzone, mają swoją historię, osobowość, marzenia czy cele.

      Nie ma książek idealnych, to fakt, jednak czytając Kołysankę dla Czarownicy błędy, o ile jakieś były, po prostu umykały i nie zdawałam sobie z nich sprawę. Zostałam wciągnięta w niesamowitą historię, pełną fantastycznych momentów, genialnych bohaterów i cudownego świata. Zakochałam się w nim od pierwszych stron. I chociaż w każdej książce szukam romansu (nic nie poradzę, jestem jego fanką), tak tutaj jego brak mi zupełnie nie przeszkadzał! Ba, wręcz jestem przekonana, że mógłby coś zepsuć, bo to, co jest w tym tomie, ta cała historia, stanowi zamkniętą całość, której nie potrzeba ani nic mniej, ani nic więcej. Zdecydowanie polecam przeczytać!

  Tytuł: Kołysanka dla Czarownicy
  Seria (tom): Wilcza Jagoda (1)
  Autor: Magdalena Kubasiewicz
  Wydawnictwo: Sine Qua Non (SQN)
  Liczba stron: 310
  Gatunek: fantastyka
  Rok wydania: 2022

20 września 2019

"Moja lady Jane" Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton

Tytuł: Moja lady Jane
Seria (tom): Ladyjanistki
Autor: Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton
Tłumaczenie: Maciej Pawlak
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 432
Gatunek: fantastyka
Rok wydania: 2017
Hej Nat!

Jak dobrze wiesz, nadmierna reklama książki odstrasza mnie. To samo było z "Moją lady Jane". Była wszędzie. Dosłownie wszędzie. I chociaż spodobał mi się pomysł dodania osób zmiennokształtnych, to długo czekałam, by to przeczytać. Byłam też trochę zdystansowana, ponieważ aż trzy kobiety to pisały. Wyrok był jeden. Albo bardzo dobre, albo bardzo złe. Z trzech styli pisania nie mogło wyjść coś zwykłego. Ale przekonałam się, co nie?

"Moja Lady Jane" skupia się wokół trzech osób. Edward VI Tudor, król Anglii, powoli umiera na krztusicę i musi znaleźć kogoś, kto zajmie się państwem. Jane Grey, kuzynka Edwarda, jest osobą specyficzną, ponieważ ponad wszystko kocha książki. Ale to na nią spada obowiązek korony, gdyż takie jest życzenie króla. Gifford zaś to syn doradcy króla, a zarazem małżonek (z przymusu) Jane. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie końska natura mężczyzny, spisek, tajemnice, a dodatkowo zwierzęce tożsamości niektórych bohaterów. Cała trójka na stronach tej książki stara się odnaleźć siebie, zadbać o kraj, a jednocześnie ukarać winnych.

Na samym początku muszę wspomnieć, że najważniejszy w tej książce jest prolog. Autorki bezpośrednio piszą do nas, że traktują to jak zabawę, że nie jest to poważne, więc w skrócie, nie trzeba spinać tyłka, a jeszcze nam wytłumaczą cały świat. Tak w skrócie. I właśnie widząc to bez żadnego problemu możemy wpaść w otchłań, jaką jest ta książka. Jeżeli chodzi o samą fabułę, to jest ona na bazie prawdziwych wydarzeń. Historia Edwarda VI Tudora połączona z fantastyką. Będę szczera. Większość fantastyki, która dzieje się w "przeszłości", a którą czytałam, to fantastyka, gdzie dosłownie wszystko jest wymyślone, od władzy, aż po państwa. Miłą odmianą była pozycja, gdzie mamy rzeczywistą historię wzbogaconą o nową rasę, a mianowicie Eðianó (ewianów), którzy potrafią zmieniać się w zwierzęta. I właśnie dzięki temu ta historia mnie kupiła. Była czymś odświeżającym po dość niefortunnej serii, byłą lekka, zabawna, przyjemna, a do tego naprawdę ciekawa. Nawet przedłużenie życia króla Edwarda i Jane było dobrym wyborem, by jak najwięcej pokazać ze świata, które wykreowały te trzy kobiety. Dobrym pomysłem również było ukazanie myśli bohaterów. Każdy z nich miał inne spojrzenie na świat i co, co myśleli, a co robili, to zestawienie było wręcz cudowne. Cała historia była dla mnie spójna, nie zauważyłam luk fabularnych, za co daję plusa. Całość po prostu wciągnęła mnie do środka i kazała przeżywać przygody wraz z bohaterami, a to jednak coś znaczy.

Jeśli chodzi o bohaterów, to jestem jak najbardziej za. Przez całą fabułę każdy zachowywał się tak, jak został wykreowany. Na to zawsze będę zwracać uwagę. Jeśli chodzi o Jane, to pokochałam ją od pierwszych stron. Miłośniczka książek, która by tylko czytała? Identyfikuję się z nią! Idealne odwzorowanie mnie! Do tego jest odważna, uparta i jak trzeba, to tupnie nogą, a co! Jak się bawić, to się bawić! Dodatkowo stopniowo, wraz z rozwojem historii, dorasta, zmienia się. To jest tak dobrze wykorzystane, że nie mogę się doczekać kolejnych książek tych pań.

Durgą postacią, którą wręcz uwielbiam, jest Gifford. Ma mały problem, natury futerkowej, jak to mówili w Harrym Potterze. Za dnia jest koniem. Galopuje, żre trawę i sianko, a w postaci ludzkiej pisze wiersze. Udaje, że kiedy go nie ma, chodzi na dziewki, ponieważ dla niego lepiej mieć opinię rozpustnika, niż oznajmić, że jest się zmiennokształtnym. Cóż, to jego sprawa, ale to małe niedopowiedzenie bywało powodem wielu, oj wielu kłótni.

Ostatnią osobą jest Edward, nieśmiały chłopiec, marzący o prawdziwej miłości i pocałunku. To jedyna osoba, której kreacja niezbyt mi odpowiadała. Znaczy się, brakowało mi tego czegoś, co mogłabym nazwać "królewskością". Nie czuć było od niego aury króla, tylko zwykłego człowieka. A jednak powinien mieć w sobie to coś, coś, co widać u każdego władcy w większości książek. I mimo całego prologu, że to zabawa, to naprawdę tego mi brakowało przez całą książkę.

Bohaterowie drugoplanowi jak doradca, siostra króla, czy cała reszta zostały naprawdę szczegółowo wymyślone. Nie są to postacie jedne z wielu, które mają jakiś zawód, ale dostały naprawdę dopasowane cechy do swojego zadania. Każda jest inna, każda jest na swój sposób szczególna i każda wciągnęła mnie w historię. I tak, siostrę Edzia miałam ochotę zamordować widelcem z kiełbaską na końcu.

Ogólnie mówiąc jestem naprawdę zaskoczona, jak bardzo można zmienić historię wprowadzając tylko jedną zmianę, a mianowicie dodatkową rasę fantastyczną. Całe świat staje do góry nogami i dosłownie wszystko jest możliwe. Książka jest lekka, przyjemna i wciągająca. A przede wszystkim urocza. Idealna na jesienne wieczory, które właśnie nadchodzą. Otul się kocykiem, weź gorącą herbatkę i daj się porwać autorkom w ten cudowny świat. I chyba nabrałam ochoty do przeczytania książek o Tudorach. Ups?


Ściskam
Aga