26 października 2018

"Drzazgi" Joanna Bartoń

Tytuł: Drzazgi
Autor: Joanna Bartoń
Wydawnictwo: JanKa
Liczba stron: 172
Gatunek: literatura współczesna
Rok wydania: 2018

Hej Nat

Lubię niebieski. Tak po prostu. To on mnie uspokaja, a nie zielony. No i lubię nietuzinkowe okładki. Mieszanina tego sprawiła, że chciałam przeczytać tę książkę. No i fragment, który tutaj wstawiłam. Oj tak, on mnie zachęcił najbardziej. Dlatego też gdy tylko miałam okazję, dorwałam i czytałam "Drzazgi". A powiem Ci, że to nie było łatwe. Zmiana pracy, 12 godzin poza domem, ale udało się!

Ogólnie mówiąc, "Drzazgi" to historia Liliany, która zbyt szybko traci swoją miłość, zostając jednocześnie w ciąży. Jednak to nie jest jej wymarzona sytuacja. Sprawy się komplikują, a jej syn, już dorosły, popełnia zbrodnię. Sama jednak czuje się współwinna, ponieważ to ona wydała swoje dziecko na świat, i gdyby nie to, do przestępstwa by nie doszło. Retrospekcje naprowadzają nas na pewien trop, ale to może nie wystarczyć.

Sama fabuła nie jest jakoś energiczna, szybka, porywająca, ale za to wchłaniająca. Chociaż jest zbrodnia, nie jest to żaden kryminał. Mimo zawieszki literatury współczesnej, dla mnie pasuje tu bardziej jako powieść psychologiczna, ponieważ dochodzimy do takich momentów umysłu i duszy Liliany, że odkrywamy ją nagą, czystą, bezbronną. Mogę powiedzieć, że pierwsze strony tej książki były dziwne. Jakby zniechęcające nas do bohaterki, pokazujące ją w fatalnym świetle, a dodatkowo wszystko kręciło się wokół TEJ środy. Cały czas TA środa, TA środa i TA środa. I również przez cały czas zastanawiałam się, co to za środa? Co się stało? Dopiero z biegiem kartek, powoli wczuwając się w bohaterkę dowiadywałam się co się stało i jak odebrała to Liliana. Jak odczuła ten nóż prosto w serce. No bo czym innym jest zabójstwo profesora przez jej dziecko, kiedy sama uczyła go (chłopca, nie nauczyciela), że nawet pająków się nie zabija? Cała historia jest niczym podróż nie tylko w czasie, ale też w głąb podświadomości Liliany. Dlatego to wszystko mnie tak bardzo wciągnęło. Jak zazwyczaj w fantastyce mam bohatera i jest podróż, bądź cel, tak tutaj bohaterem poniekąd byłam ja sama, a moim celem było zrozumienie. Zrozumienie matki, która nie jest jak wszystkie, która nie kocha dziecka ponad siebie, nie poświęca mu całego czasu, a jednak czuje się za niego odpowiedzialna. Dodatkowo było to dla mnie coś nowego. Zazwyczaj w książkach to dziecko jest bohaterem, a rodzic albo je wspiera, albo jest tym złym. Taki mamy przedstawiony fakt, to wpływa na fabułę i koniec. Tutaj jest tak, jakbym weszła w głowę bohaterki i z tej drugiej strony widziała całą sytuację. Nie zawsze będąc w centrum akcji, ale jednak mając ogląd na całą sprawę.

Liliana. Matka. Sprawczyni sprawcy. Osoba, w której psychikę zaglądamy, i którą próbujemy zrozumieć. Postać stworzona z zamysłem i rozmysłem. Bardzo uczuciowa, empatyczna i wrażliwa, co nie raz ją gubi. Najbardziej przekonało mnie to, że była szczera. Chociaż z boku mogło wyglądać na to, że zwariowała, że myśli głupoty, to jednak idąc jej tokiem rozumowania, próbując ją zrozumieć, musiałam przyznać, że coś w tym jest, że to nie wzięło się znikąd, ale gdzieś była podstawa tego wszystkiego. Byłam autorce wdzięczna za to, że nie dostałam kolejnej typowej matki, ale coś więcej. Kobietę z problemami, która starała się poradzić z nimi, nie tracąc siebie. Liliany nie da się tak łatwo opisać. To kłębek przeszłości, wyrzutów, problemów i głębi. Ma przyjaciół, jednak najlepiej czuje się odosobniona. Myślę, że wiele osób może w Lilianie znaleźć kawałek siebie.

Autorka nie daje nam wszystkiego wprost. Wskazuje drogę, naprowadza, podpowiada tak, byśmy mogli wszystko zrozumieć, byśmy wręcz mogli poczuć to samo co bohaterka, byśmy mogli przede wszystkim zrozumieć, a dopiero potem osądzić. Sama historia zwraca uwagę, że nie każda matką chce nią być, a jeśli taka decyzja zapada, to dlaczego. Genialnie przedstawia zbrodnię nie ze strony zbrodniarza czy policjanta, ale najbliższej rodziny przestępcy, czyli coś, czego mi od dawna brakowało. Książka niebanalna, wciągająca, ale i wymagająca. Potrzeba dużo cierpliwości i zrozumienia, by wszystko odkryć. Jedyne co mi nie podpasowało, to finał. Spodziewałam się zupełnie innego. Jednak to tej lekturze uświadczyłam się w przekonaniu, że wystarczy jeden dzień, by całkowicie zmienić nasze życie. Jeden uczynek popełniony przez kogoś z rodziny i nasze życie już nie jest takie samo. I w sumie dzięki temu jeszcze bardziej doceniam życie, które mam. Zdecydowanie polecam. Kawał mocnej, głębokiej literatury, która nie podpasuje każdemu, ale spróbować, warto, prawda?

Ściskam,
Agu

0 komentarze:

Prześlij komentarz