12 grudnia 2017

Recenzja #30 Joanna Makepeace "Angielska róża" / 12 zdań

Czytam romanse i harlequiny, to nie jest wielka tajemnica, dlatego też szukałam czegoś wyjątkowego, czegoś w miarę dobrego. Na ten tytuł trafiłam przypadek przez znajomą, która mi go podesłała i wcale nie żałuję.
Jest to romans historyczny z Wojną Dwóch Róż w tle, ale wyjątkowe jest w tym to, że to tło ma duże znaczenie na historię, że ma wielki wpływ na losy bohaterów. Historia skupia się na Rosamund, kobiecie, która szuka zaginionego brata, przez co dostaje się do obozu żołnierzy. Z racji, że strona sir Simona wygrała, całe tereny przynależne do Kinnersley weszły w jego majątek, co spowodowało, że nasza młoda bohaterka była pod jego opieką.
Sami bohaterowie zostali cudownie wykreowani, odpowiednio do epoki i statusu społecznego, no i oczywiście płci, bo to ma wielkie znaczenie. Zakochałam się w Rosamund, w jej upartości, ale i kobiecości, miałam ochotę kopnąć w tyłek Sibyl i wywalić ją z posiadłości, a jednocześnie pragnęłam osobiście poznać sir Simona, ponieważ, co tu dużo ukrywać, spodobał mi się. Cała historia jest spójna, logiczna, cudownie wykreowana. Bardzo, ale to bardzo spodobało mi się zakończenie. Było oczywiste, ale tak przyjemne, ze żadne inne by nie pasowało. Nic tu nie dzieje się zbyt długo, albo zbyt wolno, jakby taka historia przydarzyła się w rzeczywistości!
Książka jest dość krótka, co ma swoje plusy, może być swego rodzaju przerywnikiem pomiędzy czytaniem, ewentualnie dodatkiem do kominka, herbatki i śniegu za oknem, ale też minusy, ponieważ dla mnie było zbyt krótkie i mogłabym się rozkoszować o wiele dłuższą historią, dlatego też zdecydowanie i definitywnie polecam!

Tytuł Angielska róża
Autor Joanna Makepeace
Tłumaczenie Bożena Kucharuk
Wydawnictwo Harlequin
Liczba stron 280
Gatunek literatura obyczajowa, romans
Rok wydania 2008

8 grudnia 2017

Nowy post od nowego recenzenta

Cześć,
dużo czasu minęło zanim zaoferowałam swoją pomoc w tworzeniu tego bloga - chyba jakieś trzy miesiące. Będę tutaj recenzowała dla Was japońskie anime. Zanim zacznę, chciałabym się przywitać i opowiedzieć trochę o tym.
Nazywam się Iza, zanim trafiłam na anime interesowałam się kulturą japońską, ale tak tylko z doskoku. W pewnym momencie mojego życia, odkryłam, że powinnam spełniać moje marzenia, a nie żyć z dnia na dzień. Tak zaczęła się przygoda z kimonami, językiem i ogólnie z Japonią, a gdzie anime?
Mój mąż od dziecka ogląda Naruto (obecnie Boruto), jak zamieszkaliśmy razem dalej to robił, a ja nie rozumiałam fabuły, tak więc w pewne wakacje nadrobiłam zaległości i tak mi się spodobało.
Anime zazwyczaj jest oparte na mandze, jeśli jakiś odcinek nie jest związany z mangą - jest wymyślony przez twórców, nazywa się go fillerem. Zazwyczaj nowy odcinek wychodzi raz w tygodniu.
Po pierwsze będę oceniała fabułę anime, czyli razem z fillerami i co najważniejsze będę oceniała serie danego anime, ponieważ często jest tak, że trafiam na coś już po zakończeniu nadawania.
Nie będą to profesjonalne recenzje, będą to po prostu moje przemyślenia na temat danego odcinka czy serii. Mam nadzieje, że Wam się spodoba :)

7 grudnia 2017

Kącik z Angie #1 Thor: Ragnarok

Rok: 2017

Kącik z Angie to seria postów, w których komentujemy (ja i Angie) obejrzane przez nas filmy. Przekrój jest szeroki – od komedii romantycznych, przez komedie, aż do fantastyki i filmów obyczajowych. Uprzedzam, będą tu wielkie spoilery i nasze opinie, więc za urazy nie odpowiadamy.

Jeśli ktoś nie oglądał tej części, niech nie czyta naszych komentarzy!


Zacznijmy od tego, że obie uwielbiamy świat wykreowany przez Marvela i nie mogłyśmy się doczekać filmu, dlatego na pierwszy ogień idzie “Thor: Ragnarok”. Jak ci się podobały zwiastuny?

Zwiastuny były mega! Jak je oglądałam, miałam ciarki na całym ciele, ale może to efekt tego, że wyczekiwałam nowego “Thora” już od samej daty zapowiedzianych zdjęć. Bardzo zaciekawiła mnie nowa postać. Chodzi mi tutaj o Helę. Zdziwiłam się, gdy okazało się, że Marvel nie trzymał się aż tak dobrze mitologii nordyckiej, aczkolwiek nie przeszkadzało mi to.

A mi odrobinę przeszkadzało. Jestem wielką fanką mitologii i tak z lekką boleścią w serduszku patrzyłam, jak zmieniona została mitologia. Patrzałam na film i miałam takie WTF?!, ale skąd, dlaczego, jak? Przecież ona jest kimś innym, a on powinien być taki i taki. Dopiero po odizolowaniu mitologii od uniwersum w miarę spokojnie mogłam to oglądać.

Ale przyznaj, że ciekawie poprowadzili jej postać.

Oprócz rogów, wszystko mi się podobało. Hełm wyglądał, jak rogi jelenia zrobione z gałęzi.

O, tak! Też miałam takie wrażenie!

Wracając do zwiastunów, podobało mi się to, że wszystkie sceny z nich miały miejsce w filmie. Nie raz spotkałam się z tym, że zwiastun w połowie składał się z jakichś dodatkowych scen, których w filmie nie było, ani odrobinę. No i najważniejsze, w zwiastunach nie zawierały się wszystkie najlepsze sceny.

No nie żartuj! Ja jeszcze się z tym nie spotkałam! W takim razie cieszę się, że Marvel nie zrobił takiego numeru. Powiem ci, że Hela zadziwiła mnie też tym, jak rozwaliła młot Thora. JEDNĄ RĘKĄ!!!


W tamtym momencie myślałam, że Marvel zwariował i coś mu się pomieszało z logiką. Aż miałam ochotę go wyłączyć, ale stwierdziłam, że dam szansę na wyjaśnienia. W mitologii to krasnoludy zrobiły ten młot dla Thora na prośbę Lokiego, który to obciął złote włosy Sif. Za karę musiał je oddać, więc zawiązał współpracę z krasnoludami. Ale wytłumaczenie marvelowskie naprawdę mi się podobało. Tak samo koncept światów. Z tego, co zauważyłam, nie ma dwóch takich samych światów – każdy ma jakąś cechę charakterystyczną, czymś się wyróżnia. Widać, że nie poszli na łatwiznę. Dziwi mnie tylko jedno, jak Thor i Loki byli w tęczowym moście, i jak Hela ich wypchnęła, to jakim cudem oni wylądowali na drugim końcu wszechświata? Czyżby Ziemia była blisko Sakaar?

Mnie zastanawia co innego – jakim cudem oni wylądowali na tej samej planecie? Czyżby Waititi nie miał innego pomysłu na połączenie dwójki braci razem?

Jakby byli na innych planetach, byłoby za wiele zachodu, żeby ich połączyć. A tak to Loki znowu wyszedł na tego cwanego, który kombinuje, a Thor na lekkiego przygłupa myślącego mięśniami.

Nie do końca się z tym zgodzę, ponieważ z każdą częścią, gdzie Thor występuje, widać znaczącą zmianę w jego charakterze i usposobienia. W pierwszej części Thora masz, że chciałby tylko walczyć w chwalebnych bitwach, nie przejmując się tym, co ludzie o nim pomyślą, ani też sam nie chciał uznawać rozmowy za pewien sposób bitwy, aby uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi.

Chodzi mi o to, że Loki najpierw myśli, potem bije, a Thor zazwyczaj najpierw bije, a potem myśli. Ale owszem, z czasem Thor pokazuje, że jednak ma mózg i wie, jak go używać.

To źle brzmi, jak na takiego bohatera, haha.
Ale taka prawda! Czasami pomyśli, ale większość czasu chce bić. Chociaż zaimponował mi podczas walki z Hulkiem, chciał na spokojnie to ogarnąć, zaczął go uspokajać, jak to robiła Czarna Wdowa. Może bał się, że zostanie pokonany?
Nie wydaje mi się. Po prostu nie chciał bić przyjaciela, a kołysanka nadała się idealnie, aby go uspokoić. W sumie nie szkoda mi, że nie podziałała, bo gdyby ten sposób się sprawdził, ta scena nie byłaby taka śmieszna.
A ja bym chciała zobaczyć, jak kołysanka działa i Hulk zmienia się w Bannera, wtedy cały tłum straciłby pupilka. A nawiązując do samego Hulka, to powiem, że osoby odpowiedzialne za efekty specjalne, a szczególnie za komputerową wersję Zielonego, bardzo mnie zaskoczyły i to pozytywnie. W tej części filmu twarz potwora bardzo przypominała twarz Bannera, o wiele bardziej, niż w poprzednich częściach. No dobra, bądźmy szczere, w poprzednich w ogóle go nie przypominała.
...i akcja byłaby baaardzo przewidywalna. Gdyby odsłonili twarz doktorka zbyt wcześnie i przed tłumem, scena, gdzie Złomiarka 1742 – Walkiria – spotyka Bannera i nie wie kim jest, aż do momentu walki na Bifröście, byłaby zbędna. W dodatku, jak chodzą po mieście złomu i wiecznego śmietniska, jak to nazwałam Saakar, też byłaby niepotrzebna, bo szybko społeczność, którym rządzi Arcymistrz, znalazłaby zbiegów.
No to przejdźmy do nowej postaci, Heli! Helusia! O Hela, twoje ciało mnie onieśmiela! Tak, ta piosenka była ze mną przez kilka godzin, odkąd dowiedziałam się, że przetłumaczyli Hel na Helę. Nie mogłam przeboleć. Ogólnie podobał mi się cały koncept postaci, jej powód do zemsty i zachowanie. Chociaż czasami wydawała się być postacią typu przywróćmy blask i chwałę Asgardowi, a zaraz potem zabiję wszystkich!, co się ze sobą kłóci.
Wiem o co Ci chodzi, jej:
Mój ojciec nie żyje. Jego synowie także – nie ma za co.
Ale to nie musi się ze sobą kłócić. Może i chciała przywrócić chwałę Asgardowi, ale była to tylko przykrywka, aby móc dalej mordować. Wprawdzie nie bez przyczyny jest Boginią Śmierci, więc jej zabiję wszystkich jest jak najbardziej uzasadnione.
W początkowych scenach w sali tronowej pokazała nam swoje pobudki. Rozwaliła sufit, dzięki czemu ukazały się starsze malowidła, które sławiły ją i Odyna jako potężnych najeźdźców. Owszem, jej tatuś, powstrzymał się na dziewięciu światach, ale całość fajnie nam zarysowało jej charakter, pragnienie władzy i zabijania. Ale mimo to, dla mnie się to kłóciło, momentami była przemiła, aby zaraz być potworem. Jakby bardziej to wyważyli, byłaby idealna, lecz teraz jej zachowania balansują na krawędziach.
A jakbyś ty się czuła, gdyby własny ojciec zamknął cię w jakiejś dziurze, gdzie twoje ambicje nie mogłyby zostać zaspokojone? W dodatku Odyn opamiętał się w podbijaniu światów, ponieważ zauważył, że to nie jest dobre. Ale Hela tego nie rozumiała i jak sam Wszechojciec powiedział: Jej chęć mordu była nie do opanowania. To mówi samo za siebie.
No właśnie, chęć mordu, Bogini Śmierci, a czasami była milusia jak ciocia Hela z wesela. To mi się kłóciło, że mówiono o niej jako ta zła, najgorsza, a tak naprawdę jednak była dość przyjazna. Czasami. Normalnie dysonans poznawczy. Ale plus, że nie była zła dlatego, że była zła, tylko miała jakieś logiczne powody.
Uważasz, że sama Śmierć zawsze jest zła?
Nie, ale tak była przedstawiona. Tak, jakby zrobili milutką dziewczynkę, która bawi się lalkami, po chwili morduje sąsiada, by w następnej chwili znowu bawić się lalkami. To przerysowany przykład, ale coś podobnego czułam przy Helusi.
A ja nie, bo popatrz na to z tej strony: gdyby Hela była przez cały czas zła i mordowała innych, to nie miałaby ludu, który był jej jednak potrzebny chociażby do skomponowania armii. Armię tę, z kolei, potrzebowała do podboju innych wszechświatów.
Ale jej lud był powstały z martwych przez wieczny ogień. Tak samo, jak obudziła Fenrira.
Też fakt, choć w sumie umarli to nie to samo, co żywi ludzie.
Ona jest Boginią Śmierci, więc ma władzę nad umarłymi. Nic dziwnego, że się jej słuchali. Poza tym chciała panować nad Asgardem, podbić inne światy… Ale jak tu podbić, kiedy przez nią Asgard pustoszeje? Chciała mieć jedynie Asgard jako miejsce czy jako całość? Bo jak miejsce, to brawo, właśnie tak powinna robić. Jednak ona jest w miarę inteligentna i powinna inaczej to zorganizować, żeby zyskać lud. Ale mniejsza o to. Jak ogólnie oceniasz Helusię?
Szkoda mi, że wystąpiła tylko w tej części. W sensie, że umarła. Chociaż znając Marvela i ich koncepcję na bohaterów, możliwe, że Surdu – Ognisty Gigant – wcale jej nie zabił. Ogólna ocena brzmi tak, że postać Heli podobała mi się – jej zachowanie było w miarę logiczne i przemyślane, przez co całość nie była przesadzona.
W sumie też mi jej było szkoda. Mimo tego, co napisałam powyżej, polubiłam ją. Jej wygląd najbardziej mi się podobał, jak nie miała na sobie rogów. Gdy tylko je zakładała, wołałam: ślimak, ślimak schowaj rogi! Chciałabym ją kiedyś jeszcze zobaczyć. A co uważasz o Lokim i Thorze? Niby bracia, ale zupełnie różni. Jeden kombinuje, co zrobić, by mu było najlepiej, drugi unosi się honorem i walczy w imię wyższego dobra.
Nie zapominaj, że nie są biologicznymi braćmi. Choć to nie zwalnia ich z bycia podobnymi. Wiele daje wychowanie, a to mieli bardzo dobrze zapewnione.
Nie zapominam, ale właśnie ta różnorodność w nich mi się najbardziej podoba. Genialny kontrast, który został należycie użyty.
Opowieść Thora mnie zabiła:
Raz, jak byliśmy dziećmi, to skubany zmienił się węża, bo wie, że uwielbiam węże. Wziąłem go w ręce, żeby go obejrzeć, a wtedy przybrał znów ludzką postać i krzyknął «To ja, twój brat!» i dźgnął mnie w brzuch. Mieliśmy po osiem lat.
Mnie też! Od dawna wiedziałam, że Loki kocha swoją przybraną rodzinę i jest zły przez swoją naturę psotnika, ale właśnie takie historie i sceny, gdzie widać ich miłość mnie rozczulają. O tak, w tej opowieści widzę miłość. Czy to dziwne?
Absolutnie nie. Miłość i zrozumienie widziałam w ich oczach, gdy rozmawiali szczerze w windzie. Choć szczere rozmowy nie sprawdzają się w ich rodzinie, to jednak mam inne zdanie na ten temat. Po prostu nigdy tak nie rozmawiali, a nawet więcej: nigdy nie próbowali. Przez charyzmę Thora i niepewność Lokiego – a to dziwna mieszanka – z której powstawały różne sytuacje, nie nadały się do prawdziwej, szczerej rozmowy.
Nie dziwię się. Loki ma naturę psotnika, jest Bogiem Kłamstw. Przecież, jak mamy dziecko, które ciągle robi żarty, nie bierzemy go na poważnie. Loki jest często traktowany właśnie jak takie dziecko, co psoci, a nie jak poważny syn Odyna. Dzięki temu wiele mu uchodzi na sucho, ale też ma problemy. No i czuje się niedoceniany. Takiego właśnie Lokiego przedstawia Marvel. W poprzednich filmach było wiele konfliktów pomiędzy braćmi, a jednak nadal widać było ich miłość, a nie czystą nienawiść. Wiadomo, rodzeństwo się często kłóci i to również było tu pokazane, chociaż na wyższym poziomie, przez to, że są bogami.
Ale docenił go w końcu Heimdall! Kiedy Lokuś przybył z odsieczą!
– Witaj w domu. Wiedziałem, że wracasz.
– Coś nowego.
Tak, wtedy tak, bo Heimdall ma zdolność widzenia i słyszenia wszystkiego. Najwidoczniej musiał przejrzeć jego zamiary.
Z kolei, po drugiej stronie barykady stoi Thor. Mimo że Loki chciał przejąć władzę nad jego ukochaną Ziemią i przez inne niewybaczalne rzeczy, dalej go kochał i potrafił mu wszystko wybaczyć.
Od samego początku podobała mi się koncepcja tych braci. Widziałam, jak dojrzewali, zmieniali się i, co najlepsze, efekt widać w tej części. Zawsze podobał mi się dobór aktorów, oni naprawdę wczuwają się w swoje role. Wydaje mi się, że Chris i Tom musieli spędzać ze sobą dużo czasu, żeby zagrać tą miłość braterską. Wykreowane przez nich postacie są na swój sposób zabawne – mimo że są różni, to ich teksty są śmieszne, ale jednocześnie naturalne, a momenty z dowcipami były przegenialne! Jednak największe show zrobił Korg!

On ukradł cały film. Najlepsza postać! Na początku nie wiedziałam jak się nazywa, nie zwróciłam na to uwagi, więc nazywałam go Gruzek, a to przez tekst Bardziej z gruzu, o widzisz, tak ciągle sypię się. A potem kupił mnie słowami Mnie dają tylko na cieniasów, żeby rozgrzać publikę. Taka zapchajdziura.
Mnie też! Uwielbiam gościa!
– Szkoda, że nie mam swojego młota.
– Masz młotek?
– Rzadka rzecz, był zrobiony z takiego dziwnego metalu, z serca gasnącej gwiazdy. Jak się nim szybko zakręciło, to nawet można było na nim latać.
– Latasz na młodku?
– Nie, no co ty. Nie latałem na nim.
– To co? On latał na tobie?
– Nie, nie, nie. O taak trzeba było szybko zakręcić i on wtedy wyrywał mnie…
– O rzesz w mordę… Młotek cię wyrywał?
– Unosił, porywał, tak ciągnął w przestworza i się leciało. A jak go odrzuciłem, to do mnie wracał.
– Wygląda na to, że z tym młotkiem łączy się zażyła relacja i kiedy go straciłeś, to tak, jakbyś stracił kogoś bliskiego.
– A wiesz? Ładnie powiedziane.
Może i była to poboczna postać, ale dla mnie mógłby powstać film o nim. Facet nie dość, że genialnie gra, to jeszcze teksty ma takie, że można spaść z krzesła!
Zgadzam się w stu procentach! Załóżmy jakąś petycję, aby zrobili spin-offa o jego postaci!
To teraz zbieramy podpisy i wysyłamy! Ale patrząc na Korga przypomina mi się Walkiria. Szkoda, że nie było podanego jej imienia, ale ogólnie postać niczego sobie. Z charakterem, pewna siebie, taka bad girl. No i pije jak Polak. Tak, wiem, stereotypy, ale jakoś tam mi do głowy wpadło. Ogólnie Walkiria została przedstawiona jako kobieta wyzwolona, która zarabia na siebie typowo męską pracą, ale jednocześnie nie traci ze swojej kobiecości. Całkowicie na plus. Chociaż w scenie, kiedy mówi Thorowi, że jednak chce walczyć, byłam pewna, że to Loki się pod nią podszywa. Słowa nie pasowały do obrazu, jaki nam pokazała do tej chwili.

Zakładam, że to nie jedyny jej występ w produkcjach marvelowskich, więc będziemy miały jeszcze okazję, aby poznać jej imię. W dodatku czułam mały niedosyt, gdy była mowa o Walkiriach. Coś podejrzewam, że Złomiarka jeszcze nie raz nas zaskoczy, a nawet liczę na to, że wytrenuje kolejne pokolenie tych wojowniczek.
Ogólnie patrząc na koncept Walkirii, byłam zadowolona. Latały na pegazach! Kocham pegazy i inne mityczne stwory. Szkoda tylko, że ona jest tą ostatnią, ale kto wie? Chociaż ogólnie Walkirie to córki Odyna, a Odyn nie żyje. Chyba że Marvel wymyśli, jak to obejść.
To musiało pokazywać, jak bardzo Hela była silną boginią, skoro udało jej się wyrżnąć prawie cały legion legendarnych wojowniczek. Nie zapominaj, że nasz kochany Marvel nie wykorzystuje mitologii tak, jak należy, tylko zmienia ją wedle uznania.
Dlatego mam nadzieję, że coś wymyśli. Chciałabym jeszcze zobaczyć cały oddział Walkirii. A co powiesz o Hulku i Doktorze Strange’u? Mnie urzekło to, że ten drugi chociaż na chwilę się pokazał. Mimo że jego pięć minut naprawdę trwało kilka minut, to mnie oczarował. Był sobą, a jednocześnie idealnie się wkomponował w film.

A mnie denerwował. Pomimo tego że był tym wybitnym lekarzem, którzy szybko się uczy, to diametralna różnica pomiędzy postawą w jego własnym filmie, a tym, co zostało zaprezentowane w “Thorze”, jest zbyt duża jak dla mnie. Choć w sumie nie jest to aż tak dziwna sprawa, ponieważ wystarczyłoby określić, ile lat mogło minąć od momentu, w którym zaczął się uczyć, do tego w obecnym czasie.
Nie wiadomo, ile lat minęło od filmu o Doktorze. Od ostatnich Avengersów minęło dwa lata, było to powiedziane, kiedy Thor wyjaśniał, że właśnie tyle Banner spędził w ciele Hulka. Ale gdzie dać film o Doktorze na osi czasu filmów marvelowskich? Między “Zimowym żołnierzem”, a “Wojną bohaterów”, tak więc Strange miał minimum dwa lata na naukę, a wiemy, że całkiem nieźle mu to szło.
To prawda. Cieszę się, że Hulk miał większą rolę w filmie o innym bohaterze. W dodatku na moment mogliśmy zobaczyć nawiązanie do “Wojny bohaterów”, gdzie Thor i Zielony odkryli przez przypadek nagranie z Nataszą. Wszyscy wiedzą, jaki stosunek do siebie mają Banner i Romanoff, dlatego fajnie, że ten drugi ustąpił doktorkowi właśnie w tym momencie.

Może i ustąpił, ale zagarnął dla siebie dużą część widowiska, zwłaszcza podczas walki z Blond Młotkiem (Stark mnie rozśmiesza, nawet wtedy, kiedy nie ma go w filmie). No i scena, kiedy ten wychodzi nagi z kąpieli. Po prostu epicka!
No i masz, goły Hulk. Straszliwie goły. O rany, tego się nie da zapomnieć.
Byłam w niemałym szoku, że Hulk został przedstawiony jako stworzenie myślące, nie pałające czystą chęcią bicia. No dobra, ją też miał, na przykład podczas ataku na Surtura. A co odpowiedział, kiedy Thor zapytał, czy nie może się chociaż raz powstrzymać? Ale, wielki potwór… W tym filmie ja go po prostu uwielbiam.
Bruce natomiast zrobił genialne wejście smoka! Wtedy podczas walki z Helą i wojownikami z Asgardu.
– Ja to zaraz załatwię, luz, ogarnę to (...).

– Ej, czy tobie właśnie odbija?

– Nie, za chwilę!

Zmiana dekoracji, chwila ciszy i pac! Bruce leży jak kłoda.
No, po prostu padłam i nie wstaję! Śmiałam się dobre kilka minut. Choć wcześniej mówił, że gdy zmieni się jeszcze raz w Hulka, to może nim zostać do końca życia, to jednak podjął ryzyko, aby uratować Asgardczyków. Kocham gościa po prostu! Może nie tak jak Starka czy Lokiego, ale i tak kocham!
Patrząc ogólnie na film jestem zadowolona. Fabuła mi się naprawdę podobała. Sam początek, jak Thor rozmawiał ze szkieletem, chociaż wydawałoby się, że opowiadał historię widzowi,  rozwalił mnie na łopatki. Całość była ładnie zgrana. Na początku byłam pewna, że Hela zbyt wcześnie dostała się do Asgardu, ale koniec końców ładnie z tego wybrnęli. Pomysł na pokonanie Helusi był delicioso! Otwiera drogę do następnych filmów, które również mogą być epickie!
Fabuła była wciągająca, ani na moment nie zwalniała, ale też nie miało się poczucia, że coś leci za szybko. A przynajmniej ja tego tak nie odczułam. Zgadzam się także z tobą oraz to, że Loki powiedział, że Thor mu zaimponował. Wprawdzie, kto by się zdobył na taką odwagę, żeby zniszczyć dom, aby uratować lud od żądnej mordu siostry?

To było bardziej w stylu Lokiego, by coś poświęcić, więc byłam dumna z Thora, że poświęcił planetę(?). Ale duży wpływ miał Odyn, który powiedział, że Asgard to nie miejsce, ale ludzie, no i ich nowy dom może być wszędzie, nawet na klifie. Myślę, że właśnie to dało siłę Thorowi do podjęcia takiej decyzji. To oraz fakt, że to on został następcą króla i musiał zaopiekować się Asgardczykami. Uratować ich.
Poziom żartów był na wysokim poziomie, tak samo wykreowane postacie. Z technicznego punktu widzenia, efekty specjalne nie były bardzo widoczne, jak to bywa przy filmach fantasy. A muzyka! Najbardziej podobała mi się linia melodyczna podczas walki na Bifröście. Chyba się ze mną zgodzisz?
Ta piosenka była idealnie dobrana do tych scen. Po prostu idealna. Mi się podobało, że nawiązywali do poprzednich części, w przeciwieństwie do filmów DC. Ogólnie film nie jest zbyt wysokich lotów, ale jest przyjemny. Ma marvelowski humor, prosty, zrozumiały, ale bardzo zabawny. Jak na Marvela, to jeden z najlepszych filmów, za co jestem dozgonnie wdzięczna. Brakowało mi takiego. Gra aktorska na plus, kostiumy na plus, efekty specjalne na plus, fabuła na plus. No i Stan Lee jako dziadyga! Niezapomniany, obecny w każdym filmie Marvela. No miodzio. Zdecydowanie polecam!
Ja także!

6 grudnia 2017

Recenzja #29. Anne McCaffrey - Jeźdźcy smoków

Hej Nat!
      BookAThon w tym roku wpasował mi się idealnie po obronie. Miałam czas, miałam okazję i miałam książki. Jako pierwsze, były książki, gdzie zwierzęta odgrywały znaczącą rolę. Jako fanka fantastyki stwierdziłam, że smoki nadają się idealnie. A do tego chciałam wrócić do tej serii po około sześciu latach, więc okazja nadała się idealna.
      "Jeźdźcy smoków" to pierwszy tom z cyklu "Jeźdźcy smoków z Pern", gdzie dostajemy całkiem nowy świat, rządzony przez Weyr, smoki i ich jeźdźców. Historię zaczynamy w Ruatha, gdzie jeźdźcy prowadzą poszukiwania kobiet, by sprowadzić je do królewskiego jaja. Przypadkiem wręcz, chociaż teoretycznie to był plan, Lessa zostaje odnaleziona i zabrana do Weyru. Bierze udział podczas wylęgu i zostaje królową, co przynosi problemy, jak i całkiem dobrze rzeczy dla całego państwa. A do tego świat atakują Nici, które przez wiele lat były legendą.
      Pomysł na fabułę spodobał mi się od razu. Waleczna, uparta kobieta z charakterem to coś, co mnie przyciąga. A do tego całkowicie fantastyczna kraina z potężnymi smokami i moje serduszko skacze ze szczęścia. Wstęp do świata był naprawdę fajny. Łatwo poznałam prawa tam panujące i oswoiłam się z nimi. Historia była spójna i oryginalna! Nigdy nie spotkałam się z takim pomysłem! Jednaj wykonanie pozostaje do życzenia... Otóż kiedyś tą książką się zachwycałam, wychwalałam i wprost kochałam. Tym razem, to był drugi raz jak ją czytałam, zobaczyłam wiele rzeczy, które mi nie pasowały. Na przykład dorastanie Ramoth. Czytając miałam wrażenie, że to wszystko działo się przez maksymalnie tydzień, no dobra, dwa. A w rzeczywistości minęły lata! Jak?! Skąd?! Dlaczego?! Przecież tam nie był za bardzo pokazany upływ czasu! No i romans między Lessą i F'larem. On pojawił się znikąd! Nie było podchodów, nie było starań, po prostu kilka słów o tym, że F'lar ma dość Lessy i odwrotnie, a do tego, że podobają się sobie. No i bum, romans jest. Wydaje mi się, że autorka po prostu nie wie jak opisać romantyczną relację pomiędzy dwiema osobami i nie wie jak zrobić przeskoki w czasie, kiedy chce opisać w skrócie kilka lat. Chyba z jednej strony chciała opisać jak dorastała smoczyca, a z drugiej strony chciała przyśpieszyć czas, a tak się nie da. Trochę miałam zawirowania, jak F'nar nie mógł spotkać F'nara, ale po jakimś czasie to ogarnęłam.
      Miałam lekki problem, jeśli chodzi o bohaterów. Lessę od początku pokochałam. Była inteligentna, odważna, a do tego miła i waleczna. Podbiła moje serce w pierwszych sekundach. Jej zachowanie było w miarę logiczne jeśli chodzi o jej charakter. Bez problemu okłamała ludzi, że urodził się chłopiec, a do tego odważyła się na długą, bardzo długą podróż. Co do niej to nie mam zastrzeżeń.
      Gorzej miałam z F'larem. Z jednej strony był opiekuńczy i waleczny, ale z drugiej szorstki i agresywny. Traktował Lessę jak gówniarę, ale jednocześnie sprawił, że byli razem. Właśnie tego nie rozumiałam. Kiedyś byłam w nim zakochana, był dla mnie ideałem, a teraz myślę, że Lessa nie bardzo miała podstawy, żeby się w nim zakochać. Najwidoczniej coś więcej się działo w czasie, który autorka po prostu omijała.
      Najgorzej było z F'narem, bratem F'lara. Dla mnie był nijaki, taki ślepo oddany bratu. Niby miał własny umysł, który używał, ale... No właśnie. Nie do końca potrafię go opisać. Nie był jakoś szczególny, nie wyróżniał się czymś, o czym mogłabym napisać. Oczywiście oprócz tego, że bardzo chętnie wykonywał rozkazy. No ale przecież nie tak powinni być zapamiętywani bohaterowie!
      Ogólnie książka jest całkiem przyjemna. Podobał mi się pomysł na książkę, jednak z wykonaniem już gorzej, tak jak wspomniałam wcześniej. Gdyby tylko ten przeskok kilku lat był inaczej pokazany, gdybyśmy mogli widzieć jak rozwijają się uczucia, jak rośnie smok, to byłoby i wiele lepiej, a książka zyskałaby wiele w moich oczach. Ja wiem, że to jest science fiction, jednak kiedy czytałam to pierwszy raz nie wiedziałam o tym i pierwsze tomu chciałabym rozpatrzeć właśnie pod kątem fantastyki, a nie sf.
      Mimo wszystko polecam tę książkę. Przyjemnie się czyta, Lessa podbija serca, a Ramoth je zjada. Taki żarcik.
Ściskam
Aga


Tytuł Jeźdźcy smoków
Seria (tom) Jeźdźcy smoków z Pern (1)
Autor Anne McCaffrey
Tłumaczenie Rafał Chodasz
Wydawnictwo Książnica
Liczba stron 337
Gatunek fantastyka, science fiction,
Rok wydania 2007